czwartek, 20 lutego 2014

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc. 12

Fot. Marcin Oleksa


Eulalia weszła do mieszkania i zastała Martę stojącą bezradnie na środku kuchni i wpatrującą się w opakowanie czegoś, co wyglądało jak kopytka z supermarketu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo miały przecież umowę, że gotują na zmianę obiad wtedy, kiedy im się chce i gdy mają czas; gdyby nie wyraz twarzy Marty - mocno skonsternowany. Wnuczka Eulalii wyglądała na zagubioną i to Eulalię zaniepokoiło najbardziej. 
Powiesiła na wieszaku futro, zrzuciła kozaki i z ulgą wsunęła stopy w wygodne kapcie, a potem szybkim krokiem, jakby zupełnie nie czuła przemierzonych przed chwilą zakupowych kilometrów, podeszła do wnuczki i zajrzała jej przez ramię. 
- Coś nie tak z tymi kopytkami? - spytała, odgarniając pieszczotliwie włosy z twarzy dziewczyny.
- Instrukcja obsługi - odpowiedziała Marta słabym głosem. 
- A to do podgrzania gotowych kopytek potrzeba instrukcji obsługi? - zdziwiła się Eulalia. 
- W dzisiejszych czasach, babciu, do wszystkiego potrzeba instrukcji obsługi - odpowiedziała Marta, wskazując palcem na wyróżnione na czerwono zdanie. - Ale to mnie po prostu zastrzeliło.
- Możesz mi przeczytać? Nie mam okularów, a ten druk jest już dla mnie za drobny. - Eulalia odsunęła się od Marty i oparła o kuchenny blat. 
- Uwaga, czytam. "Przed przygotowaniem wyjąć z opakowania." - przeczytała Marta głośno i wyraźnie. 
Eulalia zamrugała powiekami. 
- No i czego tu nie rozumiesz? - spytała przekornie. 
- Zasadniczo tego zdania. Babciu, to przecież logiczne, że nie wrzucę tych klusek owiniętych plastikiem na wodę ani na patelnię, no proszę cię! 
- A słyszałaś to sławne zdanie, przez które jedna z amerykańskich sieci fast foodowych straciła grube dolary? 
- Masz na myśli: "Uwaga! Kawa jest gorąca!" i to, że wrzątek parzy? 
- Dokładnie. - Eulalia uśmiechnęła się do wnuczki, otworzyła szufladę i podała jej nożyczki, które stamtąd wyjęła. - Przecież o tym wie każdy, a jednak dla kogoś nie było to oczywiste. Żyjemy w XXI wieku, kochanie. Ludzie pędzą przez życie, a niektórzy z nich nie mają nawet czasu myśleć, więc wszystko musi być podane jak na tacy. Dlatego producent musi napisać, że kopytka przed przygotowaniem należy wyjąć z opakowania, żeby nie przyszło ci przypadkiem do głowy wsadzić to w całości do mikrofalówki. 
- Naprawdę sądzisz, że ktoś mógłby to zrobić? - jęknęła Marta z niedowierzaniem. 
- Wiesz, Martuniu, zbyt wiele lat już żyję i dużo widziałam, więc zaręczam ci, że tak. Ale cieszę się, że moja wnuczka jest inteligentna i że rzeczy oczywiste są dla niej po prostu oczywiste. 
- Bardzo ci dziękuję, babciu, za uznanie. - Marta dygnęła jak grzeczna pensjonariuszka. 
- Proszę bardzo. Inteligencję odziedziczyłaś oczywiście po mnie! - Eulalia uśmiechnęła się szeroko. 
- Oczywiście! - odpowiedziała natychmiast Marta, po czym obie wybuchnęły śmiechem. - Gotować wszystkie, czy jadłaś coś na mieście? - Marta spojrzała na Eulalię, nalewając przy okazji wody do garnka. 
- Nic nie jadłam i jestem głodna jak wilk, więc z przyjemnością dotrzymam ci towarzystwa i zjem nawet te kopytka z supermarketu. Następnym razem kupuj w garmażerce; dostaniesz na wagę z pewnością, że są świeże, i nie będziesz miała problemu z opakowaniem. 
- He, he, bardzo śmieszne. - Marta postawiła rondelek na kuchence i zapaliła pod nim gazowy palnik. 
Eulalia patrzyła na wnuczkę z miłością. Dobrze im się razem mieszkało. Nie wchodziły sobie w drogę i starały się szanować swoją prywatność. Eulalia lubiła szczególnie wieczory z Martą, kiedy obie siadały przy stole w kuchni, każda ze swoją herbatą, i rozmawiały. O tym, jak minął dzień. O życiu. O planach i marzeniach, które spełniają się według własnego scenariusza i nie zawsze wtedy, gdy tego pragniemy. O przyszłości. O przeszłości. O wszystkim, o czym mogą rozmawiać dwie kobiety, które rozumiały się doskonale pomimo różnicy wieku i tego, że pochodziły z zupełnie innego pokolenia. 
- Jak sprawy z Natalią? - spytała Eulalia z ciekawością. 
- Spokojnie. Raczej się unikamy, a zresztą w trakcie sesji uczyła się nawet ona, więc nie miałyśmy okazji zbyt często się spotykać. Mam wszystko pod kontrolą. Poza tym to ja dostałam od Bartka bukiet czerwonych róż na walentynki, a nie ona.
Eulalia uśmiechnęła się, wspominając swoje walentynkowe spotkanie z przyjaciółkami. To był bardzo miły wieczór, któremu pikanterii dodało jeszcze spotkanie z Adamem Strojewskim. Eulalia przyjęła wizytówkę, którą jej wręczył, ale to było wszystko. Niczego mu nie obiecała i nie zamierzała się z nim spotykać na kawie, choć ją o to poprosił. Chcąc jak najszybciej wybrnąć z krępującej ją sytuacji obiecała, że zadzwoni i to było wszystko. Wrzuciła wizytówkę do torebki i próbowała zapomnieć o wpatrzonych w nią, zielonych oczach Adama, ale to wcale nie było takie proste... 

Fot. Marcin Oleksa
  
 - Dlaczego twoje buty chodzą po całym mieszkaniu? - Bogusia patrzyła ze zgrozą na porozrzucane po podłodze buty Nataszy, których ilość nieco ją przeraziła. Rozumiała, że są kobiety, które wielbią buty i torebki, ale żeby mieć dziewięć par kozaków, kozaczków i botków to już jej się w głowie nie mieściło. Sama doskonale radziła sobie z dwoma - jedną na mroźną zimę, a drugą na okres przejściowy i nieodmiennie zadziwiał ją fakt, że jej córka potrzebowała aż tyle, aby poczuć się kobietą.
- Bo ja mam za mały przedpokój i się w nim po prostu nie mieszczę - odpowiedziała Natasza, potykając się o rude botki, które przesunęła nogą nieco na bok. 
- A naprawdę potrzebujesz ich aż tyle? - spytała z ciekawością Bogusia? 
- Wolę wydawać na buty, niż na rozmowę z psychoanalitykiem. To przynajmniej sprawia mi przyjemność, a poza tym buty nie zadają niewygodnych pytań. 
- Ale w końcu będziesz musiała sama sobie na te pytania odpowiedzieć. 
- Mamo! - jęknęła Natasza. - Przyszłaś tu po to, aby mi grzebać w głowie i prawic kazania? 
- Nie. Przyszłam z propozycją. 
- Mam się bać? - Natasza spojrzała na matkę nieufnie. 
- Ależ skąd! - zaprzeczyła Bogusia. - Chciałam ci tylko zaproponować bal karnawałowy. W doborowym towarzystwie, oczywiście. 
- Masz na myśli siebie i moje szalone ciotki?
- Uhm - przytaknęła Bogusia, uśmiechając się szeroko do córki. 
- A która niby będzie moją parą? Bo rozumiem, że bal oznacza, że muszę być sparowana. 
- Możesz wybierać między Jadzią a Lalką. W dzisiejszych czasach gender nikogo to nie zdziwi. 
- Ty chyba nie mówisz poważnie? - Natasza patrzyła na Bogusię z niedowierzaniem. 
- Ależ jak najbardziej poważnie - odpowiedziała szybko Bogusia. - W swoim dorosłym życiu nie miałaś okazji zabawić się razem z matką i może warto spróbować?
- Naprawdę uważasz, że powinnam? - Natasza zrobiła tak żałosną minę, że Bogusia nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem. 
- Myślę, że ci się to spodoba, bez względu na to, co teraz o tym sądzisz.
- Jasne! Bal w towarzystwie seniorów. O niczym innym po prostu nie marzę! - odpowiedziała sarkastycznie Natasza. 
- Pomyśl o tym w ten sposób, że będziesz tam gwiazdą, o którą każdy z panów będzie zabiegał i jednocześnie będziesz miała tę pewność, że nic ci z ich strony nie grozi, oprócz adoracji w starym, dobrym stylu. 
- Robisz to wszystko po to, abym nie spędziła tego wieczoru przed telewizorem, w towarzystwie moich butów i nieśmiertelnego "Pretty woman", przy którym jak zwykle się poryczę i rozżalę nad własnym losem, któremu sama jestem sobie winna?
Bogusia wyciągnęła rękę i dotknęła delikatnie policzka córki. Robiła to jeszcze nieudolnie, trochę niezdarnie, ale starała się i Natasza potrafiła to docenić. 
- Zobaczysz, że się upiję na smutno i narobię ci wstydu w towarzystwie - mruknęła Natasza. 
- Nie będę się do ciebie przyznawać - odpowiedziała szybko Bogusia czując, że Natasza mięknie. 
- A gdzie jest w ogóle ten bal?
- W kasynie wojskowym. 
- Chodziłaś tam jeszcze razem z tatą... 
- Chodziłam... - szepnęła Bogusia, wracając wspomnieniami do czasów, o których Natasza nie miała w ogóle pojęcia.  
- Będę musiała kupić nowe buty. - Natasza odzyskała swoją pewność siebie i dobry humor, a Bogusia jęknęła cicho i popukała się palcem w czoło.   cdn...
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Oleksa
 

1 komentarz:

  1. Uważam, że "Czwartkowe obiady" to gotowy materiał na ŚWIETNĄ książkę. Już dziś nie mogę się doczekać co będzie za tydzień :)
    Pozdrawiam!
    M. junior Starszy

    OdpowiedzUsuń