Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc. 11.

Fot. Marcin Oleksa


Suknia Eulalii mieniła się złotą nitką, a jej włosy, starannie ułożone i spryskane specjalnym lakierem, migotały brokatowymi drobinkami informując, że czas karnawału wciąż trwa i jest czasem radości i świętowania. Dzisiejszy czwartek był inny od pozostałych, bo wszystkie cztery wychodziły na koncert do Filharmonii, a potem na kolację przygotowaną przez Bogusię.
- Z okazji walentynek - poinformowała Bogusia przyjaciółki. - Nam też, pomimo lat, które może i doskwierają, a może nie, bo ja się tam nimi nie przejmuję; należy się święto zakochanych i przyjaciółek, nie uważasz, Lalu? 
- Uważam - odpowiedziała Eulalia. - Dlatego użyłam całego mojego wdzięku, jaki mi jeszcze pozostał i załatwiłam wejściówki na ten czwartkowy koncert dla naszej czwórki. Tylko ubierz się porządnie, żebym nie musiała się za ciebie wstydzić! 
- No wiesz! - obruszyła się Bogusia. - Za kogo ty mnie masz? Jeszcze potrafię zachować się w towarzystwie, a poza tym będę miała okazję włożyć tę nową sukienkę, którą kupiłyśmy z Nataszą i oczywiście perły! 
- Puścisz kiedyś parę skąd je masz? - spytała z ciekawością Eulalia.
Bogusia przez chwilę milczała. Historia jej pereł była tylko jej i nigdy jej nikomu nie opowiedziała. Zamknęła ją w sercu i strzegła, pomimo tego, że tak wiele lat upłynęło od czasu, kiedy je dostała...
- Rozumiem, że twoje milczenie oznacza, że do grobu zabierzesz ze sobą tę tajemnicę - westchnęła Eulalia. 
- No wiesz, muszę mieć coś, co będzie tylko moje. Choćby historię i tajemnicę - odpowiedziała Bogusia, zwinnie wykręcając się od odpowiedzi. 
-  A zdradzisz przynajmniej co będzie na kolację? 
- Szampan i truskawki. Ma być przecież romantycznie! - Odpowiedziała Bogusia, a Eulalia pomimo że jej nie widziała, poczuła jak przyjaciółka się uśmiecha. 
- Nie spóźnij się! - przypomniała jeszcze, odkładając słuchawkę, dlatego nie słyszała zirytowanego parsknięcia Bogusi i jej komentarza w stylu: "Przecież ja się nigdy nie spóźniam!", co nie było do końca prawdą i obie dobrze o tym wiedziały. 
Eulalia spojrzała w lustro i uśmiechnęła się do swojego odbicia. Podobała się sobie, a to już gwarantowało udany wieczór. 

Fot. Marcin Oleksa

Wypełniona instrumentami i muzykami scena hipnotyzowała. Eulalia nie mogła oderwać od niej wzroku i choć wiedziała, że jest to tylko scena zastępcza, bo budynek Teatru Muzycznego i Filharmonii kolejny raz był w budowie; to jednak oświetlone miejsce, z którego widać było wypełnione widzami fotele, przyciągało wzrok, fascynowało i przywoływało wspomnienia, które wciąż były świeże i za którymi Eulalia po prostu tęskniła. Skrzypienie desek pod nogami; zapach starych, zakurzonych rekwizytów i kostiumów, które niejednokrotnie wkładało się w pośpiechu; to wszystko napływało falami, uświadamiając nostalgię upływającego czasu. To już nie był jej świat, choć do końca jeszcze się z nim nie pożegnała. 
- Lala, spójrz na Jadzię - usłyszała nagle, tuż przy swoim uchu, dyskretny szept Heleny. - Boję się, że skoczyło jej ciśnienie. Jest cała czerwona, łącznie z szyją i dekoltem. 
Eulalia odwróciła się i spojrzała na Jadzię, siedzącą tuż za Bogusią, przy przejściu. Rzeczywiście, Jadzia poczerwieniała i wyglądała tak, jakby pomimo wieczorowej sukni było jej duszno. 
- Myślisz, że nie wzięła leków na nadciśnienie? - odszepnęła Helenie. 
- Nie będę jej przecież teraz o to pytać! - syknęła Helenka. 
- A jak dostanie udaru? 
- Ty, Lala, to zawsze musisz pisać taki czarny scenariusz? - Helena spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem i odsunęła się, spoglądając jednak na Jadzię z niepokojem. 
Eulalia nie mogła usiedzieć na miejscu. Najpierw scena, a potem Jadzia, i cała jej koncentracja odpłynęła jak unoszona wiatrem bańka mydlana. Szturchnęła Bogusię, która siedziała po jej lewej stronie, i syknęła jej do ucha: 
- Spytaj Jadzię, czy dobrze się czuje. 
Bogusia oderwała od sceny zachwycony wzrok, którym wpatrywała się w muzyków i instrumenty, i spojrzała na Eulalię tak, że aż jej ciarki przeszły po plecach. 
- Po kim jak po kim, ale po tobie spodziewałam się tego, że umiesz się zachować w filharmonii - szepnęła, świdrując Eulalię oskarżycielskim spojrzeniem. 
- Martwię się o Jadwigę - próbowała się bronić Eulalia. 
- Zupełnie niepotrzebnie. Jakbyś była bardziej spostrzegawcza i nie wpatrywała się w te skrzypiące deski takim cielęcym wzrokiem zauważyłabyś, że Jadwiga spąsowiała po tym, jak ukłonił jej się przystojny i elegancki mężczyzna, który nota bene, wciąż zerka na nią ukradkiem; więc nie rób jej wstydu i zajmij się koncertem. Aha! I gdybyś nie miała tej mgły na oczach, patrząc na scenę, zauważyłabyś również, że od początku koncertu kontrabasista po prawej nie spuszcza z ciebie oczu. Zachowuj się więc jak na damę w filharmonii przystało i przestań się tak kręcić, bo zakłócasz mi odbiór. - Bogusia wyprostowała się i zwróciła twarz w stronę muzyków i dźwięków wypływających z instrumentów. 
- Melomanka jedna! - rzuciła Eulalia i rozejrzała się po scenie, nie wierząc w słowa, które usłyszała od Bogusi. 
Dlaczego miałby ją obserwować jakiś kontrabasista? Nie przypominała sobie, aby znała w tej chwili kogoś z orkiestry; wszystko tutaj się tak pozmieniało jak świat wokół niej. Dyskretnie poszukała wzrokiem kontrabasistów, próbując rozpoznać któregoś z nich. Większość z tych mężczyzn i kobiet zupełnie zatopiła się w świecie dźwięków, odgradzając się od publiczności niewidoczną dla oka zasłoną. Byli tylko oni, dyrygent i instrument, który musiał płynnie dopasować się do całości. Przenosiła spojrzenie z jednego muzyka na drugiego; omijając kobiety, bo doszła do wniosku, że o kobiecie Bogusia raczej nie mówiła. Zielone spojrzenie, na które się natknęła, oparzyło. Jego rysy wydały się Eulalii znajome, ale nie potrafiła dopasować do nich żadnego imienia. Zauważyła nieśmiały uśmiech, który odwzajemniła, a potem uciekła spojrzeniem dochodząc do wniosku, że w tej chwili musi wyglądać dokładnie tak samo jak Jadwiga. 

Fot. Marcin Oleksa

Odszukał ją w holu, gdzie ubierała się w ulubiony futrzany płaszcz, czekając na Jadwigę, która zatrzymała się przy mężczyźnie, którego przedstawiła jako "Pan Franciszek Skalski". Dobrze, że przed imieniem pojawiło się to "pan", bo w przeciwnym wypadku ani Bogusia, ani Eulalia nie odeszłyby od pąsowej Jadzi, która próbowała prowadzić konwersację bez słów. W zasadzie był to monolog pana Franciszka, a nie rozmowa, bo Jadzia słowa z siebie nie mogła wydobyć tak była zaskoczona tym spotkaniem, i to jeszcze w obecności wścibskich przyjaciółek! 
- Dobry wieczór, pani Eulalio. Pani pewnie mnie nie pamięta - ukłonił się grzecznie i z szacunkiem pocałował dłoń, podaną przez Eulalię. - Adam Strojewski. Pamiętam panią ze sceny operetki. Przepięknie pani wygląda. 
Eulalia uśmiechnęła się, podobnie jak jej mile połechtane ego. 
- Rozumiem, że miał pan na myśli to, że nie posunęłam się jeszcze w latach tak bardzo, jak można tego oczekiwać po kimś w moim wieku - zauważyła sarkastycznie Eulalia. 
- Nie, pani Eulalio. - Adam Strojewski wciąż wpatrywał się w nią tak, że Eulalii zapierało dech i czuła się tym spojrzeniem skrępowana. - Miałem dokładnie na myśli to, co powiedziałem - przepięknie pani wygląda. Powiem więcej, na całej sali nie było piękniejszej kobiety od pani. 
- Rozumiem, że chce pan być miły, ale nie musi pan...
- Ja nic nie muszę, pani Eulalio - przerwał jej. - Ja po prostu chcę to pani powiedzieć, bo tak czuję. Zawsze panią podziwiałem i nigdy nie miałem odwagi, aby zaprosić panią na kawę.
- Panie Adamie, to było tak dawno temu... - Eulalia rozpaczliwie pragnęła towarzystwa którejś ze swoich przyjaciółek, ale Jadzia była zbyt przejęta spotkaniem; Helena zbyt zajęta zapinaniem płaszcza i przeszukiwaniem kieszeni w celu odnalezienia rękawiczek, a Bogusia stała perfidnie za Adamem i wyciągała w górę podniesiony kciuk, wyraźnie dając Eulalii do zrozumienia, że podoba jej się Adam Strojewski i powinna coś z tym zrobić. 
Eulalia jęknęła w duchu, a potem otworzyła usta, próbując ułożyć w zdanie właściwe słowa po tym, jak Adam zapytał.
- Czy teraz, gdy los pozwolił nam się spotkać po latach, zgodzi się pani na tę kawę?  cdn... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Oleksa
 
   

Komentarze

  1. Myślę, że Adama Strojewskiego jeszcze nie raz ujrzymy w "Literackich Czwartkach"!
    P.S. Według mnie jest to jeden z najśmieszniejszych odcinków!
    Pozdrawiam!
    M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak