Nie lubię...

Fot. Marcin Oleksa
 No, jak mnie ten mały gruby denerwuje! Specjalnie mnie drażni i lata koło nosa, z tym swoim grubym brzuchem i brzęczącymi skrzydełkami; a ja nawet złapać zębami go nie mogę, choć jest tak blisko. Co próbuję się przyczaić i zamierzyć, pani krzyczy: "Mattie, fe!". I dlaczego, pytam? Przecież poradziłabym sobie, wielkie mi coś. To tylko bąk, a nie jakiś tam skrzydlaty potwór. I do tego ślamazarny. No, nie lubię jak ktoś mi się kręci przy nosie. Nie lubię i już! Tak jak nie lubię tego dużego, czarnego "coś", które stoi w pokoju. Gdy to się pojawia, zaraz ktoś znika z domu. Pan albo pani. A czasami oboje. Najpierw wkładają tam swoje rzeczy, pełne znajomych zapachów, a potem to zamykają i wychodzą z tym. A ja czekam. I słyszę pustkę w mieszkaniu, która jest tak głośna, że nie mogę jej zagłuszyć. Czekam i liczę każdego, kto wraca do domu; ale już wiem, że dopóki to wypchane czarne "coś" nie pojawi się z powrotem, liczba stada nie będzie się zgadzać. Zawsze kogoś brakuje i zaburza mi cały uporządkowany rytm dnia, do którego jestem przyzwyczajona. Nie lubię jak pani albo pan znika. Tęsknię... 
Nie lubię, jak kusząco pachnące cukierki stoją na mojej wysokości, a ja nie mogę ich wziąć, bo przez cały czas ktoś mnie obserwuje. A jak mnie nie obserwuje, to i tak mam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy i nie wypada mi tak po prostu podejść i poczęstować się. No przecież jestem dobrze wychowana! A przynajmniej staram się być... Ale jakiś czas temu udało mi się wygrzebać w pana rzeczach śliwki w czekoladzie! Poczęstowałam się, ale za śliwkami to ja chyba nie przepadam, bo jakoś tak plączą mi się po zębach, a i smaku konkretnego nie mają. Pochowałam na "potem", w razie gdybym zmieniła zdanie i doszła do wniosku, że śliwki jednak mi smakują:) 
Lubię chować i upychać nosem wszystko to, na co akurat w danej chwili nie mam ochoty. Najlepiej nadaje się do tego kanapa i fotele. Dobrze się na nich upycha kości, cukierki, a nawet pasztet. Pasztet... Tylko raz zostawili dla mnie całą blaszkę na kuchennym stole. Do dziś pamiętam ten smak... Smak szczenięcych lat. No, może nie tak bardzo szczenięcych, bo miałam już prawie rok. Ale pozostało to w mojej pamięci jako wspomnienie młodości:) Piękne wspomnienie... 

Lubię dobre wspomnienia...
Nie lubię, jak ten rudy kot z parteru spaceruje sobie tak, jakby cały trawnik przed blokiem należał do niego, staje i patrzy na mnie bezczelnie, a potem wskakuje na balkon, nie dając mi szansy na fajną zabawę. Najpierw prowokuje i zachęca, a potem - czmych! i już go nie ma. I tylko patrzy na mnie z góry, z tym poczuciem wyższości, którego u kotów nie lubię. Czekaj ty, kiedyś cię dogonię, ciekawe co wtedy powiesz? 
Ja tam mam zawsze dużo do powiedzenia. W końcu jestem psią dziewczynką. Pani tak do mnie mówi. Moja dziewczynka. Lubię to. Nie lubię natomiast, jak moja pani wraca do domu i pachnie obcymi psami. Czasami pachnie kotem! Tego nie lubię najbardziej. Zawsze wtedy zastanawiam się, czy te psy nie dostały o jedną pieszczotę więcej niż ja? I zawsze jestem lekko urażona. Ale tylko troszeczkę i szybko mi przechodzi:)
Nie lubię, jak ktoś kręci się pod drzwiami albo pod balkonem. warczę ostrzegawczo, aby zakomunikować, że tu jestem i chociaż wyglądam słodko, mam zęby i wiem, że służą nie tylko do przeżuwania... 

Czasami się trochę podąsam, ale szybko mi przechodzi:)
 
No chodź tu, ty mały gruby bąku...
I nie lubię, jak mały gruby wlatuje mi na balkon i plącze się po moich kwiatkach. No, może nie do końca moich, bo kwiatki są pana; ale czuję się w obowiązku ich pilnować, a czasami nawet w nich pogrzebać... I mały gruby mi w nich niepotrzebny! A już najbardziej nie lubię, jak pani się nim zachwyca i mówi: "Jaki śliczny bączek." Też mi coś; śliczna to jestem ja, a bączek jest co najwyżej gruby, od tego nektaru, którym opija się na osiedlowych kwiatkach. I nic na to nie poradzę, że mnie po prostu denerwuje. 
Nie lubię, gdy drzwi balkonowe są zamknięte. W ogóle nie lubię zamkniętych drzwi, bez względu na to, czy chcę być po tej, czy po drugiej ich stronie; bo co mam zrobić, gdy nagle zmienię zdanie i będę chciała być tam, gdzie mnie teraz nie ma?
W imieniu Mattie - Monika A. Oleksa    

Moje zęby nie służą tylko do przeżuwania; moje stado ma czuć się przy mnie bezpiecznie


Życie byłoby znacznie prostsze, gdyby inaczej zaprojektowano lodówki...

Komentarze

  1. Pozdrowienia dla Mattie - masz szalenie mądrego psa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak! Psia perspektywa narracyjna, to mógłby być ciekawy literacki eksperyment. Może spróbujesz?

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe szczęście, że Mattie wie też, co lubi i umie się tego domagać, o czym się parę razy dowiedziałam od niej samej i też już to wiem :)
    Mam nadzieję, że zraniona łapa goi się i nie sprawia już kłopotu.
    Świetnie się czyta te psie wyznania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda ,że nasz foksikowy klubik już nie jest taki aktywny, zaprosilibyśmy Mattie -pewnie by się szybko dogadała z kumplami Teodora :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie zgadzam się z Mattie - też nie lubię tego grubego bączyska:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak