czwartek, 28 sierpnia 2014

Bogactwo niecodzienności


Fot. Marcin Piotr Oleksa

Sierpień odlicza swoje dni, jak paciorki różańca, w powietrzu czuć już zapowiedź jesieni, a wrzesień zagląda mi przez ramię, podczytując to, co zapisuję. Kończy się pewien czas naszego życia po to, aby mógł rozpocząć się kolejny. Inny. Może nie tak beztroski jak wakacyjne miesiące, ale bogaty w szczegóły, których często nie chcemy zauważać. Zielone jeszcze drzewa zaczną stroić się w kolorowe sukienki z barwnych liści, a przed naszymi oczami snuć się będą srebrne nici babiego lata. Nastanie czas placków drożdżowych ze śliwkami i szarlotek, które wypełnią dom cynamonowym zapachem. Koniec lata nie oznacza początku nużącej jesiennej wędrówki po codzienności. Jest jedynie etapem, który trzeba przejść, czerpiąc z bogactwa niecodzienności, jakiego doświadczaliśmy w lipcowym i sierpniowym czasie zwolnienia, zatrzymania, przystanięcia.

Fot. Michał Oleksa

Nasze cenne wakacyjne i urlopowe chwile powinniśmy zatrzymać w sobie, aby czerpać z nich wtedy, gdy życie przygniecie, rutyna znuży, a my zaczniemy wątpić w sens tego, co robimy. 
Wyobraź sobie, że te chwile niecodzienności są jak letnie owoce - dorodne, soczyste i słodkie. A jednak krótkotrwałe. Aby zapamiętać ich smak, i móc powrócić do niego w zimowe dni szarości, wkładamy je do słoików i zasypujemy cukrem. Albo zesmażamy, i zapamiętujemy smak lata w dżemach i powidłach. A kiedy tak strasznie zatęsknimy za słońcem, otwieramy taki słoik i delektujemy się smakiem, zapachem i wspomnieniem - truskawki, maliny, wiśni, śliwki, brzoskwini, aronii... 
W tym roku zaniosłam do spiżarki mojej pamięci wiele takich słoików. Pochowałam tam dobre dni i dobrą energię, którą otrzymałam od niesamowitych ludzi. Przez dwa letnie miesiące zostałam tak hojnie obdarowana spotkaniami i rozmowami (dla pisarza - bezcennymi!, i pochowanymi w sercu, aby dojrzewały, jak dobre wino), że z pewnością starczy mi tych "przetworów" z promiennym uśmiechem lata, na długo. Będę odkręcać wieczko takiego słoiczka zawsze wtedy, gdy dopadnie mnie tęsknota, jesienna melancholia czy zimowa depresja. Zanurzę w nim swoją twarz, aby poczuć zapach morza i usłyszeć jego szum. Na czubek palca nabiorę, niczym gęstą konfiturę, wspomnienie smaku delicji nałęczowskiej, i ogrzeję się w promieniach słońca, które jest we mnie, i w oczach tych, których podarowało mi życie. 

Fot. Michał Oleksa

I nawet jeśli z nieba będzie lał się deszcz, pod parasolem przemierzę ulice mojego miasta, wspominając spacer w strugach ciepłego deszczu, z Sabinką, którą pokochałam od pierwszego spotkania. Dobry duszek, z niesamowitą energią i uśmiechem na twarzy, pomimo kopniaków, których nie szczędzi życie. Te lipcowe godziny, wyrwane obowiązkom, w które uwikłała mnie lubiąca zaskakiwać codzienność, były dla mnie prezentem, za który Ci, Sabinko, ogromnie dziękuję!

Spotkanie z Sabinką i Izą w Pożegnaniu z Afryką, w Lublinie :) 
  
Te wspólne godziny, pomimo tego, że minęły tak szybko, podarowały mi tak wiele...
Dziękuję też Marzence, która w końcu! zdecydowała się przemierzyć Polskę z zachodu na wschód, abym mogła ją ugościć w moim Lublinie :) Ten czas, który dostałyśmy, był magiczny i dał mi siłę do uporządkowania trudnych spraw, które jakiś czas temu mnie przerosły. Wspólne kuchenne prace i przegadane wieczory zbliżają, a Przyjaźń, która rozpoczęła się kiedyś w ukochanych Dąbkach, z każdym rokiem pięknieje, pomimo odległości. Za to, że chcesz ją pielęgnować i za to, że jesteś - dziękuję Marzenko Tobie i Twojej cudownej rodzinie :) 

Przy Marzence spojrzałam na swoje miasto innymi oczami
  
Przyjaźń, która dla trzylatków zaczęła się w Dąbkach, trwa do dziś
To był dobry czas, pełen bliskości, której na co dzień często brakuje


W oddzielnej szkatułce ze skarbami niecodzienności, ukryłam trzy wrażliwości, przy których, krok po kroku, odkrywałam bogactwo człowieka, i do których lubię powracać, aby ogrzać się w cieple, które mi ofiarowały i wciąż ofiarowują! Lidka obdarowała mnie spokojem i obietnicą pięknej przyjaźni, którą doceniłam, podobnie jak tę bardzo kobiecą, skromną i bogatą wewnętrznie dziewczynę. Dwa tygodnie przemknęły nie wiadomo kiedy, ale w mojej szkatułce zostało wiele pięknych okruszków szczęścia, do których często zaglądam. Swoją wrażliwością i wielkim ciepłem, podzieliła się ze mną Bożenka. Dzięki Twojej serdeczności i rozmowom, których mam niedosyt, straciłam część swojego "bagażu", który przywiozłam z Lublina aż do Dąbek. Nie każdy umie tak mądrze słuchać jak Ty, Bożenko! Za te chwile razem i za świadomość, że jesteś po tej drugiej stronie ekranu i telefonu - dziękuję! 
Wrażliwość Kasi smakuję od roku. I z każdym spotkaniem odkrywam w niej coś nowego. Połączyła nas nałęczowska Ewelina, do której obie lubimy wracać, pomimo tego, że dojeżdżamy tam z różnych kierunków. Skromność Kasi podbiła moje serce, a sama Kasia stała mi się tak bliska, że trudno mi uwierzyć, że spotkałyśmy się zaledwie rok temu... Zamykam je wszystkie, trzy wrażliwości, w specjalnie stylizowanej szkatułce, i chowam na gorsze dni, kiedy znowu będzie pod górkę... 

Nałęczów z Kasią ma wyjątkowy smak
Połączyło nas właśnie to miejsce - nałęczowska Ewelina
Do mojej spiżarki z cennymi "przetworami", zanoszę ostrożnie przebogatą konfiturę z nadbałtyckiego spotkania w Sarbinowie, i w Chełmie. Natalia i Karolina, obie nierozerwalnie ze sobą związane w mojej pamięci i sercu, i obie tak pełne pięknego człowieczeństwa. 

Karolina i jej Mama zawsze goszczą nas po królewsku
W Natalii odkryłam swoją pokrewną duszę

Oddzielny słój (bo słoik to za mało!) to wspomnienia z Dąbek i ludzie, którzy są częścią miejsca, do którego wracam jak do domu. Tak bliscy, pomimo odległości. Tak przebogaci w nieukrywane uczucia, nienapuszoną i nieksiążkową mądrość, w szczerą serdeczność i pokłady życzliwości. Do tego słoja będę zaglądać najczęściej, bo jest dla mnie jak gąsior z drogim winem, którym częstuje się wyjątkowych gości.
Moja spiżarka - bogactwo niecodzienności. Ty też masz wiele takich chwil, z których możesz czerpać, pomimo końca lata i urlopowej beztroski. Masz ludzi, którzy Cię ubogacają, i którzy barwią Twoje życie na wyraziste kolory tęczy. Nie roztrwoń tych momentów, tylko schowaj je do swoich szkatułek i spiżarek. Zaglądaj tam wtedy, gdy życie straci smak, a przygnębienie zajrzy Ci w oczy. Przypomnij sobie dni, kiedy słońce śmiało się do Ciebie od samego rana, i gdy ktoś tak pięknie Cię słuchał, patrząc Ci prosto w oczy. Czerp z tego garściami i nie pozwól, aby szarość rozpanoszyła się w Twoim życiu. Zachowaj w sobie lato jak najdłużej i podziel się nim z tymi, którzy stracą nadzieję. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

3 komentarze:

  1. I…serce mi krwawi i płacze moja dusza….,że nasz wakacyjny plan nie powiódł się…
    Ale przytulone aniołki mówią mi, że jesień będzie bardziej łaskawa :-))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Gabrysiu, mnie też smutno, ale pomyśl sobie, jak piękny będzie wrzesień i październik:D A przecież jesień to również czas przetworów, więc włożymy do naszych słoiczków wiele dobrych chwil i momentów niecodzienności:) A Pensjonat pod Kubą na pewno się nas doczeka!
    CMOK:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolorowych słów
      chciałabym utkać
      latawiec - tak lekki
      - jak ptasie trele
      Na błękitnym niebie
      znaczyłby drogi powrotne
      odlatującym
      ptakom...
      By nie zbłądziły,
      kiedy zatęsknią
      By wypełniły ciszę,
      która pełna jest
      przemijania
      Czas pożegnań
      przecież jest
      wielką nadzieją
      Na powrót...
      na dotrzymanie obietnicy...
      Na kolejne
      radosne spotkanie
      G.K.

      Usuń