Wybory

Fot. Monika A. Oleksa

Dokonujemy ich codziennie. Każdego dnia stajemy przed większym lub mniejszym wyborem, i podejmujemy decyzje, które niejednokrotnie mają wpływ na całe nasze życie. Często robimy to pod wpływem emocji, impulsu, chwili. I równie często obwiniamy innych za to, że nasze życie wygląda właśnie tak, a komuś innemu się udało. Oceniamy ludzi, nic o nich nie wiedząc, i nie mając pojęcia, jakich wyborów musieli dokonać i ile poświęcić, będąc w takim miejscu w życiu, które chętnie byśmy z nimi zamienili. 
Życie wciąż stawia nas na rozdrożu, na którym zazwyczaj nie ma jednoznacznych drogowskazów. Owszem, są pewne wskazówki, tak jak strzałki wymalowane na pniach drzew lub ułożone z patyków w grze w podchody. Są ludzie, którzy mogą pomóc znaleźć właściwą drogę, ale jej wybór zależy od nas. Mamy wolną wolę i dzięki niej nasze decyzje są naprawdę nasze. Wybierając taką, a nie inną ścieżkę, nie możemy mieć pretensji do innych, i do Pana Boga, że nie jest tak, jak oczekiwaliśmy. Nikt nam nie obiecał, że życie będzie proste, a wybierając to, co łatwe i przyjemne, sami sobie robimy wielką krzywdę. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Równie wielki błąd popełniamy my, rodzice, dokonując wyborów za dzieci i usuwając z ich drogi wszelkie przeszkody, zagrożenia i trudności, oraz narzucając im swój własny pomysł na ich życie. Organizujemy ich czas, selekcjonujemy przyjaciół, bywa że chronimy przed szkołą publiczną, wychodząc z założenia, że w prywatnej będą bezpieczni i pozostaną poza złym wpływem rówieśników. Nie uważam, że to jest złe, bo każdy ma prawo dokonywać swoich wyborów, które dyktuje rozum lub serce. Nie lubię jednak takiego generalizowania, że każda szkoła publiczna (a już szczególnie gimnazjum) jest zła i sprowadzi młodego człowieka na złą drogę, lub skrzywdzi go. I ten wzrok, patrzący na mnie z potępieniem, jak mogę być tak lekkomyślna, narażając własnego syna na... no właśnie, na co? Na styczność z dresami, narkotykami, papierosami i alkoholem? Na lekcję życia, którego gorzki smak, wcześniej czy później, i tak będzie musiał poznać, bo taka jest nieuchronna kolej rzeczy? Jeśli mam czas dla swojego dziecka, i rozmawiam z nim o wszystkim, wiem, że będzie na tyle świadome, aby uniknąć tego, czego rodzice nastolatków tak się obawiają. A szkoła prywatna nie da mi gwarancji, że tam uchronię moje dziecko przed zagrożeniami, bo współczesny świat pełen jest pokus, a dziecko musi umieć wybierać mądrze. I nie nauczymy go tego, nie dając mu szansy i podejmując wszystkie decyzje za niego. Naszym zadaniem, jako rodzica, jest czuwać i dawać wskazówki. Rozmawiać i uświadamiać, pokazując wszelkie oblicza życia. Nie tylko te dobre, i nie tylko te złe. Bo przecież życie ma wiele kolorów, a dziecko musi nauczyć się je dostrzegać, nie chowając się przed światem i nie szukając wciąż pomocy rodziców. Ich wsparcie jest ważne, ale nieustanna pomoc robi dziecku ogromną krzywdę. 
Dorastałam, obserwując dzieci, wyciągane przez rodziców z wszelkich tarapatów - od wagarów, przez nieodrobione lekcje, po rzeczy dużo poważniejsze, jak narkotyki czy kradzieże. Dziś te dzieci mają po trzydzieści lat, i są kompletnie zagubione w życiu, z którym nie potrafią sobie poradzić. Przerasta ich wszystko, a każdy kontakt z ludźmi jest ponad ich siły. Żyją, nabierając odwagi po alkoholu, który stał się jedynym sprzymierzeńcem, z wiecznymi pretensjami do wszystkich dookoła za to, że życie im nie wyszło. Ale po drodze podejmowali przecież jakieś decyzje - najprostsze i najłatwiejsze, bo do takich zostali przyzwyczajeni. 
Zupełnie niedawno, na jednym z moich letnich spotkań autorskich, pewna mądra kobieta powiedziała, że po przeczytaniu mojej książki uświadomiła sobie, że każda nasza decyzja ma wpływ na wielu ludzi dookoła, często nawet z nami nie związanymi. Każdy wybór, to jak kamyk zrzucony z wysokiej góry - nigdy nie wiemy, czy dotrze na dół jedynie jako kamyk, czy cała lawina, którą po drodze uruchomi. 
Pamiętajmy o tym, stając przed trudnym życiowym wyborem. Nie podejmujmy ich kierowani emocjami, żalem lub chcąc zrobić komuś na złość. Słono możemy za to zapłacić, bo ten wybór będzie dotyczyć wyłącznie naszego życia, niczyjego innego. 
Monika A. Oleksa 

p.s. Serdecznie pozdrawiam Panią Marię Jagodę,dziękując za tak mądre słowa o kamyku...

Fot.Marcin Piotr Oleksa

Komentarze

  1. Dodała bym jeszcze, że każde słowo- wypowiedziane..napisane..też jest takim kamykiem- prawda? Bo do końca nie wiemy, jak ktoś - do kogo jest skierowane - je przyjmie i co ono tak naprawdę sprawi. A napisane słowa mają moc jeszcze silniejszą, bo żyją własnym życiem wypuszczone w świat. Pozdrawiam ciepło Moniczko

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem coś o tym, Gabrysiu, dlatego z każdą kolejną książką, praca nad nią jest coraz trudniejsza, bo mam świadomość, że nie piszę już tylko dla siebie...
    A to, jak przyjmujemy czyjeś słowa - to też wybór. możemy ich wysłuchać, wziąć do serca i rozważyć, a potem zdecydować, co z nimi dalej zrobić, A możemy też po prostu odrzucić, i odwrócić się od nich i od człowieka, który je wysłał... Ilu ludzi, tyle różnych wyborów...
    Pozdrawiam serdecznie, wysyłając dobre słowa do Ławek:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, tak - kolejne mądre słowa :) Te nasze wybory długo jeszcze po ich dokonaniu dźwięczą nam w uszach i sumieniach i zadają pytania "Co by było gdyby....?". Co by się stało gdybyśmy dokonali innego wyboru? Czy byłoby lepiej czy gorzej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiemy się tego po drugiej stronie kurtyny, gdy już się tam znajdziemy... Jan Paweł II powiedział takie słowa: "Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne. Tylko dziś jest twoje." Bez względu na to, jakich wyborów dokonujemy, powinniśmy w nich szanować samych siebie i starać się świadomie nie krzywdzić drugiego człowieka. A jeśli wybór, którego kiedyś dokonaliśmy, uwiera, możemy jeszcze, póki mamy to "dziś", spróbować zrobić coś, aby dostrzec w życiu piękno, pomimo wszystko. Czasami to trudne, bo nie da się cofnąć czasu, ale.. zawsze warto pamiętać, że kolejny wybór, nie zawsze łatwy, może być początkiem lepszego "ja".
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło, Ewelinko, myśląc o Tobie bardzo często:)
      M.

      Usuń
  4. Z tymi wyborami....przynajmniej u mnie....nie było i nie jest najlepiej.Zgadzam się ,że nie powinnam dokonywać ich pod wpływem emocji,ale teoria a praktyka u mnie nie idzie w parze....Także czasami oceniam innych i tak jak piszesz Moniko ,niekiedy mi się wydaje że z kimś zamieniłabym się na "życie" bo wydaje mi się ,że tamto jest wspaniałe....wiem powinnam być mądrzejsza ,choćby z racji lat.......Tak ,życie nie jest proste....Czy Wy też tak macie ,że dokonując wyboru zastanawiacie się czy to ten właściwy? Moniko to co napisałaś o wyborach- jedynie na moim własnym podwórku mowę stwierdzić ,że nie jest to takie oczywiste.....ale tu chyba powinnam zastanowić się czy w odpowiednim czasie rozmawiałam z moimi dziećmi...Obecnie moje dzieci-dorosłe już-mają jedną odpowiedź ---"mamo ,to moje życie i chcę je przeżyć tak jak chcę,z błędami,jakie przyniesie"....no i czy w tym przypadku nie jest to właśnie ich wybór...i co ja mogę na to powiedzieć?
    Zawsze tłoczy mi się tyle różnych myśli,ale jak przyjdzie do przelania na słowo pisane.....to ciągle jestem niezadowolona,że to to nie to co mi serce,głowa podpowiada....
    Dziękuję Ci Moniko-poniedziałek to dobry dzień abym pochyliła się nad "wyborami",tym bardziej ,że dosyć często myślę na takie tematy.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, we mnie też jest pełno emocji i, jak nawet dziś określił to mój mąż, mam za miękkie serce, co wielokrotnie mnie zgubiło w wyborach, których dokonałam, kierowana chwilą. Odkąd uważniej zaczęłam obserwować ludzi i ich życie, nauczyłam się dostrzegać, że pod tym, co nam z boku, wydaje się lukrem, kryją się niejednokrotnie ludzkie dramaty. Teraz już wiem, że nie zawsze życie wygląda tak kolorowo, jak może się wydawać, gdy patrzymy na kogoś z lekką zazdrością...
      Grażynko, na wybory swoich dzieci nie masz już wpływu, są dorosłe i muszą same się sparzyć. My, rodzice, możemy ukierunkowywać ich, póki nasiąkają tym, co chcemy im przekazać; przychodzi jednak czas, gdy chcą popełniać błędy na własny rachunek, i myślę, że powinniśmy im na to pozwolić, o ile nie gubią własnej tożsamości i nie tracą godności. Gorzej, gdy twój rodzic mówi Ci podobne słowa - "to moje życie i będę żył/a tak, jak mi się podoba, a tobie nic do tego", a potem obarcza cię winą za wszystkie swoje błędy, i żąda nieustannego wyciągania z bagna, w którym ugrzązł... To boli. Bardzo boli.
      Grażynko, dziękuję Ci z serca, że tak pięknie się tutaj rozgościłaś. Codziennie czekam tu na Ciebie z otwartymi ramionami, którymi teraz Cię przytulam:)
      M.

      Usuń
  5. Zgadzam się co do dzieci. Trzeba im pokazywać życie takim jakim jest (nawet ciemniejszą stronę) i pokazywać na przykładach konsekwencje. Jestem również zwolennikiem stawiania przed dziećmi różnych wyzwań, począwszy od drobnych prac domowych poprzez rozwiązywanie różnych problemów.To je zmusza do zdobywania wiedzy, która może się przydać w życiu i uczy logicznego myślenia.
    A co do wielu wyborów... Ja w swoim życiu dokonałem wielu złych i wielu dobrych ale te dobre procentują teraz i będą w przyszłości. A konsekwencje tych złych? Cóż okazało się, że są na szczęście dobre. Mam nową, "normalną" rodzinę i dwójkę wspaniałych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie doceniłbyś tak bardzo tych dobrych wyborów, gdyby nie było tych złych... Na szczęście w odpowiednim momencie w życiu zdecydowałeś się zawalczyć o siebie i własną godność, której wydawałoby się, bliska osoba, nie potrafiła uszanować... Ty to dopiero jesteś tematem na książkę!, tylko... to musiałby być momentami horror, albo thriller...
      Ściskam mocno Twoją cudowną rodzinę, i Ciebie:) I obiecuję, że odezwę się wkrótce, bo u nas od marca trwa... film z rozwijającą się akcją, która niedługo doprowadzi mnie do obłędu!
      M.

      Usuń
  6. Dobrze powiedziane. W życiu dokonujemy wielu wyborów i często nawet trudno sobie wyobrazić, jakie mogą być ich konsekwencje. Wielu rodziców trzyma swoje dzieci pod parasolem,a potem, gdy pociechy wyrwają się z domu, to nadrobiaja z nawiązką. Faktycznie rozmowa daje dużo więcej. Lepiej posiwecić dzieciom więcej czasu, a niekoniecznie pieniędzy.Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Aurelia będzie mądrze wychowywana, bo ma mądrą mamę:) Dużo rozmawiam z moimi chłopakami, szczególnie z moim starszym nastolatkiem. Rozmawiamy o wszystkim i pomimo zbyt wielu ostatnio, obowiązków, staram się znaleźć dla niego czas i pokazać mu, że jest dla mnie ważny. On i jego sprawy. Wiem, że nie uchronię moich dzieci przed błędami w życiu, ale przynajmniej dopóki chcą mnie słuchać i mówią mi o swoich problemach, radościach i rozterkach, mogę wskazywać drogowskazy, które, mam nadzieję kiedyś ich w życiu poprowadzą właściwą drogą.
      Strasznie mi żal, że nie ma mnie teraz nad morzem:( A jesteś tak blisko moich ukochanych Dąbek! Ściskam mocno!
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak