czwartek, 7 sierpnia 2014

Historia sercem zapisana

Fot. Marcin Piotr  Oleksa


Historia Domu Wypoczynkowego "Maria" w Dąbkach to opasła księga, którą tworzą ludzie. Nic dziwnego, że to miejsce tak twórczo inspiruje, skoro każdy człowiek tutaj to osobna opowieść i temat na niejedną książkę. Nawet najpiękniejsze miejsce na ziemi, w najbardziej malowniczym zakątku świata, nie przyniosłoby ukojenia ani odpoczynku, gdyby nie było w nim ludzi, dbających nie tylko o zwykłego klienta, ale o człowieka. Przyjeżdżając tu, do Dąbek po raz pierwszy, dziewięć lat temu, zostałam tak otulona atmosferą jaka panuje w tym pensjonacie, że przez cały rok nie pragnę niczego innego, jak być właśnie tutaj, pośród ludzi, którzy są dla mnie przepiękną opowieścią.

Alicja i Franek - kawa w ich towarzystwie smakuje lepiej niż w Lublinie...

Alicja Czekała, cudowny człowiek, który bierze na siebie wszelkie niezadowolenia, pretensje i wylewane żale wczasowiczów, nie potrafiących docenić tego, co tutaj, w DW "Maria", otrzymują. Są tacy ludzie, którzy dla zasady narzekają na wszystko, czego dotkną i wszędzie, gdziekolwiek są, szukają dziury w całym. Zawsze znajdą coś, co im nie pasuje. Ala z pokorą wysłuchuje każdego, przypłacając to własnym zdrowiem. Ma przy tym tak dobrą pamięć, że zaskakuje powracających tu gości dbaniem o szczegóły, które są dla nich ważne, ot chociażby ten sam pokój, czy stolik na jadalni. Pracy, którą tu wykonuje, oddaje się z wielką odpowiedzialnością, a ja nie wyobrażam sobie tego miejsca bez niej. 
Pamiętam, jak kilka lat temu, Alicja z Marią kupowały bulle do ośrodka. Codziennie po kolacji odbywają się w DW "Maria" rozgrywki w bulle, dziś już dość popularne, ale jeszcze parę lat temu były czymś nowym, i widocznie pani, sprzedająca w sklepie, do którego Ala z Marią po te bulle się udały, nie miała z nimi do czynienia, bo na pytanie: "Przepraszam, czy ma pani bulle?", kobieta z lekką konsternacją odpowiedziała: 
- No...mam. W krzyżu mam bóle. I w kolanie mam. A w ogóle to cały kręgosłup mnie pobolewa...
Ali i Marysi udało się zachować powagę, i z tą powagą opuścić sklep, ale gdy tylko wyszły, obie parsknęły śmiechem, a bulle kupiły gdzie indziej:)

Ala, Maria i ja:) A w tle ukwiecony taras przy kawiarni.

Wieczorne rozgrywki w bulle

Maria i Franciszek Sawiccy, bez nich nie byłoby tego zaczarowanego miejsca, w które oboje włożyli swoje wielkie serca. To Marysia wnosi tutaj swoje ciepło, którym ogrzewa cały ośrodek, a chwila rozmowy z nią koi i zalecza obolałą duszę, dając nadzieję, która tak pięknie wygląda jej oczami. Całą sobą angażuje się w prowadzenie pensjonatu i stara się robić wszystko, aby dopieścić każdego, kto tu przyjeżdża. Dzięki ciężkiej pracy Marii i Franciszka, w DW "Maria" można naprawdę odpocząć, zapominając o tych wszystkich sprawach, które w czasie urlopu zostawia się  za sobą. Franek jest mistrzem w przygotowywaniu Ryby Szefa, specjalnie wędzonego i podawanego na ciepło pstrąga, którego smak długo się pamięta. Przy tej rybie słucham z zapartym tchem historii, sięgającej daleko wstecz. Franciszek jest niesamowitym gawędziarzem, a czasy wojenne i powojenne nabierają w jego opowieściach realnych kształtów, podobnie jak ludzie, których zapamiętał. Żywa historia, której można dotknąć i zasłuchać się przy wieczornej muzyce świerszczy...

Z historii opowiadanych przez Franka można wysnuć niejedną książkę
Najbliższa mojemu sercu Marysia, z którą łączy mnie prawdziwa harmonia dusz

Elżbieta Krukowska, animator czasu wolnego, która wykonuje swoją pracę tutaj z pasją i widoczną przyjemnością, to osobny rozdział w historii DW "Maria". Jej zapał zaraża, a dzieci (każde z osobna Ela zna po imieniu) garną się do niej i chętnie uczestniczą w zabawach i animacjach, specjalnie dla nich prowadzonych. Poranna gra w bulle dla dzieci (aby rodzice mogli spokojnie wypić kawę i wyszykować się na plażę), zajęcia plastyczne, podchody, cukierkowa zgadywanka, wspólne budowanie zamku z piasku i konkurs na najpiękniejszą rzeźbę z piasku, konkurs talentów dziecięcych, tańce po kolacji, które są formą fitness dla dzieci i dorosłych, ogniska, wieczory rybne, wieczorki taneczne i wieczory literackie:) - dużo się tutaj dzieje, a każdy gość wyjeżdża z DW "Maria" bogaty we wrażenia i wypoczęty. Ela dba o szczegóły, nagradzając dzieci dyplomami i drobnymi upominkami, kończąc każdy dzień dzieci pięknie interpretowaną bajką na dobranoc, którą czyta, aby wyciszyć maluchy po wypełnionym dniu. Dzięki niej to miejsce żyje, a rodziny chętnie tu wracają, wiedząc, że dzieci znajdą tu zajęcie i przyjaciół. 

Tylko w niedzielę Ela ma taką poranną chwilę na kawę
Konkurs talentów dla dzieci

Trema towarzyszy każdemu, nawet mojemu wygadanemu synkowi:)
Trochę ruchu tanecznym krokiem po kolacji:)
Opa Opa to już tradycja naszego ośrodka

Te przyjaźnie... z tego miejsca wyjeżdża się bogatszym w trwałe przyjaźnie, którym nie szkodzi ani odległość, ani czas. Coś o tym wiem... :) Najpiękniejszą historią, jaką napisało tutaj życie, jest historia Karoliny i Bartka. Poznali się tu jako dzieci. Ona - z Zabrza, on - z Warszawy. Spotykali się co roku, w Dąbkach, powracając tutaj, podobnie jak ja. Najpierw łączyła ich wspólna zabawa i rywalizacja; potem odkryli tę samą pasję - surfowanie na desce. Oboje są w tym mistrzami. Przyjaźń, pierwsze młodzieńcze zauroczenie, długie wieczory, spacery, rozmowy. Miłość weszła cichutko. Nie patrzyła na odległość, zajrzała jedynie w serca. W czerwcu tego roku, Karolina i Bartek pobrali się. Połączyły ich Dąbki, do których nadal wracają, jak również całe ich rodziny. W tym roku Ilona i Waldek, rodzice Karoliny, byli tutaj po raz dwudziesty szósty... Ta chęć powrotu świadczy o tym, że jest to naprawdę magiczne miejsce, do którego pragnie się wracać. I za którym się tęskni. A na moich oczach tworzy się historia Michała i Kasi. Łączy ich piękna przyjaźń i kto wie, jaki scenariusz Życie rozpisze dla mojego syna... 
To ludzie tworzą miejsca, do których chcemy wracać. Są  sercem tych miejsc, które biją uśmiechami, życzliwością i prawdziwym życiem. Dom Wypoczynkowy "Maria" w Dąbkach pełen jest ludzkich historii, których ciąg dalszy nastąpi... 
Monika A. Oleksa    

Spotkania literackie w "Marii" mają szczególny urok
Ela dba o piękny wystrój sali i  dopieszcza szczegóły
Każde spotkanie jest inne, bo przychodzą na nie ludzie z różnymi historiami

4 komentarze:

  1. Nie wiem dlaczego Moniczko tak jest, ale jak piszesz o pobycie w Dąbkach to mi się oczy pocą...Tak pięknie piszesz o tylu cudownych ludziach, że wnosisz pewność i wiarę w Człowieka.
    Jak przeczytałam historię miłosną, to jestem pewna,że i Twój Michał Dąbki pokochał równie mocno jak Ty :-)
    Mam cichutką nadzieję, że mój „Pensjonat POD KUBĄ”, po takich przeżyciach- chociaż w małym procencie sprosta zadaniu- jakie go czeka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, mi się oczy pocą jak tylko pomyślę o Dąbkach i o ludziach, którzy tam na mnie czekają... Bardzo mi ich brakuje, a serce tak tęskni do serca... Wiesz, że właśnie tam, w Dąbkach, dostrzegłam jak wielkim bogactwem jest człowiek, i że każdy z nas nosi w sobie historię. Lubię usiąść sobie na tarasie i po prostu obserwować ludzi. Albo słuchać ich, pijąc bez pośpiechu kawę.
      Moje dzieci tam dorastały, i teraz już nie wyobrażają sobie wakacji bez Dąbek i "Marii" :) Mają tam swoich przyjaciół i wydeptane ścieżki, które czekają cierpliwie cały rok.
      A Pensjonat POD KUBĄ... myślę, że sprosta, Gabrysiu:) Przecież w nim też są ludzie w z wielkim sercem!

      Usuń
  2. Moniko,te Dąbki to wyjątkowe miejsce-dla Ciebie na pewno....Rozumiem ,że czujesz się tam jak u "siebie" bo wśród tylu znanych i lubianych osób....a jak czytam i widzę atrakcje także są przednie....a 9 lat już -Jesteś "wierna" miejscu a przede wszystkim ludziom,bo myślę ,że ważniejsi ludzie......... jeszcze z różnymi historiami.....które możesz ,albo już to zrobiłaś ująć w swoim pisaniu Twoich historii....
    Nie wiem jak długo Będziesz w Dąbkach ,ale życzę .....Ci dobrze spędzonego czasu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wyjątkowe, Grażynko, wyjątkowe... Wszystkie moje książki w większości pisane są właśnie tam; tam mam przyjaciół, do których serce się wyrywa, i tam co roku przeżywam bardzo osobiste rekolekcje - dzięki słowu głoszonemu przez naszego Przyjaciela, tamtejszego proboszcza i wielkiego człowieka.
      I masz rację, Grażynko, to niekoniecznie miejsce, ale ludzie... oni są najważniejsi i oni tworzą całą magię, do której tęsknię... Już z Lublina...
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło:)
      M.

      Usuń