Ratunku, jestem mamą!

Fot. Marcin Oleksa


"Dziecko to miłość, która stała się rzeczywistością."   
Najpierw czekasz z niecierpliwością na pojawienie się różowej kreseczki, która zwiastuje nowe życie. Czekasz na tę kreseczkę z niepokojem, radością, nadzieją, a czasami z rozpaczą. Potem to małe ziarenko dojrzewa w tobie i nosisz je pod sercem dziewięć miesięcy. Czujesz maleńkie rączki i nóżki, które cię boksują i nie możesz się doczekać, kiedy weźmiesz je w ramiona i przytulisz już po tej stronie. A potem mijają miesiące i lata i każdy dzień wypełniony jest po brzegi emocjami, gwarem, śmiechem, radością, ale i strachem o to życie, które zostało nam powierzone do wychowania. A to wychowanie wcale nie jest proste i niejednokrotnie z twoich oczu popłynie łza, zadrży głos albo zacisną się z bezsilności usta, bo bycie mamą jest chyba najtrudniejszą rzeczą na świecie. Jak wychować tego małego człowieka, obdarowując go pokładami mądrej miłości i jednocześnie nie zepsuć, nie rozpuścić i wytyczyć granice, które potem z trudem można utrzymać, bo serce matki mięknie pod wpływem spojrzenia, które roztapia. Jak szanować, nie pozwalając na wszystko, jak karcić, żeby nie zranić? 
Dorastałam ze zdaniem wypowiadanym z mądrością przez moją babcię: "Małe dzieci - mały kłopot; duże dzieci - duży kłopot." Nie rozumiałam, dopóki sama nie zostałam mamą. Moje słodkie maleństwo, które jeszcze tak niedawno rozświetlało się bezzębnym uśmiechem na mój widok, teraz potrafi dotknąć ostrym słowem wypowiedzianym ot tak. Słodki aniołek, z którym nigdy nie było kłopotów, nagle naburmusza się i tupie z uporem małą nóżką, wyrażając swoje odmienne zdanie i do tego jest głuchy na wszystkie logiczne argumenty. Bo logika dziecka działa zupełnie inaczej, czasami w sposób dla nas, dorosłych, niepojęty. A kiedy w naszym domu pojawia się nastolatek z burzą hormonów pod skórą, dopiero robi się ciekawie. Inaczej niż dotychczas. "No weź!", "Mama, przestań.", "Oj tam, oj tam.", "No i co z tego?", "Ty nic nie rozumiesz!". 
No właśnie, ja nic nie rozumiem. Patrzę na to moje dziecko i zastanawiam się, kto mi je podmienił? I kiedy? Kiedy ten miluśny szczeniaczek przeistoczył się w kota chodzącego własnymi drogami? Szanuj. Rozmawiaj. Staraj się zrozumieć. Staram się, ale to trudne, kiedy dzieli nas całe pokolenie. Ja dorastałam w zupełnie innych czasach, inaczej spędzałam wolny czas i inaczej się uczyłam. Moje dzieci są albo takie zdolne, albo poziom polskiej edukacji znacznie się obniżył, bo nie spędzają nad książką i zeszytem tyle czasu, ile ja spędzałam. I tu zaczyna się problem niezrozumienia. "Dlaczego ty się nie uczysz?" "Już się nauczyłem. Mogę włączyć komputer?" "Co robisz?" "Nic." "Jak to nic? Przecież widzę, że trzymasz komórkę w rękach i oczu od niej nie odrywasz, więc pytam, co robisz?" "No przecież widzisz, że nic." I tak w kółko. Wypełniają cały twój świat i nie wyobrażasz sobie życia bez nich, ale czasami są takie chwile, że uciekłabyś od nich na koniec świata. Nie na długo. Na chwilkę. Aby nabrać sił i nie zwariować. I aby w tym poświęceniu siebie dla nich nie zagubić i nie stracić z oczu tego, co ważne - swojego ja, moich pragnień i mojego życia, które trwa równolegle i chociaż splecione z życiem moich dzieci, jest moje. Bo dzieci dorosną i odejdą do swojego świata, którego my już nie będziemy częścią. a jeśli nauczymy się żyć tylko dla nich, zostaniemy samotne i zgorzkniałe, z wieczną pretensją, że tyle im poświęciłyśmy, a one tak łatwo zapomniały. Nie popełniajmy tego błędu. One nie zapomną i będą znacznie spokojniejsze i szczęśliwsze, gdy ich mama nie będzie wiecznie żyła ich życiem, ale będąc blisko, będzie potrafiła się odnaleźć w świecie własnych pragnień, pasji i spełnianych marzeń, na które dotąd nie było czasu i które były wiecznie odkładane na później. 
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa
  

Komentarze

  1. Poruszyłaś dwie sprawy: dzieci i nasz stosunek do nich oraz "moje ja" i mój stosunek do siebie samej. Niby dwie a zobacz - chodzi o to samo. O to jak widzimy człowieka - siebie samego czy drugiego, bez różnicy. I o to chodzi. O to "bez różnicy". To tajemnica "sukcesu" wychowawczego i dobrego, spełnionego życia. Ludzie za dużo się zastanawiają nad tym jacy mają być wobec: siebie, swojego dziecka, teściowej, mamy, przyjaciółki, męża itd. Za dużo a sprawa jest nieprawdopodobnie prosta - nie myśl tyle, KOCHAJ. Problem w tym, że nie zawsze to umiemy, tak? Czym jest miłość? Och, temat-rzeka. Zawiera w sobie i szacunek wobec drugiego a więc wobec jego odrębności (i masz rozwiązany "problem" z byciem z nastolatkiem) i akceptację kogoś takim jakim jest a nie jakim chcę, by był (i masz załatwiony "problem" z byciem ze swoim dzieckiem). A swoją drogą po jaką cholerę pytasz nastolatka - duże już przecież dziecko, co robi? Naprawdę sądzisz, że wychowanie = kontrola? I czemu Cię dziwi, że dziecko dorasta i "wie swoje"? Przecież o to chodzi. Tak ma być. To nie z nim jest wtedy problem. To Ty włożyłaś go w ramki i jak wystaje to Cię to dziwi, rani itd. A mamą nie jest być trudno, bo nie jest przecież być trudno człowiekowi obok drugiego człowieka. Człowiek to człowiek. Jesteśmy do siebie podobni: czujemy i myślimy, czyli można się dogadać. Wybacz, że się wymądrzam, ale to temat z mojej zawodowej działki :)
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytajac wpis Moniki i komentarz i zdecydowanie jestem blizej Moniki. Tez mysle ze bycie mama jest bardzo trude. Barbara napisala ze 'nie jest przecież być trudno człowiekowi obok drugiego człowieka'. Mysle ze wlasnie jest! Gdyby to nie byl problem to na swiecie bylby raj. Moim zdaniem jesli pytam syna: 'co robisz?' to nie jest forma kontroli tylko przejaw zainteresowania. Jesli dziecko gra godzinami na komputerze i matka nie spyta co slychac to jak moze miec z dzieckiem dobry kontakt? nie jestem psychologiem ani pedagogiem ale jestem przekonana ze trzeba z dzieckiem rozmawiac. Moja kuzynka ma 13letnia corke, ktora zupelnie przestala jej mowic co sie dzieje w jej zyciu. Kuzynka sprawdza jej smsy! bo sie martwi i to jest wlasnie kontrola. Nie chce przegladac synom smsow i mam nadzieje ze nie bedzie potrzeby. Jestem upierdliwa mama, ktora pyta:-) i sprawdza lekcje. Oczywiscie dzieci maja prawo do swoich spraw i nie musze mowic o wszystkim ale chcialabym, zeby byl bliski kontakt miedzy nami. Wszystkiego najlepszego z okazji Imienin Barbaro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki magda-jn za życzenia imieninowe. To miłe :) Rozumiem, że mnie jest łatwo mówić o wychowaniu, bo jestem specjalistą i nie mogę za to przepraszać :) Każdy z nas coś umie. Ja właśnie to. Mnie jest łatwo być mamą i nie jest trudno mi być z ludźmi, więc tak patrzę na te sprawy, ale właśnie ze względu na profesjonalizm rozumiem tych, którzy radzą sobie gorzej. I umiem pomóc :) To gwoli wyjaśnienia z prośbą o zrozumienie :)
      Pozdrawiam
      B.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak