Samotność - razem czy osobno?

Fot. Marcin Oleksa


Poczuła ten chłód jak tylko weszła do domu. Przerażające zimno, które przeniknęło jesienny płaszcz i prześliznęło się nieprzyjemnym dreszczem w dół kręgosłupa. Znowu nie zamknął okna, chociaż go o to prosiła. Nie zdejmując płaszcza weszła do pokoju i z głośnym hukiem przymknęła plastikową framugę, wyładowując całą swoją wściekłość na niewinnej niczemu klamce. Spojrzała na zegarek. 50 minut. Miała 50 minut, zanim trzeba będzie biec po Natalię i odebrać ją z przedszkola. Zdąży jeszcze coś zjeść i napić się gorącej herbaty zanim na dobre zamarznie od środka. Właściwie... to zimno od dawna już nosiła w sobie. Wieczorami ocieplała się przy uściskach i pocałunkach Natalii, ale już rano, kiedy wkładała bose stopy w wyziębione kapcie, chłód powracał i na nowo ją zamrażał. Słowa, które wychodziły z niej w ciągu dnia były już oszronione, ostre jak odłamki lodu. Raniły, a ona wiedziała o tym i nie potrafiła nad nimi zapanować. Była wobec nich bezradna, tak jak bezradna była wobec pustki jaką czuła wokół siebie od dłuższego już czasu.
Kiedy to się zaczęło? Ta dotkliwa samotność w domu wypełnionym bliskimi, zdawałoby się, sobie ludźmi? Przecież oboje z radością czekali na Natalkę, a potem wspólnie zaśmiewali się do łez nad jej nieporadnymi słowami, wzruszali pierwszymi krokami i kibicowali pierwszym próbom bez pieluszki i smoczka. Przeżywali to razem, wspólnie. Byli rodzicami. Jednością. Żyli ze sobą, a nie obok siebie. Dziś nadal są rodzicami tej samej córeczki, ale coś się zmieniło. Kiedy? Jak? Nie pamiętała. Czy to ona go od siebie odepchnęła, czy sam się odsunął, bo zaczęło mu być niewygodnie? Kiedy przestała z nim rozmawiać, a zaczęła do niego mówić? Informować o rzeczach, które trzeba zrobić, kupić, załatwić, odwołać? Kiedy po raz pierwszy zranił ją tym, że nie zauważył? Tego, że dla niego włożyła sukienkę, w której źle się czuła; że upiekła ciasto, choć tego nie znosiła; że zmieniła kolor włosów, żeby mu się nie znudził wciąż ten sam; że posprzątała kuchenne szafki, chociaż do świąt było jeszcze daleko; że zajmowała się tysiącem drobiazgów składających się na ich wspólną codzienność, aby tylko zauważył. Powiedział choć słowo. Albo przytulił bez słowa. A nie milczał, wpatrzony w ekran swojego laptopa lub  wiadomości w telewizji, choć oglądał te same godzinę wcześniej. Ich dom, wypełniony dźwiękami, tak naprawdę milczał, tak jak oni. I tak jak oni, wyziębiał się i wiał pustką i samotnością. 
Gorąca herbata rozgrzała zziębnięte ciało, ale nie ogrzała serca, które zamarzło. Podniosła się, obciągnęła sweter i sięgnęła po płaszcz. Do torebki wsunęła swoją samotność. A potem wyszła w listopadowy chłód, zostawiając przy stole niespełnione nadzieje. 
Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Oleksa


To trzecia bohaterka Samotności. Co o niej sądzicie? I do której z nich chcecie powrócić? W której życie zajrzeć głębiej? Oddaję je Wam i czekam, aż przyjdzie do mnie ta czwarta...

Komentarze

  1. Aż powiało chłodem. Niezwykle sugestywne. Jestem zachwycona! Pięknie piszesz droga M. :)
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja znam to uczucie....nawet nie wiesz Moniko- jak bardzo jest mi to bliskie-a raczej było. Samotnośc w domu pełnym ludzi i to przenikające zimno. Pamiętam ,że wtedy wchodziłam do wanny wypełnionej ciepłą wodą ,żeby przywrócić w miarę normalne krążenie i ciepłotę ciała,tylko wiedziałam z góry,że i tak będzie awantura o..nadmierne zużycie...wody.
    Teraz już jest mi zawsze ciepło :-) sprawił to człowiek, który co prawda wazy te swoje 130 kg ale w tym 100 kg to samo serce ;-)
    Faktycznie zrobiło mi się zimno jak to czytałam-powróciło na chwilę...ale już chowam się pod ciepłą kołderkę. Dobranoc :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak