Samotność

Fot. Marcin Oleksa


Spotkała go zupełnie nieoczekiwanie; w dniu, chwili i miejscu, kiedy najmniej się tego spodziewała. 1 listopada to czas, kiedy przytulamy się do tych, co odeszli przed nami. Ona też przyszła przytulić się do mamy. To już tyle lat, a wciąż tęskniła, ale nauczyła się żyć z tą tęsknotą, tak jak nauczyła się żyć bez niego. Już prawie zapomniała i w miarę uporządkowała swój świat i dni, które przecież wcale nie były takie puste. Wypełniała je pracą i spotkaniami, angażowała się w coraz to nowe projekty unijne, aby tylko nie pamiętać, że i tak wróci do domu, w którym czeka na nią jedynie kot. Umiała z tym żyć. Przez te lata nauczyła się siebie, i choć czasami wcale nie było jej z tym wygodnie, było spokojnie i bezpiecznie. 
A teraz znów nie mogła zapanować nad tym drżeniem w środku i niepokojem, który oblepił ją cieniutką pajęczyną. Niewiele się zmienił. Ta sama łagodność wyjrzała oczami, za którymi nauczyła się już nie tęsknić. Te lata, które minęły (ile to ich już upłynęło? Piętnaście? Siedemnaście?) dodały mu tylko męskości i pewności siebie. Nie był gruby ani łysy, jak to czasami sobie wyobrażała, aby na dobre wyrzucić go z pamięci. Dbał o siebie i widać było, że dobrze się czuje ze swoją męskością i wiekiem, który "przyprawił" go dojrzałością.
"Cześć." 
"Cześć." 
Takie oczy miały mieć jej dzieci. Stalowoniebieskie, jak niebo po burzy. Uciekła. Nie miała odwagi spojrzeć na niego i znów utonąć w kolorze, który rani. Kątem oka dostrzegła tylko, że był z nią. Dwóch chłopców, wierne kopie mężczyzny, którego kiedyś kochała, stało tuż obok, niepewnie zerkając na tę obcą kobietę, do której uśmiechnął się ich tata. Nie mieli jego oczu. 
Ona stała dyskretnie z boku. Poczuła tylko jej zapach, gdy przemykała obok. Pachniała dobrymi perfumami i doskonale do niego pasowała. Wiedziała, że jest z nią szczęśliwy. 
Przypomniała sobie dzień jego ślubu. Przepłakała tę noc, choć miała tego dnia bawić się na jego weselu. Nie umiała. To było ponad jej siły. Przerosło ją. To była noc, kiedy umarła, a potem narodziła się na nowo. I na nowo uczyła się chodzić, wybierając ulice i miejsca, gdzie na pewno go nie spotka; mówić, nie wymawiając jego imienia i żyć dniem dzisiejszym, nie oglądając się za siebie. Uczyła się zapominać. I już nie pamiętała, że dawno temu wiosna pachniała nim, że jej świat miał kolory tęczy i że kiedyś się uśmiechała. 
I nauczyła się swojej samotności. Dzień po dniu, godzina po godzinie. Książka odłożona na nocną szafkę przy łóżku zawsze leżała tak, jak ją położyła. Podłoga w przedpokoju zawsze była sucha, a rano w zlewie stał  tylko jeden kubek i jeden talerzyk. Wszystko było bezpieczne i przewidywalne. I choć czasami to głupie serce przypominało jej, że istnieje, wyciszała je łagodnie łykając ziołowe tabletki. Bo tak było dobrze. Bo porywy serca są tylko dla nastolatków, a ona oczekiwała już od życia czegoś innego. Tak naprawdę to zupełnie niewiele. Czyjejś obecności w pustych pokojach jej mieszkania, rzuconej niedbale gazety i kałuży z mokrego parasola w przedpokoju. To naprawdę tak niewiele...   
Zimne listopadowe powietrze zatrzymało się chłodem na jej policzku. Otarła wierzchem dłoni mokrą kroplę. Deszcz? Tylko dlaczego taki słony? Pochylona, przemknęła cicho, starając się, żeby nawet jej cień nie zauważył tej ucieczki. 
Wracała do siebie. A samotność ruszyła krok za nią, żeby tylko nie zgubić jej w tłumie. 
Monika A. Oleksa 


 
      Chcecie więcej? To mi o tym napiszcie:)

Komentarze

  1. Dawaj! Ja chcę a nawet żądam! Tylko błagam, niech ona za często nie płacze!!!
    Całusy
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przerywając naukę angielskiego zajrzałam na "Magię liter..." i też chcę: more and more :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa historia. Bardzo realistyczna . Wydaje mi się tak jakby moja...?
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę o więcej :) A ja właśnie czytam ponownie "Miłość w kasztanie zaklętą". Coś wspaniałego. Ciężko się od niej oderwać. Ta książka ma duszę. Tyle różnych emocji, uczuć... Wracam do lektury :)
    Pozdrawiam
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  5. tez czekam na ciag dalszy. Im dluzej zyje to mysle, ze trzeba sie starac byc silnym, nie rozczulac sie za bardzo ale nie jestesmy maszynami, wrazliwosc jest potrzebna, bardzo potrzebna.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak