niedziela, 22 grudnia 2013

Drobiazgi, z których składa się życie

Fot. Marcin Oleksa 


Szary, pozbawiony liści krzak rozkładający szeroko swoje wyciągnięte w górę ramiona, a wśród nich puszysty szary wróbelek, którego nie dostrzegłabym, gdyby nie jego radosne wyśpiewywanie chwalące życie każdą nutką, przy którym przystanęłam. Zatrzymałam się i zachwyciłam drobiazgiem i prostotą, z których składa się życie. Mały wróbelek śpiewał, mój pies wsadził nos w kreci kopiec, a ja chłonęłam tę chwilę zatrzymania, doceniając to, że ją dostałam. I dostrzegłam. 
Kolejny drobiazg. Rozpędzona Warszawa, która nigdy nie przystaje. Okolice Dworca Centralnego i przystanek tramwajowy pełen ludzi. Obcych, obojętnych, nieufnych. Przytulona do wiaty, nieco na uboczu, stała młoda dziewczyna, prawdopodobnie studentka. Zatrzymał mnie smutny, nieobecny wyraz jej twarzy, a potem łzy, których nie umiała powstrzymać, choć bardzo się starała. Była w tym smutku i żalu tak bardzo osamotniona, pomimo otaczających ją ludzi, którzy nerwowo spoglądali na wyświetlacz odmierzający czas przyjazdu tramwaju i na ekrany swoich komórek. Dostrzegłam ją i jej smutna twarz tak bardzo przykuła  uwagę, że moje serce miało wielką ochotę podejść do niej i po prostu ją przytulić. Bez słowa. Ofiarowując jedynie odrobinę ciepła i dając sygnał: "Nie jesteś z tym sama." Nie zrobiłam tego. Nie miałam odwagi. A powinnam... 
Sunący po szynach tramwaj, zatłoczony pomimo niedzielnego wieczoru. Naprzeciwko mnie i Basi, która przygarnęła mnie do siebie w gościnę :), siedziała starsza kobieta. Przy niej trwała na straży kula, nieodłączna towarzyszka spacerów i samodzielnego poruszania się. W drobnych, zadbanych dłoniach przesuwały się paciorki różańca, przeplatając wraz z długą podróżą przez Warszawę. Twarz kobiety, pomimo podeszłego wieku, zachowała piękne ślady dawnych lat; pogodne oczy obserwowały świat bez goryczy i uprzedzenia. Gdy podniosłam się, zmierzając do drzwi wyjściowych u celu naszej podróży, kobieta zatrzymała mnie, a w zasadzie nas - mnie i Basię, pytaniem: "Czy panie są siostrami?"
"Nie, ale jesteśmy bliskimi przyjaciółkami." - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej. Basia też się uśmiechnęła, a w tramwaju zrobiło się jakoś cieplej, pomimo mroźnego chłodu za oknem. 
"Piękne kobiety." - powiedziała nieznajoma, również się uśmiechając. "I wzajemnie." - odpowiedziała Basia, a dziewczyna, którą ta starsza kobieta nagle się stała, spuściła głowę zawstydzona i zapatrzona gdzieś w lata, które tak do końca nie odeszły. 
"Piękną duszę widać pomimo upływu czasu." - powiedziałam jeszcze na odchodne i rozstałyśmy się, życząc sobie wzajemnie wszystkiego dobrego. Nieznajomi, obcy sobie ludzie, którzy zatrzymali się przy sobie choć na chwilę. Na kilka minut, ale tak niesamowitych, że nie można o nich zapomnieć. Ogrzały ciepłem, którego czasami na próżno szukamy w niewłaściwym miejscu. 
I jeszcze jedno spotkanie, całkiem nieoczekiwane i zupełnie inne. Późne popołudnie i ciemna, niezachęcająca do spacerów Praga, po której wędrowałyśmy razem z Basią do jednej z bibliotek. Mapka, którą miałyśmy i wskazówki, jakie dostałyśmy doprowadziły nas do punktu, w którym utknęłyśmy. Pochylone nad mapą, którą próbowałyśmy skonfrontować z tym, co nas otacza, usłyszałyśmy spokojny, nienachalny głos: "Dokąd panie chcą dojść?" "Do ulicy Brzeskiej." - odpowiedziałyśmy zgodnie i spojrzałyśmy w pełne spokoju oczy mężczyzny, z typu tych, których zazwyczaj mija się zupełnie obojętnie, albo z niechęcią odwraca głowę, żeby tylko nie ściągnąć spojrzeniem i nie sprowokować do rozmowy, zaczepki, prośby. Ubrany bardzo skromnie, przesiąknięty nikotyną, w szarej kurtce i szarej czapce naciśniętej na czoło. Człowiek. Ktoś, kto pomógł, bo dostrzegł kogoś w potrzebie. Choćby zagubionego na ulicach dużego miasta, jak my. Wskazał nam drogę, a my podziękowałyśmy słowem, skinieniem głowy i uśmiechem. "Mój Wędrowiec." - powiedziała cicho Basia, gdy odchodziłyśmy ( jej najnowsza książka, "Wędrowiec", ukaże się już na wiosnę i będzie prawdziwą ucztą dla każdego wymagającego Czytelnika!) Człowiek, którego dostrzegłyśmy. Człowiek, którego uszanowałyśmy. Bo każdy na to zasługuje. Na szacunek i godność, której nie można człowiekowi odbierać i której nie powinien odbierać sam sobie...
Drobiazgi. Kartki z życzeniami, które przychodzą, wkładane do skrzynki ręką zaprzyjaźnionego pana listonosza. Słowa, które docierają w telefonicznych rozmowach, spotkaniach i e-mailach. Szydełkowy Aniołek zrobiony specjalnie dla mnie dłońmi, które stały się bliskie. Spojrzenia, uśmiechy, gesty. To wszystko, z czego składa się nasze życie. To wszystko, czego nie należy lekceważyć; bo każdy z tych drobiazgów ma w sobie ogromną moc. Moc Miłości. 
Mój dom pachnie już świątecznymi wypiekami i grzybami. Wśród domowników czuć już to odświętne podekscytowanie i oczekiwanie; i choć tyle jeszcze pracy przede mną, cieszy mnie magia tych świąt, które dają bliskość, ciepło i radość, płynącą właśnie z serca tej Miłości, która przyszła do nas w betlejemskim żłóbku. 
A drobiazgi... z nich właśnie składa się życie. Jeśli nauczymy się je dostrzegać i prawdziwie nimi cieszyć, nasze życie nabierze kolorów tęczy, a magia świąt pozostanie w nas przez cały rok. Czego z całego serca życzę każdemu z Was:)
Monika A. Oleksa

 
Fot. Marcin Oleksa
  
    

6 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci za przypomnienie tych zdarzeń, chociaż i tak je pamiętałam :)
    Czym bylibyśmy bez innych? Ludzkie serce zawsze tęskni za drugim ludzkim sercem.
    O tym też postaram się nigdy nie zapomnieć.
    Pięknych, dobrych, pełnych ciepła świąt Moniko, dla Ciebie, Twoich bliskich i Twoich gości na blogu.
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. A pro po czytania tego wpisu naszła mnie myśl o pani, którą spotkałam pod koniec szóstej klasy. Wracałam z mamą ze szkoły, czekałyśmy na autobus, co chwile ktoś przechodził i wgapiał się we mnie siedzącą na wózku, aż tu nagle idzie starsza, po 40stce, pani, która uśmiecha się do mnie. Ciepło, serdecznie, jakby mnie znała i rozumiała moje sfrustrowanie tym, że jestem jakby obiektem, który trzeba obserwować. Przeszła, nie zatrzymała się, ale mi się zrobiło lżej na sercu.To jednak nie koniec, bo chwili wróciła i oddała mi swój talizman (smoka na łańcuszku) ze słowami "niech ci przynosi szczęście" i odeszła... A smok te szczęście mi przynosił, nie mam już go (nie szczęśliwe wydarzenia), ale o tej pani cały czas pamiętam...

    Może nie na temat, za co przepraszam, ale tak mnie naszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój dom też już pachnie...zupka dochodzi, rybka leży w przyprawach, kapusta z grzybami już gotowa no i.....makówki..Czym była by śląska wigilia bez makówek...:-) ale nie o tym chciałam...Moniko -piękne te Wasze przeżycia, niby nic a wspomnienie pozostaje i ogrzewa Wasze serduszka.
    Ileż ja się nauczyłam w ciągu tego roku -dzięki temu ,że Cie poznałam ile wspaniałych Osób poznałam. W ten przed wigilijny wieczór z całego serca Moniko dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za post... zwróciłaś uwagę na coś, na kogoś, na ułamki zdarzeń, gestów, słów, na które zwykli ludzie uwag nie zwracają. Spieszą się. Przeżywają swoje problemy.
    Dałaś mi tym postem wiele. Dziękuję :)
    Życzę Ci oby te Święta dodały Twojemu życiu wiele takich drobiazgów, ważnych drobiazgów :) Wesołych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się w 100 % - drobiazgi które potrafimy uchwycić i nasycić nimi zmysły są podstawą naszej emocjonalnej sfery. Ja nie umiem inaczej postrzegać ludzi i zjawisk !
    Zgadzam się również ,że wiele osób nawet nie rozumie o czym dyskutujemy :)...
    Człowiek to " fascynujący stwór" - nieprzewidywalny - i to jest fascynujące

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami nie dostrzegamy drobiazgów, które podstawia nam życie. Ważne jest, aby z nich skorzystać i nie omijać ich, mimo wielkiej niechęci.
    A co do świątecznych zapachów to doskonale się zgadzam, pięknie rozchodzą się po całym domu.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i Wesołych Świąt!
    Pozdrawiam M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń