Figlarne słowa

Dzisiaj zacznę nietypowo, od zaproszenia na ciekawe spotkania, na których warto być. 





Zgubiłam zdanie. Wypadło mi z kieszeni, do której go schowałam, aby nie zapomnieć, i tak po prostu - wyleciało. Na ulicy Darłowskiej, w Dąbkach. Pamiętam tylko, że było początkiem i bardzo mi się spodobało. Nie zapisałam go, bo akurat nic przy sobie nie miałam, i masz babo placek! Uciekło. 
Te zdania... Przychodzą zupełnie nieoczekiwanie i zaskakują mnie. Prowokują i sprawiają, że odpływam myślami tam, gdzie chcą mnie zabrać. Przez nie chodzę z głową w chmurach, zapominam o gotującej się zupie, i słyszę to, co chcę usłyszeć:) 
Pierwszy tydzień września spędziłam razem z moją przyjaciółką, Basią Smal, w ukochanych Dąbkach. Choć jesteśmy zupełnie różne - jak ogień i woda, wiele nas łączy i doskonale się dogadujemy. Ale czasami zdarza się nam przebywać w tym samym czasie, w dwóch różnych światach, i nasza rozmowa i wymieniane między sobą zdania, stają się absolutnie fascynujące. 
Słoneczne, wrześniowe popołudnie i nasz spacer brzegiem huczącego, prowokowanego przez wiatr morza. Dookoła nas, pusta o tej porze roku, plaża, dziko porośnięte wydmy i my - Basia i ja. Idziemy boso plażą, wsłuchane w morze i w siebie same, i nagle, pragnąc bliskości człowieka, zadaję Basi pytanie: 
- Kiedy ostatni raz widziałaś się z Kowalskimi? (tutaj pada nazwisko naszych wspólnych znajomych, o których zawsze rozmawiamy z Basią ciepło - Kasiu i Michale, pozdrawiam Was serdecznie!) 
Idąca przede mną Basia odwraca się, patrzy na mnie wzrokiem, w którym dostrzegam ogromne zdziwienie, po chwili zerka na morze, i odpowiada mi wolno: 
- Ale ja nigdy nie widziałam delfinów... To znaczy, na żywo... 
Mój wzrok musiał wyrażać to samo, co Basi po moim pytaniu, bo moja przyjaciółka nagle ocknęła się z dziwnego stanu, w którym ja nadal trwałam, i zwróciła się do mnie: 
- Ale powtórz, o co ty mnie pytałaś? 
- A co ty usłyszałaś? - spytałam z ciekawością. 
- No właśnie... Kiedy ostatni raz widziałaś delfiny? I dlatego popatrzyłam na morze, bo pomyślałam, że właśnie przypłynęły nad Bałtyk i chcesz mi je pokazać. 
No cóż, Kowalscy i delfiny, zdania, które wymknęły się nam spod kontroli. Podobnie jak nasza rozmowa przy kawie, tego samego dnia. Tylko tutaj nie wiało... 
Siedziałyśmy na tarasie "Marii", miejsca, które jest dla mnie jak drugi dom i dokładnie tak się tutaj czuję. Jak wśród moich bliskich. Jak w rodzinnym domu. 
Pijemy kawę i rozmawiamy leniwie, ciesząc się tym czasem, który obie dostałyśmy. 
Nagle Basia wskazuje ręką coś za mną, ponad moją głową, i mówi: - Zobacz jakie chmury. 
A ja odpowiadam: 
- Nie wiem, może to jaskółki, albo mewy.
Basia patrzy na mnie dziwnie, a ja mam wrażenie, że powiedziałam coś nie tak. No właśnie, a ja kompletnie nie słyszałam nic o chmurach, tylko pytanie, na które uprzejmie odpowiedziałam,a które dla mnie brzmiało: - Nie wiesz, czyje to małe?
Po wysokości, w którą wpatrywała się Basia doszłam do wniosku, że nie może pytać o żadne stworzenie bez skrzydeł, stąd te jaskółki lub mewy. Do głowy nie przyszły mi chmury!
Jeszcze jedno takie zdarzenie przytrafiło się nam dzień później. Spacerując po Dąbkach, minęłyśmy starsze małżeństwo. Bardzo elegancka pani, około 70-tki, w niebieskiej sukience tuż za kolana i w białych perłach, ze starannie ułożonymi włosami, bardzo spodobała się Basi. Rzeczywiście, było w niej dużo elegancji i naturalnego wyczucia smaku. 
Kiedy minęłyśmy tę ładną parę i odeszłyśmy na przyzwoitą odległość, usłyszałam jak Basia powiedziała półgłosem: 
- Bardzo podoba mi się syn tej pani. 
Spojrzałam na moją przyjaciółkę ze zdumieniem, i spytałam: 
- Skąd wiesz, że to był jej syn?! Wydaje mi się, że był trochę za stary, jak na syna. 
Basia na chwilę zamilkła, kompletnie nie wiedząc, o czym mówię, ale że byłyśmy już po delfinach i chmurach wiedziała, że rozmowa między nami nie zawsze jest normalna. 
- Ale o jakim synu ty mówisz? - odezwała się, gdy już chwilę ochłonęła. 
- No... tej pani - odpowiedziałam niepewnie. 
- Ale ja nie znam jej syna!
- A przepraszam, co powiedziałaś przed chwilą? 
- Że podoba mi się jej styl!
No i wszystko jasne:) Eulalia i Bogusia przy nas wysiadają:D 
Figlarne słowa. Na koniec pozwolę sobie przytoczyć rozmowę, którą opowiedział mi mój uczeń (tata dwóch dziewczynek w wieku szkolnym), a która bardzo mnie wzruszyła.
Ranek jak co dzień, zamieszanie w kuchni, pośpiech i nawoływania, a w tym wszystkim rozmowa ojca z córką: 
Tata: - Jesteś szczęściarą, wiesz? 
- Dlaczego? - pyta dziewczynka.
- Bo cię kocham! 
Dorotka uśmiecha się, patrzy na tatę i mówi: 
- Ty też jesteś szczęściarzem, wiesz? 
- Dlaczego? - pyta tata przekornie. 
- Bo masz mnie!
Słodkie, prawda? Jestem złodziejką słów, nic na to nie poradzę... 
Monika A.Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

    

Komentarze

  1. Ale się uśmiałam z Waszych nadmorskich rozmówek :-))
    Miałam faktycznie przed oczami, nie Ciebie Moniko i Basię -tylko dwie „Eulalie” :-)
    Dosyć dawno temu, byłam bardzo nieszczęśliwa, jak mi znana już Kuzynka- moja- napisała kiedyś „dlaczego Ty jesteś bez twarzy” Doszukałam się w tym zdaniu wszystkiego.Jaka ja byłam nieszczęśliwa...dlaczego...za co...taka bliska mi osoba tak napisała....cierpiałam w milczeniu do momentu, aż okazało się że chodziło o mój profil na Skype, na którym nie potrafiłam wtedy jeszcze umieścić swojego zdjęcia, tylko byłam takim ludzikiem bez twarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wniosek nasuwa się sam - słyszysz nie to, co słyszysz, ale co chcesz słyszeć :)))))
    Przyznaję, że doskonale bawiłam się naszymi rozmowami :)
    Te Dąbki... Coś w nich jest - ja się tam zgubiłam na plaży! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak