piątek, 26 września 2014

Witaj, Piękna Pani!

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


Przyszła w kropelkach deszczu. W płaszczu utkanym z porannych mgieł, babiego lata i pomarańczowych promieni słońca, przeglądającego się w jesiennych liściach. 
Na jej ramionach przysiadły ptaki - szary gołąb i wrona szara, czarno-biała sroka i lśniący atramentową czernią kruk. W ręku trzyma kosz wypełniony po brzegi dojrzałymi śliwkami, pachnącymi jabłkami, ociekającymi słodkim sokiem gruszkami i kiściami granatowych winogron. Z kieszeni jej płaszcza wypadają kasztany, a w rude włosy wplątały się wielokolorowe liście. 
Tam, gdzie przechodzi, zostawia po sobie ślad. Pod jej stopami drzewa ścielą wielobarwny dywan, usypany z liści, które odbiera od nich wiatr. Małe cuda natury - lśniące, brązowe kasztany, wydostają się, jak pisklęta, z kolczastych skorupek, i uśmiechają do Niej białym oczkiem. Wiewiórki, o futerku tak rudym jak włosy Pięknej Pani, przynoszą jej w prezencie laskowe orzeszki, a kawki w swoich dziobach donoszą orzechy, odnalezione pod drzewami. Piękna Pani przyjmuje te wszystkie dary z uśmiechem i wdzięcznością. W zamian umawia się ze słońcem, i z jego jasnych promyków splata niezwykłą makramę, do której doplata biel, a czasami szarość puszystej chmurzastej przędzy. Tą makramą ociepla dni, które przysypiają, i coraz później się budzą. 
Są dni, kiedy Piękna Pani kłóci się z wiatrem i deszczem, aby nie psuły pięknego obrazu, który utkała. Czasami ustępują. Odchodzą. Wycofują się. Ale bywa tak, że chcą wypróbować swoją siłę, i nie zamierzają ugiąć się nawet przed Jej złością. Ona płacze wtedy kroplami spływającymi smutno po okiennych i samochodowych szybach, a rozwścieczona wichura szaleje jak furia, chłoszcząc niewinne drzewa, przygarbiając ich niczemu niewinne konary, i biegnąc przed siebie na oślep, bez patrzenia, kogo akurat napotka na swojej drodze. Zrzuca czapki, zrywa szaliki, zatyka dech i zabiera piękno, które Ona, Piękna Pani, odmalowała dla świata i ludzi. 
Ona, nie godząc się na to, stawia przed sobą armię swoich sprzymierzeńców. Szepcze drzewom, żeby się nie poddawały, bo trwają tutaj od lat, niekiedy nawet od wieków; a ona, ta zimna furia, wkrótce straci swą moc; wyciszy się; ustąpi. Ugnie przed pięknem i łagodnością. I odejdzie, aby przyczaić się przed następnym atakiem. Bo furia nie odpuszcza. Powróci i ogołoci drzewa z liści, a ludziom odbierze ciepło. Zasłoni ciężką, szarą zasłoną niebo, i nie dopuści już ani jednego słonecznego promyka przez wiele tygodni. Ale na takie dni Piękna Pani zostawi ludziom swoją tajną broń. Powplata w ich serca jasne, słoneczne światło, aby mogli ogrzewać tymi sercami siebie nawzajem, gdy zabraknie ciepła na zewnątrz. W przezroczystych słoikach pozamyka swoje ulubione kolory - czerwony, żółty i zielony w papryce; pomarańczowy w dyni; kremowy w gruszce i rdzawy w marynowanych grzybkach. Zapach zesmażonych jabłek i konfitury śliwkowej będzie roznosił się po domu w zimowe wieczory, a dodana do herbaty pigwa wzmocni odporność i odbije się złotym, jesiennym uśmiechem od dna szklanki. 
Zasuszony bukiet liści przyniesie wspomnienia pięknych, złotych dni, tak delikatnie utkanych dla każdego z nas przez Piękną Panią; a kasztany, pomimo tego, że stracą swoją intensywną barwę i lekko się pomarszczą, będą snuć jesienne opowieści dla tych, którzy pozamykali je w swoich dłoniach. 
Piękna Pani uśmiecha się, podając w wyciągniętej dłoni bukiet astrów, mieniących się pastelowymi kolorami. Powietrze pachnie wilgotnymi liśćmi i dymem z ogniska, w którego żarze pieką się ziemniaki. Wieczory przynoszą zatrzymanie i refleksję, dobra książka sama się otwiera, a herbata z malinowym sokiem przywołuje letnie chwile, z całą ich intensywnością, radością i optymizmem. 
Jesień otula się szczelniej płaszczem, przymyka  z zadowoleniem oczy i chłonie świat, który tak barwnie wypełniła kolorami i zapachami. Czuje na twarzy mokre ślady mgły, która opada, przysłaniając ziemię mleczną kurtyną. Pani Jesień otwiera oczy i sięga po pęk czerwonej jarzębiny, której koraliki wplata w zwichrzone wiatrem włosy. A wrzesień, październik i listopad kroczą tuż za nią. Jej wierni przyjaciele, którzy wpisują się w kalendarz, przypominają, jak piękną panią jest Jesień, i ile ma do zaoferowania każdemu z nas. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
        

6 komentarzy:

  1. Piękna Pani czasami bywa dokuczliwa, płaczliwa,w mojej malutkiej Dukli często sprowadza słynny "dukielski wiatr" ,z drugiej strony bywa tak kolorowa jak kolory tęczy,ba nawet w kalejdoskopie...ale jedynie co dla mnie oczywiste-można podziwiać,złościć się,ale nie można pozostać obojętnym....Ta nasza polska jesień-dla mnie to jedna z najcudowniejszych pór roku....czasami nie wiem czy lato czy jesień ale zawsze można postawić na remis....dziękuję Moniko za przywitanie w bardzo należyty sposób to co rozpoczęło się 23 września......w kalendarzu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Jesień, Grażynko. To moja ulubiona pora roku, pełna kolorów i drobnych przyjemności, które staram sobie robić codziennie. Jesienne spacery mają w sobie coś z magii... Masz rację, nie można pozostać wobec niej obojętnym, i pewnie dlatego tak często pojawia się w moich książkach. Najnowsza również zaczyna się jesienią... :)
      Wierzę, że odpoczęłaś w Busku i spędziłaś tam dobry czas, który będzie owocował w wieczory, gdy Pani Jesień spochmurnieje...
      Pozdrawiam ciepło:)
      M.

      Usuń
  2. Pięknie piszesz...
    A jesień, to pora roku którą bardzo lubię. Hm..
    Pozdrawiam sedrecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz Maretko, jesień to moja ulubiona pora roku. Kocham ją najbardziej ze wszystkich, pomimo tego, że czasami walczy z wichrem i deszczową nawałnicą. Ma w sobie tajemniczość, którą lubię odkrywać w jesiennych mgłach i szukać w liściach ścielących się u moich stóp.
    Miło mi, że tu jesteś. Wierzę, że zostaniesz na dłużej... :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłam tu przypadkiem. Tak mogłabym to określić. Tylko ze mną jest tak, że w przypadki nie wierze :)
      Po przeczytaniu Twojego tekstu, od razu kliknęłam "dołącz się do tej witryny" i napisałam komentarz. Potem dopiero wczytywałam się w dalszą cześć bloga i dowiedziałam się przez to więcej o Tobie. Uśmiecham się teraz sama do siebie, bo trochę to wszystko od tyłu :) To chyba ta jesień ;)

      Usuń
    2. Ja też nie wierzę w przypadki:) Od tyłu, czy na opak - to nieważne. Dobrze, że jesteś, Maretko:)

      Usuń