W ogrodzie słów

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Moje słowa wyrastają w dzikim ogrodzie. Są nieujarzmione, podobnie jak zioła, które rosną tam, gdzie chcą i gdzie im dobrze. Układają się kępkami, wplatając między siebie i łącząc, czasami w najbardziej nieprawdopodobny sposób. Niektóre z nich są niepokorne i zupełnie mnie nie słuchają. Pojawiają się tam, gdzie się ich nie spodziewam, zaskakują mnie, często złoszczą lub zdumiewają. Mają w sobie jednak moc, jak dobra przyprawa - wystarczy zaledwie szczypta, aby nadać potrawie niepowtarzalny smak. Tak samo moje niepokorne słowa doprawiają to, co zapisuję, swoją treścią, a ja już się nauczyłam, że to nie ja je prowadzę, tylko one mnie. 
Są dni, kiedy mój ogród śpi. Odpoczywa, czekając na wzejście nowych pędów i młodych pnączy. Zaglądam tam, ale już od wejściowej, lekko skrzypiącej furtki wiem, że nic tego dnia nie napiszę, bo moje słowa jeszcze nie wzeszły. Czekają, przytulone do ziemi, która daje im siłę. Uśmiechnięte promyki słońca dopieszczają je, a ja podlewam swoją wyobraźnią i konewką pełną spółgłosek i samogłosek, wierząc, że ułożą się z nich dobre słowa. 
I układają się. Pojedyncze rzeczowniki, czasowniki i przymiotniki. Przysłówki, imiesłowy, zaimki. Obserwuję je ciekawie i czekam, śledząc wzór, w jaki się łączą. 
Czasami wystarczy jedno słowo. Mgnienie. Wspomnienie. Nagła myśl. Jedno słowo, które ciągnie za sobą inne, wśród których tak pięknie się komponuje. 
Morze. Szumi. Oddycha. Iskrzy się w słońcu i każdego dnia ubiera się w inne kolory. Tańczy rozweselonymi falami, zaczepiając spacerujących jego brzegiem ludzi i zachęcając ich do podjęcia zabawy. W wietrzne dni drobne kropelki bryzy osiadają na rozgrzanej słońcem skórze, i chłodzą ją, przynosząc zapach słonej wody. 
Sosny. Wysokie i strzeliste, dumnie wyprostowane i wznoszące swe konary do nieba. Kołyszą się na boki w rytmie, który dyktuje im wiatr, i wyglądają wtedy, jakby tańczyły walca. Niektóre z nich pochylają się pod naporem nawałnic, którym już nie mają siły stawiać czoła. Zupełnie jak człowiek, który przygarbia się pod bagażem trosk i doświadczeń, które niespodziewanie przynosi życie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Odciśnięty w piasku ślad. Czyjaś obecność, zapamiętana pośród delikatnych ziarenek. Wgłębienie, będące znakiem czyjegoś istnienia. 
Jaskółki, podniebne trzpiotki. Rozkrzyczane, jakby spierały się ze sobą o to, która ładniejsza, smuklejsza, mądrzejsza. Szybują, zataczając kółka, obniżają swój lot, aby za chwilę wzbić się w górę, świadome swojej urody. 
Słowa. Nie umiem bez nich żyć. Fascynują mnie i zadziwiają. Mają w sobie moc uleczania, ale i niebezpieczeństwo zranienia. Dobrze się wśród nich czuję, choć wolę je spisywać, niż wypowiadać. Lubię się nimi otaczać i przysłuchiwać snutym opowieściom. Lubię ich dotykać i przyglądać się im z ciekawością. 
Nazbieram ich dla Ciebie, dobrze? Przejdę się po moim ogrodzie, i nazrywam bukiet kolorowych słów, który Ci przyniosę. Przetkam go subtelną gałązką z życzeniami, abyś w tych słowach znalazła i znalazł coś dla siebie. By okazały się potrzebne, budujące, umacniające, pocieszające. By dały Ci siłę w trudnej codzienności; pomogły podjąć decyzję, dokonać wyboru. By potrafiły rozweselić, ukoić i choć przez krótką chwilę rozświetlić dzień radosnym promykiem, którym chcę Cię dotknąć. 
Przesyłam Ci go, aby zabarwił nadchodzący poniedziałek kolorem intensywnej tęczy, uśmiechem i dobrym słowem z błogosławieństwem w tle. A kiedy w Twoim życiu zacznie się ponura i szara jesień, zajrzyj do mojego ogrodu i narwij dla siebie słów. One zawsze tutaj na Ciebie czekają. 
Monika A. Oleksa

Fot. Marcin Piotr Oleksa
      

Komentarze

  1. Chętnie skorzystam z Twojego zaproszenia do magicznego ogrodu-szczególnie gdy przyjdzie-czasami jest to nieuniknione-czas szary,czyli nieciekawy....
    Przypomniała mi się książka czytana..."Sekretny język kwiatów" i tam zaciekawił mnie właśnie ten język kwiatów....np. mimozy (wrażliwość),bukiet z paproci (szczerość) albo dzwony irlandzkie (szczęście)...Tak może na marginesie....ale uwielbiam przed czytaniem....treści...zasmakować w tym co widzę jako pierwsze-czyli okładkę.....a w większości są "oddające " to co w środku....

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny ten Twój ogród słów i taki różnobarwny…Z przyjemnością przechadzam się po nim , bo wiem, że tu zawsze czeka na mnie coś bajecznie innego :-)
    Trochę tak też mam, kiedy myślę, że nie ma o czym napisać w mojej "Pogodnej", a tu czasem z jednego zasłyszanego słowa- wiersz nagle wyskakuje - jak pajacyk z pudełka...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak