Pokolenie Instant

Fot. Marcin Oleksa



"Tuż przed maturą kwitły kasztany, żyło się jakby we śnie..." 
Pamiętam dzień swojej matury, zupełnie jakby to było całkiem niedawno, a przecież tyle lat już minęło... Dzień był dość chłodny i pochmurny; po deszczowej nocy ulice mojego Lublina były mokre i pachniały wiosną. Pamiętam, że jechałam do szkoły z koleżanką i jej tatą ... trabantem!, a pod szerokim paskiem, przytrzymującym moją studniówkową, granatową spódnicę miałam małe karteczki ze ściągawkami. Oczywiście, nie użyłam ani jednej z nich, ale czułam się pewniej, mając je przy sobie. 
Maturę pisaliśmy w klasach, komisja składająca się z trzech nauczycieli siedziała na starej katedrze (ciekawe, czy młode pokolenie wie, co to takiego?), a ich biurko było zastawione kanapkami, owocami i ciastami, przygotowanymi przez troskliwe i opiekuńcze mamy. Na naszych ławkach stała tylko woda i siedziały pluszaki, umilające nam czas i przysłaniające troszkę przed sokolim okiem szacownej komisji. Cztery tematy do wyboru (ostatni - analiza wiersza, na której wielu się wykładało, bo jak tu przewidzieć, co autor miał na myśli?!), niezapisane kartki papieru kancelaryjnego i pięć godzin do dyspozycji, podczas których trzeba było napisać wypracowanie, będące przekrojem całej literatury. Pamiętam, że pisałam o literaturze wojny i okupacji "Ocalić od zapomnienia - refleksje maturzystki". Nie ograniczano naszych słów i nie wymagano od nas, abyśmy "wstrzelili" się w klucz, ułożony przez Kogoś Bardzo Mądrego; który tak naprawdę ma na celu jedno - wyprodukować pokolenie ludzi myślących szablonowo. Rozległa wiedza jest niebezpieczna, bo zagraża myśleniem. a dzisiejszy proces edukacji za wszelką cenę chce nasze dzieci tego pozbawić. 
Nastały czasy pokolenia instant. "Instant", czyli już, natychmiast, szybko i bez wysiłku. 
Ostatnio załatwiałam coś w banku; malutkiej filii, do której przychodzą głównie ludzie starsi, zamieszkujący tę okolicę. W kolejce do kasy cierpliwie czekały dwie osoby. W pewnym momencie wszedł młody człowiek i dołączył do kolejki. Wytrzymał dwie minuty. 120 sekund bezczynności i zatrzymania okazało się ponad jego siły. Gwałtownie wstał i wyszedł. Nie był w stanie zmierzyć się z miłą ciszą, panującą w tym miejscu i przegrał z własną cierpliwością. Już, teraz, natychmiast. Muszę to mieć na "już". Tego oczekują dziś młodzi ludzie. 
Pokolenie żądaniowe. Wszystko im się należy i mają wyłącznie prawa. Szybko się komunikują, jedzą w biegu, żyją w pośpiechu. Wszystkiego chcą spróbować, mieć stawiają nad być, a życie ma być łatwe i przyjemne. Wypełniają swój świat nieustannymi dźwiękami i nie potrafią funkcjonować w ciszy. Bo cisza zmusza do pobycia sam na sam ze sobą i swoimi myślami. 
To nie jest ich wina, ich pokolenie inaczej nie potrafi. To my, pokolenie stanu wojennego, z troski o nich, chcąc wynagrodzić naszym dzieciom nasz niedostatek, rozpuszczamy je do granic niemożliwości. Wszystko podajemy im na tacy. Kupujemy rzeczy, których sami nie mieliśmy, nie zastanawiając się, czy one w ogóle tego potrzebują. Moja Babcia nieustannie obdarowuje moich chłopców ptasim mleczkiem, za którym oni wcale nie przepadają. Ale Babcia tego nie rozumie, bo aby kupić ptasie mleczko dla mnie, musiała stać w trudnych dziś do wyobrażenia kolejkach, bez pewności, że kupi cokolwiek, kiedy już dotrze do lady. 
Nasze dzieci już od najwcześniejszych lat szkolnej edukacji dostają gotowe rozwiązania. Dzisiaj nie wymaga się od młodego człowieka wiedzy i rozumienia, tylko wybrania gotowego rozwiązania, spośród czterech podanych. A potem kończy się tak, że młodzież potrafi świetnie rozwiązać test wyboru, ale nie potrafi się wypowiedzieć, bo tak naprawdę nie ma wiedzy, która potem mogłaby ich w życiu poprowadzić. 
Drodzy rodzice, jeśli nie weźmiemy edukacji naszych dzieci w swoje ręce i nie będziemy stawiać im wysoko poprzeczki; powierzając ich kształcenie i kształtowanie wyłącznie współczesnej szkole, będziemy mieli pokolenie znające jedynie cztery litery alfabetu A, B, C, D (test wyboru!), tłumaczące analfabetyzm i lenistwo dyslekcją i dysortografią i traktujące nasz kulturalny i historyczny dorobek jako przeżytek, który należy odstawić do lamusa, bo dzisiaj żyje się inaczej. Bez poszanowania podstawowych zasad i szacunku do drugiego człowieka.   
Taka refleksja naszła mnie dzisiaj w związku z egzaminem dojrzałości; przyglądając się systemowi edukacji, który od czasu wprowadzenia nowej matury, z roku na rok staje się coraz gorszy...
Monika A. Oleksa   



Fot. Marcin Oleksa
      

Komentarze

  1. Auć! Pyszczku, pojechałaś! Nie dziwię Ci się. Masz duży kontakt z młodymi ludźmi, ucząc ich. Jednak mnie przyszło do głowy, że może masz kontakt trochę wybiórczy właśnie z ludźmi, którzy "muszą" - rodzicami, którzy muszą dać dzieciakowi znajomość angielskiego, bo jak tu w dzisiejszym świecie bez tej znajomości? I dzieciakowi, który na to idzie, bo jest właśnie z takiej a nie innej rodziny, która to a nie co innego ceni a może i nie ceni, ale idzie z duchem czasu, z modą, która to a nie co innego nakazuje. Moja córka zdaje maturę. O niej nie będę mówić, bo ją znasz, ale ja znam też jej koleżanki - bardzo mądre dziewczyny, które wiedzą czego chcą i umieją więcej niż tylko rozwiązać test wyboru. A matura jest taka jaka jest, bo tak to w życiu bywa, że ono się zmienia z czasem i wszystko z nim. Nie chcę żebyś się martwiła młodymi. Nie tacy oni straszni :)A to, co Ty dzisiaj mówisz o młodych mówili w latach 60-ych o pokoleniu naszych rodziców z czasów ich młodości. Nic nowego - my starsi trochę tak zawsze widzimy młodych. Oni też, gdy będą starsi popatrzą tak zapewne na kolejne młode pokolenie. A świat i życie jakoś ciągle trwa :) Optymizmu! :)
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat moich uczniów to mam CUDNYCH i im nic do zarzucenia nie mam; SYSTEMOWI MAM! Widzę, jak niszczy tych wrażliwych, bo dzieciaki i młodzież z którymi pracuję to bardzo wrażliwe, młode osobowości, i w każdym z nich znajduję tę nadzieję na naszą przyszłość. Każdy z nich jest inny, każdy na swój sposób wyjątkowy, ale tę wyjątkowość w nim zabijają, zmuszając do czegoś, do czego to dziecko nie ma serca, ani nie rozumie, dlaczego? Widzę, jak są wsadzani w szablony i zmuszani do czegoś zupełnie bez przyszłości; patrzę na mojego syna i sprawdziany jakie pisze i to mnie przeraża! System mnie Basiu przeraża, nie młodzi ludzie.
      M.

      Usuń
  2. Tak tak Moniko
    Basia ma rację. Nikt inny ..tylko mój syn przypomniał mi ,że kiedyś pisałam wiersze i zachęcił mnie,żebym znów zaczęła to robić :-) a sam napisał już obszerne opowiadanie o Czerwonej planecie i to tak pięknym językiem,że gdyby nie przysyłał mi kolejnych fragmentów do poczytania, nigdy bym nie zgadła ,że ta zdolna istota to mój syn.A zaledwie rok temu zdawał maturę.Dla mnie- jedynie on reprezentuje młode pokolenie , więc oczywiście nie mam takiego porównania -jak Ty Więc tak-jak wszędzie Moniko są jeszcze "perełki" nie załamuj się. Kiedy mój syn przyjeżdża od razu bierze się za obieranie owoców i wyjmuje sokowirówkę,a ja to bym Kubusia kupiła i już :-)(chociaż mycie sokowirówki -należy potem do mnie..;-))On zaraz zaczyna czytać mi skład ..i już nic nie gadam ,tylko wyciskam te soczki-na zdrówko :-). Więc głowa do góry Moniko- damy radę..:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj - pięknie i bardzo ciekawie tu u Ciebie.Jeśli pozwolisz to rozgoszczę się na dłużej.W wolnym czasie zapraszam w odwiedzinki do Dobrych Czasów.Pozdrawiam i życzę chwili wolnego na relaks z książką.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i bardzo ciepło:) Jest mi ogromnie miło powitać w miejscu, w którym próbuję zatrzymać choć przez chwilę rozpędzony czas. Zapraszam z ulubioną herbatą lub filiżanką kawy na chwilę zatrzymania ze mną:) Do Dobrych Czasów zajrzałam i również zamierzam się tam rozgościć! Tego czasu potrzeba, oj potrzeba, zwłaszcza na nową książkę!Dziękuję i do zobaczenia:)
      M.

      Usuń
  4. Musiałam,musiałam wrócić do tego tematu , bo mnie roznosi...
    Dziś byłam na poczcie świadkiem czegoś niesłychanego.Młodzi ludzie -chłopak i dziewczyna wiek ok.20 lat chcieli wysłać coś w bąbelkowej dużej kopercie. Nie zwróciłabym na nich uwagi,kiedy pani w okienku powiedziała im ,że na kopercie trzeba napisać gdzie to ma iść i kto wysyła (mieli tylko wypełniony druczek -taki na polecony-koperta była pusta) .No dobrze ,myślę ot młodość roztrzepana...Nastepnie słyszę już podniesione głosy, kiedy pani usiłuje im wytłumaczyć,że tam gdzie napisali adresata powinien być adres nadawcy (lewy górny róg koperty),młodzież zaczyna podnosic na panią głos,że oni nie maja obowiązku tego wiedzieć, bo nie co dzień nadają przesyłki i na poczcie też nie pracują. Pani proponuje im nowa kopertę-na co oni-już bardzo podniesionym głosem,że nie mają pieniędzy na bzdury i,że to poprawią. Kątem oka obserwuję jak piszą adres nadawcy w miejscu gdzie powinien być adresat.W międzyczasie ja załatwiam sprawę i mowię do biednej spoconej pani w okienku:nie ma się co dziwić, takie czasy nastały komputerowe, że zaadresowanie koperty dla młodych to jest bariera nie do pokonania. Wtem nad moim uchem czuję nieprzyjemny dmuch.."jeszcze jakies aluzje"? no nie powiem przyjemnie mi nie było,wytłumaczyłam grzecznie ,że to nie pana wina ,tylko czasów takich, a nie innych..Dziewczyna wyszła z nerwow na papierosa i zaznaczyła chlopakowi,że jak jeszcze będzie źle to ona za siebie nie ręczy. Na pewno było źle z tego co widziałam jednak po załatwieniu sprawy wyszłam, bo głupio było stać i czekać na rozwój wypadków..żal mi pani w okienku, bo to jej sie oberwało najwięcej od pokolenia "instant".
    Pozostawiam bez komentarza

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak