piątek, 31 maja 2013

Rozmowa serca z sercem

Fot. Michał Oleksa


Wchodzi do domu z ciężkim westchnieniem, na które jeszcze tutaj może sobie pozwolić. Gdyby westchnął tak po drugiej stronie drzwi, natychmiast padłyby ironiczne pytania, które znał na pamięć: "Dlaczego tak wzdychasz? Tak ci ciężko? A co ja mam powiedzieć?". Chciał ich uniknąć. Sztukę uniku opanował w ciągu ostatnich lat do perfekcji. Umiał odpowiadać na pytania wymijająco, a swoje wypowiedzi formułował tak, aby nie było w nich zbyt dużo osobistego przekazu. Tak było bezpieczniej.
Stawia torbę z laptopem na podłodze i zdejmuje buty. W domu panuje nienaturalna cisza. Nie lubi jej. Czuje się wśród niej niepewnie. Cisza nie zagłuszy słów, które potrafią ranić jak ostra żyletka. 
Kobieta siedzi przy kuchennym stole i przegląda wyjęte ze skrzynki rachunki. Przed nią stoi talerz z niedojedzonym obiadem. Podnosi głowę i patrzy na mężczyznę. Kiedyś jej oczy błyszczały na jego widok; każdy jego powrót był radością. Dziś są dla niego nieodgadnione; trudno mu je przeniknąć. 
- Obiad jest jeszcze ciepły. nałóż sobie - rozebrany z emocji głos, obojętny jak jej spojrzenie. 
Myje ręce i patrzy w lustro na przemęczoną długim dniem pracy twarz. Golił się rano, ale po dziesięciu godzinach ostry zarost jest już wyraźnie widoczny. Nawet nie chce mu się jeść, ale wchodzi do kuchni, uzbrojony w oczekiwanie na słowa, które i tak padną. 
- Znowu tyle rachunków na raz - kobieta ruchem głowy wskazuje plik kolorowych faktur, leżących przed nią na stole. - Jacek zdarł już wszystkie buty, a Tomkowi spodnie sięgają do łydki. Do tego w tym miesiącu są imieniny twojej matki. Pamiętałeś o tym? 
- Pamiętałem - kiwa głową, nie patrząc na nią.
- Ciekawe czy o moich też pamiętasz - mruczy kobieta cicho, nie patrząc w jego stronę. 
- O co ci znowu chodzi? - pyta zmęczonym głosem. - Przecież na ostatnie imieniny... 
- Tak, wiem; zabrałeś mnie do teatru, ale ile lat musiałam ci o tym mówić? Sam z siebie nigdy nie jesteś w stanie nic wymyślić. 
- Staram się, ale ciebie jest cholernie trudno zadowolić. Nic ci nigdy nie pasuje! - żołądek zaciska mu się niebezpiecznie. Mężczyzna wie, że jeszcze kilka ostrych słów kobiety i nie będzie w stanie nic przełknąć. 
- Oczywiście! Jak zawsze wszystko jest moją winą! 
- Czepiasz się wszystkiego. Nic ci nie pasuje, wciąż jesteś ze wszystkiego niezadowolona - podnosi głos, ale nawet tego nie kontroluje. 
- To po co się ze mną ożeniłeś? Po co wciąz ze mną jesteś? Nikt cię tu nie zatrzymuje, droga wolna - syczy, starając się zachować opanowanie. 
- Owszem - patrzy na nią, ale jej nie widzi, bo przed oczami ma już tę mgłę złości, która przesłania mu wszystko - kredyt mieszkaniowy mnie przy tobie trzyma, a sama wiesz, że tego nie da się rozwiązać jednym urzędowym papierkiem.
Słowa, ostre i smagające boleśnie, i ból; tępy i długotrwały. Usta wykrzywiają się i wypluwają z siebie szydercze słowa, którymi tych dwoje bliskich sobie ludzi okłada się jak biczami. A dwa serca patrzą na to ze smutkiem i wypełnia je piekący ból. One rozmawiają ze sobą zupełnie inaczej. Nie potrzebują słów, a jednak je słyszą. 
- Potrzebuję cię. Nie radzę już sobie sama ze wszystkim. Potrzebuję twojej bliskości i wsparcia; poczucia, że nie jestem z tym sama - mówi serce kobiety. Serce mężczyzny patrzy na nią czule i odpowiada cicho: 
- Lubię jak się uśmiechasz. Ostatnio robisz to coraz rzadziej. Lubię jak mnie witasz tym uśmiechem i lubię ten blask w twoich oczach, który miałaś kiedyś; gdy na mnie patrzyłaś. Brakuje mi twojej bliskości. Brakuje mi ciebie. 
- Lubię jak mnie przytulasz. W twoich ramionach zawsze czułam się bezpieczna. Dlaczego robisz to teraz tak rzadko? 
- Ponieważ otoczyłaś się murem, którego nie umiem pokonać - mówi smutne serce mężczyzny. 
- A może zrobiłam to właśnie po to, abyś ten mur sforsował; abyś go zburzył i dotarł do mnie, pomimo wszystko? 
Serce patrzy na serce z rozczuleniem. Oczy wymieniają się błyskawicami gniewu. 
- Przepraszam. Zmarnowałem tyle czasu, szukając awaryjnego wyjścia z sytuacji; nie chcę cię ranić. Kocham cię. 
- Przepraszam. Oziębłam z bezsilności. Zbyt dumna byłam, aby cię po prostu poprosić o to, żebyś mnie częściej przytulał. Odeszłam daleko emocjonalnie, choć wcale tego nie chcę. Kocham cię. 
Serce przytula serce, a zimne palce mężczyzny chwytają zesztywniałe ramiona kobiety. Oczy mierzą się jeszcze gniewnie, ale powoli łagodnieją. Między nimi jest tylko cisza, w której słychać przyspieszone uderzenia wzburzonych serc. Gdyby tylko chcieli się w nie wsłuchać... 
Monika A. Oleksa 
 


Fot. Michał Oleksa

3 komentarze:

  1. Nie da się ukryć, że ta historia jest bardzo życiowa, tylko w życiu nie zawsze kończy się tak dobrze. Często wolimy pielęgnować własne urazy, niż otworzyć serce przed kimś, kto kiedyś był dla nas ważny i nadal powinien taki być. Skupiamy się na tym co złe, zamiast szukać szczęścia.
    Moniko dziękuję za to piękne opowiadanie i oczywiście gorąco pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwa historia z życia wzięta. To prawda, że serca ze sobą rozmawiają tylko my nie zawsze potrafimy je usłyszeć ...
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam jednego człowieka, któremu z powodu nadmiernej tuszy ,żadne usg nic nie chce pokazać. Jego serce jednak nie daje się tak łatwo zbyć. Ono mówi tonem nie cierpiącym sprzeciwu, ma też jego serce bardzo dobry wzrok. To jest człowiek ,który mówi, żyje i widzi swoim wielkim sercem, a jest nim mój Mąż ;-). Przy nim nauczyłam się nigdy nie postępować wbrew memu sercu i słuchać jego rad. Bo .."dobrze widzi" się tylko sercem"

    OdpowiedzUsuń