czwartek, 3 października 2013

Literackie czwartki: 16 godzin z życia kobiety

Fot. Marcin Oleksa


Pomarańczowa kula nad jej głową ocieplała swoim światłem przytulne wnętrze, w którego urządzenie Joanna włożyła dużo swojej pracy i pieniędzy. Lubiła każdy szczegół w tym pokoju, który otulał ją po ciężkim dniu, gdy zmęczona całym dniem pracy wracała do pustego domu. Zawsze najpierw otwierała okno, aby wpuścić trochę powietrza i dźwięków ulicy do uśpionego mieszkania. Potem nastawiała wodę na herbatę i przygotowywała coś do jedzenia. Nie spieszyła się. Nie miała dokąd. Do wieczornych zajęć fitnessu miała dużo czasu. Wypełniała go działaniem. Starała się, aby jej ręce i głowa były przez cały czas zajęte. Wtedy nie napływały myśli i Joanna mogła się skoncentrować na zajęciach, które wyznaczała jej codzienność. Po prostu, na życiu. To życie... Plotło się dzień po dniu cieniutką nitką rutynowych czynności i odświętnych chwil; przynosiło wiele, zabierało jeszcze więcej; przyprawiało dni i noce radością spotkań, goryczą samotności, słonym smakiem łez i słodyczą chwil, które nie chciały trwać.
Spotkała kiedyś miłość. Miała gorzki smak. Naobiecywała i nie dotrzymała słowa. Naprzynosiła planów, nadziei i marzeń, których nie zdążyła spełnić. Odeszła, zabierając ze sobą złudzenia, którym uległa Joanna. Zabrała ze sobą nawet wspomnienia, których Joanna nie chciała. Bo bolały. 
Wraz z goryczą, której doświadczyła, pojawiła się nieufność. Do ludzi, bo krzywdzą. Do uczuć, bo ranią. Do zaangażowania, bo zbyt drogo kosztuje. Dlatego zamknęła swoją tęsknotę w szkatułce, którą przywiozła kiedyś z podróży do Portugalii i zaglądała do niej tylko w chwilach słabości. A takich starała się miewać jak najrzadziej. Była dzielna i zmagała się z życiem po swojemu. Twardo stąpała po ziemi i nauczyła się, że współczesny świat nie jest miejscem przyjaznym miłości. Po prostu nie ma na nią czasu, bo wciąż pędzi i gna; tak wielu rzeczy chce spróbować na raz i tak niewiele czasu zostawia człowiekowi. I wciąż stawia wybory, z których niejednokrotnie oba warianty są nie do przyjęcia. 
Joanna spojrzała w ciemniejące okno i przymknęła oczy. Pomarańczowe światło lampy przypomniało letni urlop i czas nie spięty żadnymi ramami. Morze i jego zapach powróciły do Joanny z całą swoją intensywnością. Zatęskniła za ciepłym piaskiem i dotykiem dłoni na swoim rozgrzanym brzuchu. Ta dłoń chciała się wpleść między jej ściśnięte palce i zostać. Na jak długo? Nie wiedziała. Nie miała pewności. Dlatego nie pozwoliła jej i wyjechała bez pożegnania. Bo tak było bezpieczniej. Skaleczone serce można było zakleić plasterkiem znajomej rutyny, oswojonej codzienności; rozerwanego, nie dało się pozszywać niczym. Nawet nićmi zapomnienia, wyplatanymi przez czas. Więc Joanna już nie ryzykowała. Oklejała serce tak, by nie krzyczało i sama dyktowała mu warunki. Umiała negocjować. Była w tym dobra i za to doceniano ją w pracy. Jej własne serce jednak nie chciało jej docenić. Nawet nie miało takiego zamiaru. Krzyczało, pomimo tego, że nie chciała go słuchać. Nie liczyło się z tym, co Joanna sobie zaplanowała. Ono miało zupełnie inny pomysł na życie i tylko... ona nie chciała go słuchać. 
Kuchnia zapachniała bazylią, rozłożoną starannie na plasterkach pomidora. Znad delikatnego kubka ze stokrotkami uniosła się smuga białego dymu i przeciągnęła się powoli nad stołem, wabiąc zapachem świeżo parzonej, aromatycznej herbaty. Z radia popłynął cichy, nastrojowy głos Sade i otulił Joannę swoim ciepłem, podobnie jak pomarańczowe światło, które wznosiło się nad jej głową jak letnie, wieczorne słońce. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w szybie kuchennego okna i do jesieni, której postanowiła dać szansę. Sobie samej takiej szansy dać jeszcze nie umiała. Ale wierzyła, że życie i dla niej przygotuje  jakąś niespodziankę. Musi tylko szerzej otworzyć oczy i nauczyć się rozglądać dookoła. I zaufać, choć dziś było to jeszcze za trudne... 
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa

W kolejnym Literackim Czwartku witam Was fragmentem opowiadania ze zbioru "16 godzin z życia kobiety". Pomysł na taki właśnie projekt przyszedł do mnie we wrześniu, w moich Dąbkach, które mają naprawdę niesamowitą, twórczą atmosferę. Będę plotła te opowiadania na przemian z Samotnością, wierząc, że w przyszłym roku będą gotowe i trafią w ręce Czytelników... 
Miłego dnia:) 

 
Fot. Marcin Oleksa
  

Fot. Marcin Oleksa
  

9 komentarzy:

  1. Moniko-pięknie się to czyta, chciało by się jeszcze i jeszcze. Uwielbiam Twoje literackie czwartki, chociaż od jakiegoś czasu czwartki smutno mi się kojarzą..odmierzają kolejne tygodnie..dziś już 6...Dobrze,że Twoje" czwartki " czekają z otwartymi ramionami :-) w które można się wtulić i odpłynąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, otwieram te ramiona i przytulam Cię mocno! Zwłaszcza w czwartek... Tak dobrze, że jesteś:)
      M.

      Usuń
    2. Gabrysiu, moja kochana, przyłączam się do Moniki i też Cię przytulam.
      A opowiadanie Moniko jest przepiękne :)

      Usuń
  2. A ja cieszę sie , bo każdy czwartek to jeden tydzien do przodu, i coraz bliżej do czerwca

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz Moniczko pisz, pisz.......

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałoby się więcej i więcej... Bo jest pięknie:)
    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam!
    Pozwolę sobie zareklamować książkę mojego autorstwa ("Kręgi"), która niedawno została wydana. Jestem debiutantką-nastolatką, wobec czego moja twórczość nie jest znana. Wydaje mi się, że dobrze trafiłam, bo komu miałabym zaproponować moją powieść, jak nie pisarce? Książkę można zakupić na stronie Wydawnictwa Edukacyjnego ZAJON
    http://www.zajon.pl/index.php?option=com_virtuemart&view=productdetails&virtuemart_product_id=240&virtuemart_category_id=3
    Zachęcam bardzo serdecznie!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak Ci Moniko słowa pięknie się układają w zdania pełne liryki i smutku owianego nostalgię.
    Będę tu zaglądać w każdy czwartek.

    OdpowiedzUsuń