czwartek, 10 października 2013

Literackie czwartki: Wygrzebane, cd:)

Fot. Marcin Oleksa



30 września, poniedziałek

Klara tępym wzrokiem wpatrywała się w zawiadomienie, dostarczone listem poleconym przed kilkoma zaledwie dniami. 
"Uprzejmie zawiadamiamy, że uroczysta inauguracja roku akademickiego odbędzie się dnia 1 października o godz. 8.00". 
Krótka, zwięzła wiadomość i nieczytelny podpis. 
Ciężkie westchnienie wydobyło się z serca dziewczyny. To już jutro. Już jutro stanie przed żywym murem obcych twarzy, nie wiedząc nic o nikim i nie znając nikogo. Już jutro to, co jeszcze w lipcu było tak odległe i nierealne, teraz stanie się aż nazbyt realne i namacalne. 
Dziewczyna ponownie westchnęła i otworzyła szafę, z której wysypały się na siłę upchnięte dresowe spodnie i podkoszulki. Odsunęła je z żalem i z dna szafy wygrzebała zmiętą, białą bluzkę i granatową spódnicę do kolan.
"O rany, znowu będę musiała włożyć to obrzydlistwo. " - pomyślała i podążyła w kierunku kuchni, aby odszukać w niej żelazko. 
Biała bluzka i granatowa, grzeczna spódniczka budziły w dziewczynie uzasadniony wstręt. Klara była typem sportsmenki, a jedyny preferowany przez nią strój stanowiły: dres, szorty i biały podkoszulek. Perspektywa wciśnięcia swojego metra i osiemdziesięciu centymetrów ciała w tak ciasne i niewygodne ubranko wywoływała ciężkie westchnienie. 
"I to już jutro" - pomyślała smutno, skrzętnie wyprasowując każdy zakamarek pogniecionej bluzki.

                                                ...

Zamknięty w swoim pokoju Diabeł wysypał na stół zwoje papierków, które poniewierały mu się po kieszeniach. Starannie rozprostował zmięte banknoty i układał je na kupkę. W miarę liczenia jego ciemna buzia rozjaśniała się w promiennym uśmiechu.  
- Jutro mogę sobie pozwolić na dwa Snickersy i pepsi. A reszta na laptop - powiedział na głos, upychając przeliczone pieniądze do specjalnej koperty, którą trzymał pod książkami. Jeden banknot schował do bocznej kieszonki plecaka, w którym panował zadziwiający nieład, bowiem jego właściciel, dumny uczeń piątej klasy szkoły podstawowej, miał tendencję do wpychania do środka wszystkiego, co mu wpadło w ręce, poczynając od niedojedzonej bułki z masłem po komiksy. Zastanawiające było to, iż ani szkolnych zeszytów, ani książek nie można się było doszukać w tym bałaganie, który Diabeł codziennie zabierał ze sobą do szkoły. 
- Rafał, gaś światło! Jutro nie wstaniesz rano! - z przedpokoju doleciał krzykliwy, kobiecy głos.
- Już gaszę, jeszcze się tylko spakuję! - odkrzyknął, wrzucając do plecaka złamany ołówek. 
- No, gotowe - powiedział, zasuwając suwak. - A swoją drogą... dobrze mieć taką cenną siostrę. 
Błysnął białymi zębami, zgasił światło i wskoczył pod kołdrę, mocno naciągając ją na siebie. 


1 października, wtorek

Żywy mur zaciekawionych spojrzeń zafalował niespokojnie i przesunął się długim ogonkiem w stronę wielkiej auli. 
- Powoli, powoli! - Niski, łysiejący mężczyzna próbował powstrzymać tą napierającą, żywą masę. Daremnie jednak. Młodzi ludzie pchali się niecierpliwie w stronę zbawiennych krzesełek, na których można było zasiąść i poczuć się choć przez chwilę jak w bezpiecznej przystani. 
Mariusz próbował w tym falującym tłumie wypatrzyć Olę. Na próżno. Tegoroczny I rok prawa obrodził w ciemnowłose piękności, które migały przed oczami stropionego chłopaka jak kawałeczki mozaiki w kalejdoskopie. I żadna z nich nie była Olą! 
Gdy tak stał i wypatrywał tej, której oddał swe serce, nagle tuż za sobą usłyszał nosowe "Cześć" i czyjaś ciężka dłoń opadła na jego ramię. Odwrócił się przestraszony. Przed nim stała Klara, najlepsza koszykarka II ligi dziewcząt w AZS-ie. Mariusz znał ją z widzenia, bowiem sam zapamiętale trenował w AZS-ie kickboxing i często dopingował dziewczętom w rozgrywkach i meczach. 
- O! Cześć! - uśmiechnął się na widok jakiejś znajomej twarzy. 
- Fajnie cię widzieć - zabrzmiał nosowy głos Klary. - Same obce gęby... 
Mariusz pokiwał głową ze zrozumieniem. 
- Chodź, klapniemy sobie na tamtych krzesełkach. Tam będzie lepiej widać. - Klara zacisnęła dłoń na ramieniu Mariusza i pociągnęła go za sobą. Niespokojny o swój bark chłopak nawet nie próbował stawiać oporu. 
W tym czasie, gdy Klara ciągnęła Mariusza w stronę rzędu krzeseł, drugimi drzwiami wchodziła Ola, odprowadzana wzrokiem przez kandydatów reprezentującą płeć brzydką przyszłych prawników. Towarzyszyła jej Ewa, która w zwykłej białej bluzce i długiej, czarnej spódnicy blakła przy Oli, wprost emanującej seksapilem. Dziewczęta wybrały rząd nieco oddalony od głównej katedry. Idealny punkt do obserwacji. 
Ola rozglądała się dookoła, poprawiając zalotnie skręcony kosmyk włosów, który opadł jej na policzek. 
- Same muły. Gdzie są ci osławieni przystojniacy, od których miało się roić na prawie?
- Nie przesadzaj, niektórzy są fajni - wtrąciła Ewa, posyłając nieśmiały uśmiech w stronę mizernego blondyna, który wpatrywał się zachłannie w Olę. 
- Nie znasz się - odpowiedziała Ola tonem znawcy. - O kurczę, no i w co ja się wpakowałam? Specjalnie wybrałam ten kierunek. Tyle słyszałam o tych przystojnych prawnikach. I co? Nic. Nie ma na kogo nawet popatrzeć. 
- Ty, a Bob? - Ewa przypomniała sobie nagle wczorajszą rozmowę z przyjaciółką. 
- Bob... wiesz, jak się zbudziła,m rano, stwierdziłam, że nie kocham go już tak bardzo jak wczoraj. W zasadzie... to ja go chyba w ogóle nie kocham. Poza tym jest rudy, a ja... O rany! Ewa, spójrz!
Wzrok Oli skierowany był w stronę katedry, na którą z mozołem próbował się wspiąć stary i pomarszczony dostojnik w todze. Ewa domyśliła się, że to nie on wzbudził w przyjaciółce tak żywy okrzyk, ale towarzyszący mu asystent, który wiernie służył swoim ramieniem. Był to dobrze zbudowany, jasny blondyn o uśmiechu tak promiennym, że aż raził w oczy. 
Stojąc na korytarzu i czekając na Olę, Ewa zdobyła trochę informacji na jego temat i teraz mogła się nimi podzielić z przyjaciółką. 
- To nasz opiekun roku. Zdaje się, że zajęcia z nim będziemy miały dopiero na IV roku. 
- Dopiero?! - Ola była niepocieszona. 
- Nazywa się tak śmiesznie... czekaj, zapomniałam.
- Przypomnij sobie koniecznie!
- Kiedy to takie dziwne nazwisko... trochę śmieszne... 
- Ewa!
- No, czekaj. Tak coś od "hałasu". 
- Hałasiewicz? 
- Nie, nie... 
- Hałasa? 
- Nie... 
- Ha... 
- Już wiem! Szmeraczek! Maurycy Szmeraczek!
- Rzeczywiście coś od hałasu. - Ola pokręciła głową, patrząc na przyjaciółkę z naganą. 
- No i czego się czepiasz? - Ewa odwróciła głowę i ... 
Tak, on wyraźnie patrzył na nią. Nie na Olę, tylko na nią. I jak on wyglądał! Wysoki, postawny, ciemnoskóry. Nienagannie skrojony garnitur był jakby stworzony dla tego Adonisa. Kim był? Czy to jeden z kolegów z roku, czy też ktoś zupełnie inny? Sama nie wiedziała, kiedy uśmiechnęła się do niego. I, o nieba, on też się uśmiechnął! Uśmiechnął się do niej, do Ewy! Czyż życie studentki nie jest piękne?
Monika A. Oleksa 1991r. 


Zamyślony Łatek pozdrawia z kojących i wymalowanych jesienią Dąbek:)
   
 

 

4 komentarze:

  1. Monika jesteś na czasie ,no i zaczynamy studiować prawo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile to już lat minęło.A szkoda ale to się już nie " wrati "
    Czas płynie.Szkoda tylko że tak szybko zmieniają się pory roku. A każda jest inna i przynosi wspomnienia.które niejednokrotnie chcemy utrwalić,lub wymazać na zawsze.Łatek ma chyba miłe wspomnienia z minionego sezonu ,zmienił tylko miejsce pobytu i wyleguje się na balkonie.Zaprzyjaznił się z Afim i teraz razem chodzą na łowy.Tuptuś spi już snem zimowym a pod balkonem sciele sobie gniazdko sliczny jeżyk.

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne :) tylko nie wiem z czego wygrzebane... Jeśli z Twoich książek to się kajam, ale jak wiesz nie czytałam jeszcze żadnej...
    Ileż to już lat 1.10 nie stanowi o moim nowym planie zajęć....

    OdpowiedzUsuń
  4. Powrót w" bezkomórkowe" czasy, zawsze przywołuje melancholię-prawda?Jakoś inaczej wtedy się żyło...Jak zwykle Moniko zostawiasz niedosyt :-))

    OdpowiedzUsuń