Listy miłosne i nie tylko :)

Fot. Marcin Oleksa


No, lubię sobie tak od czasu do czasu porządzić! Poczuć się w końcu jak u siebie w domu, poodpoczywać na fotelu, z którego nikt mnie nie zgania; powylegiwać się na sofie bez obawy, że zostawię na niej swoją sierść i poprzeglądać szafki w poszukiwaniu poukrywanych tam skarbów. No, lubię to! Jestem stworzona do takiego życia! Cały dom dla mnie! Nie ma żadnych komend, ani zakazów; wszystko stoi przede mną otworem, nikt nie krzyczy: "Mattie! Fe!", totalny luz i samowolka:) I tylko... smutno i pusto, pomimo gadającego radia. Nikt mnie nie pogłaszcze, ani nie przytuli; nikt nie potarmosi i nikt ze mną nie porozmawia. A pies jest przecież zwierzęciem stadnym i bez tego stada żyć jakoś ciężko... nawet jeśli to tylko chwila. 
Zazwyczaj ta chwila dłuży się niemiłosiernie! Wypełniam sobie ten czas tak jak lubię najbardziej. Czasami pogrzebię w śmietniku, z czego nikt oprócz mnie nie jest zadowolony. Za ten śmietnik dostaje mi się najbardziej i najgłośniej, ale... jejku! jakie oni tam skarby trzymają! Co to za pomysł, aby wrzucać tam rybie ości, albo kruche kosteczki kurczaka?! Kawałek niedojedzonego kotleta. No, nie rozumiem! Że jest za bardzo przyprawiony? Ale mnie przyprawy nie przeszkadzają. Absolutnie nie, a mięso to mięso. Nic nie poradzę na to, że nie jestem wegetarianką. Potrzebę żywienia mięsem mam z natury:) 

Gdybym tylko rozpracowała, jak się otwiera lodówkę...

Zaraz po wybebeszeniu śmietnika i po polowaniu na poukrywane słodycze, jest okno. Uwielbiam okna! Mogę gapić się w nie godzinami i obserwować świat, który jest tak blisko, a jednak poza moim zasięgiem :( Tyle się tam dzieje, że aż trudno się oderwać. Świat wciąż mnie zaskakuje i lubię go poznawać dotykiem nosa. 
Ten mój nos... wie wszystko. Dokładnie wyczuwa, którędy przechodził pies i czy zostawił dla mnie jakąś wiadomość; bezbłędnie rozpoznaje, co pan przyniósł w siatkach ze sklepu i odkryje najmniejszą skórkę z szynki, którą Miłosz zgubił w drodze do kuchni. Mój nos odnajdzie niedojedzone kanapki w plecakach Michała i Miłosza; i cukierki, które pani nosi w swojej ogromnej teczce. Ciekawe po co? Lubię tę zabawę w szukanie skarbów. Moje "stado" chowa w przeróżnych miejscach pyszności, a moim zadaniem jest je wywąchać i wygrzebać :) Zawsze robię to bezbłędnie! Co jak co, ale węch mam bardzo dobry. 
Najbardziej jednak ze wszystkiego lubię wąchać zebrane w kupkę liście, które zalegają na osiedlowych trawnikach i odczytywać wiadomości zostawione przez moich czworonożnych braci. Normalnie - jedna kupka, to jak cała książka! Psia poczta, z której można dowiedzieć się wszystkiego. Kto się ostatnio zakochał i w kim; kto miał gorszy dzień; kto dostał nową karmę i kto jest takim szczęściarzem, że je z pańskiego stołu. Bez względu na pogodę, poczta musi być przeczytana i należy na nią odpowiedzieć, wybierając właściwe miejsce, co wcale nie jest takie proste jak się ludziom wydaje. Irytuje mnie totalny brak zrozumienia ze strony mojej pani, która przytupuje niecierpliwie i mówi do mnie: "No, zrób coś wreszcie! Nie mamy czasu tak spacerować i wąchać każde drzewko i krzaczek!" Przepraszam bardzo, jak to nie mamy? Ja tam mam czas, nawet bardzo dużo czasu i za każdym razem próbuję obrażonym spojrzeniem dać pani do zrozumienia, że na niczym się nie zna, a miejsce na potrzeby musi być specjalnie do tego przygotowane i nie da się tak po prostu tutaj i na zawołanie! Ludzie. Niby tacy inteligentni, do szkół chodzą, a prostych rzeczy nie są w stanie zrozumieć. A wystarczy tylko przestać się tak spieszyć i poobserwować... 
Ja lubię obserwować. Obserwuję i zapamiętuję. Pamiętam o tym, że łóżko służy do tego, aby się w nim wyciągnąć; najlepiej tak jak parówka, i przytulić do pani. Na stole są najlepsze rzeczy; trzeba się tam jedynie dostać (najlepiej stając na dwóch łapach!) - o tym też pamiętam. Natrętność się opłaca, bo wcześniej czy później dadzą ci coś z ręki w roztargnieniu, albo w końcu zaczną cię głaskać dla świętego spokoju. Nie należy tylko odpuszczać:) "Słodkie oczka" zawsze działają! Mięknie każde serce, nawet pana! 
Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli choć raz podrapiesz psa, będziesz miał stałe zajęcie do końca życia. Coś w tym jest :)
W imieniu Mattie - Monika A. Oleksa 

Nie potrzebuję wiele - tylko mnie kochaj...
  

Fajnie mieć rodzinę :)
  

Komentarze

  1. No a jak przychodzi Basia i "udaje", że nie dostrzega, bo gada z Moniką, to się pazurzastą łapą natrętnie i trochę boleśnie klepie ją dotąd po ręce, aż Basia się podda i zacznie tarmosić za uszy i mówić miłe rzeczy, czyli w końcu dostrzeże, że pies też tu jest! :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. I jak tu nie kochać takich czworonogów? Jak jadę do rodziców, to zawsze ich piesek tak się cieszy na mój widok. Czeka na głaskanie, przytulanie i potem nie chce puścić. Czasami łapkami owija się wokół nóg i trzyma mocno:) Można albo zostać, albo się przewrócić...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak