Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.6

Fot. Marcin Oleksa


Jadzia miała łzy w oczach. Mały Franuś, którym się opiekowała; dotąd złoty chłopczyk, bardzo grzeczny i spokojny; dziś przechodził samego siebie stając się rozdartym i zapłakanym trzylatkiem, z ustami i piąstkami zaciśniętymi jak mały buntownik. Odmawiał jedzenia, odmawiał zabawy, nic nie przyciągało jego uwagi na dłużej niż pięć minut; był marudny i Jadzia nie miała bladego pojęcia jak go uspokoić. Jedyne na co miała ochotę to usiąść i się rozpłakać. Nie zrobiła tego jednak; doszła do wniosku, że mądrzejszą rzeczą będzie zadzwonić do Helenki, która odchowała trójkę dzieci i kilkoro wnuków, i miała w tym znacznie więcej doświadczenia od Jadzi. Prawdę mówiąc, Jadzia nie miała tego doświadczenia wcale. 
- Słuchaj, może go coś rozbiera? - Helenka nigdy nie traciła zdrowego rozsądku. - Teraz bardzo dużo ludzi choruje, sprawdź czy nie ma ciepłej głowy.
Jadzia przyłożyła dłoń do Frankowego czoła, co bardzo nie spodobało się małemu, który ze złością odtrącił jej rękę. 
- No, gorące to ono nie jest. Może trochę ciepłe, ale jakbyś tyle płakała, też byś miała ciepłą głowę. 
- A może go brzuszek boli? Mówiłaś, że nie chce nic jeść. 
- No, nie chce. Franeczku, boli cię brzuszek? Zrobić ci herbatki?
Odpowiedzią był kolejny wrzask chłopca, który bardzo wyraźnie usłyszała nawet Helenka. 
- Nie jest dobrze, Jadziu. Coś mu najwyraźniej dolega i nie można tego zlekceważyć. Zadzwoń do rodziców. - Helenka była najwyraźniej zaniepokojona. 
- Nie mogę - jęknęła Jadzia. - Zachowam się nieprofesjonalnie i wyjdzie na to, że sobie nie radzę. 
- Jak sobie chcesz, Jadwigo - obruszyła się Helenka zła na siebie samą za to, że nie potrafi pomóc przyjaciółce. - Ale sprawdzaj, czy nie ma gorączki i nie ignoruj żadnych niepokojących objawów, bo tu już nie chodzi o twój honor, ale o zdrowie tego dzieciaka. 
Jadzia rozłączyła się z bezradnym westchnieniem i paniką w oczach. Telefon do Heleny zupełnie jej nie uspokoił; co więcej, jeszcze bardziej zdenerwował i wzmógł obawy oraz uświadomił bezsilność Jadwigi. Patrząc na Franka pomyślała, że chłopiec wygląda jak jeden wielki objaw, nie potrafiła tylko zdiagnozować dolegliwości. 
Kiedy usłyszała chrobot klucza w zamku sama nie wiedziała, czy bardziej się przestraszyła, czy odczuła ulgę. Widok nieznajomego, starszego mężczyzny nieco Jadzię speszył, jednak gdy Franek podbiegł do niego z wyciągniętymi rączkami, dość zdrowo jak na chorego wołając: "Dziadzio!"; Jadwiga odetchnęła i zdążyła nawet poprawić zmierzwione włosy, zanim mężczyzna wszedł do pokoju i stanął przed nią. 
- Dzień dobry - przywitał się grzecznie, uśmiechając przyjaźnie.
Jadzia pomyślała, że ma bardzo miły głos. Niepewnie skinęła głową i cichutko odpowiedziała: 
- Dzień dobry. 
- Najmocniej przepraszam, że panią nachodzę, ale pomyślałem sobie, że może mieć pani dzisiaj z Frankiem kłopot, więc postanowiłem wpaść i sprawdzić. Pani pozwoli, że się przedstawię, Franciszek Skalski, dziadek tego oto kawalera - wskazał na chłopca, na którego buzi właśnie obsychała ostatnia łza. 
- Z nieba mi pan spadł- drżącym głosem powiedziała Jadzia. - Jadwiga Wilczopolska - podała rękę, nad którą pan Skalski skłonił się i którą pocałował, wprawiając tym Jadzię w lekkie zażenowanie. 
- Z nieba to może nie, raczej z Czechowa - odpowiedział Franciszek, wymieniając jedno z lubelskich osiedli, leżące na drugim końcu miasta. 
- Franuś dzisiaj od rana niespokojny, coraz to popłakuje i nic jeść nie chce. Martwię się, bo to zupełnie nie ten chłopczyk, którego zdążyłam już poznać - poskarżyła się Jadwiga, szukając w oczach Frankowego dziadka pomocy. 
Te oczy, niebieskie z wesołymi iskierkami, patrzyły na Jadwigę z nieukrywanym zainteresowaniem, a ona sama zaczynała żałować, że nie włożyła dziś tej samej sukienki, którą miała na sobie na ostatnim czwartkowym obiedzie. 
- Zaraz pani coś pokażę - dziadek Franka spojrzał na wnuczka z uśmiechem i sięgnął ręką do wewnętrznej kieszeni marynarki. - Franuś, wyczarujemy coś? 
Jadzia patrzyła zadziwiona jak buzia chłopca rozświetla się w szerokim uśmiechu, a rączki wyciągają w stronę dziadka.
- Wycaruj cekoladę! - zatańczył Franuś, wspinając się na paluszki i próbując zajrzeć pod dziadkową marynarkę. 
Franciszek Skalski przez chwilę siłował się z czymś, a potem wyciągnął z kieszeni banana, który dopiero nabierał swojej żółtej barwy. 
Mały Franuś wyglądał na bardzo zawiedzionego. 
- Nie chce banana. Chce cekoladę!
- Kolego, dobrze wiesz, że moja zaczarowana kieszeń wyczarowuje różne rzeczy. Tym razem wyczarowała banana, a następnym razem może wyczaruje czekoladę. Ale znasz zasadę, czary nie działają, jeśli nie zjesz tego, co wyjąłem z kieszeni. 
Franuś pokiwał z powagą głową, wziął od dziadka banana i podał go Jadzi, sugerując, że powinna mu obrać owoc. Jadzia zrobiła to z radością, zajmując czymś ręce i oczy, które nie mogły się oderwać od Franciszka Skalskiego. Ten mężczyzna zaczynał Jadwigę coraz bardziej ciekawić. 
Kiedy Franuś zajął się bananem, siedząc przy stole w salonie i bawiąc się samochodzikiem, o który Jadwiga potknęła się dzisiaj już dwukrotnie, a którego Franuś nie pozwolił odłożyć do dużej skrzyni z zabawkami; Franciszek Skalski podszedł do niej i uśmiechnął się serdecznie. 
- Jak już mówiłem, pomyślałem sobie, że może mieć dziś pani z nim kłopot. Przyzwyczaił się do rodziców przez ten świąteczny czas i nawet ja miałem z nim wczoraj krzyż pański. Marudził i domagał się wyłącznie słodyczy; tak go te moje dzieci rozpuściły, a ściślej mówiąc - moja córka i zięć. Widzi pani, bardzo długo na niego czekali, a teraz nieba mu uchylają i rozpuszczają do granic możliwości. A ja tłumaczę, że tak nie można, bo to dzieciakowi na dobre nie wyjdzie. 
Jadzia spojrzała na obcego mężczyznę z wdzięcznością i odetchnęła czując, jak całe napięcie dzisiejszego dnia powoli z niej uchodzi. 
- A nie mógłby pan wyczarować z tej kieszeni tego? - spytała konspiracyjnym szeptem, wskazując na serek Danio. - Bo zakładam, że zupy pomidorowej nie da pan rady. 
Franciszek uśmiechnął się i puścił oko do Jadwigi.
- Na zupę pomidorową też znajdziemy sposób - wyszeptał tajemniczo, stając tak blisko, że Jadwiga poczuła zapach jego wody po goleniu. Ładnie pachniał, a ten zapach nasuwał tak miłe skojarzenia, że Jadzia zarumieniła się jak młoda dziewczyna, a Franciszek pomyślał sobie, że bardzo mu się podoba ta babeczka, która ujęła nawet jego córkę, którą trudno było zadowolić, i postanowił, że od czasu do czasu "powpada" do Franka między dyżurami, które dzielił razem z Jadwigą, tylko po to, aby po prostu na nią popatrzeć.  cdn... 
Monika A. Oleksa 

 
  
Fot. Marcin Oleksa
     

Komentarze

  1. Kolejny odcinek "Czwartkowych obiadów" i kawa to idealny początek dnia. Pozdrawiam serdecznie astepien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chcę za 15 lat takie obiady! Weź to pod uwagę, proszę:) Może do tego czasu nauczę się gotować tak jak Jadzia:) A póki co chcę wspólnej kawy z Tobą i Iryskiem!
      Przytulam mocno!
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak