niedziela, 19 stycznia 2014

W świetle prawa - obcy

Fot. Marcin Oleksa


Całkiem niedawno zeznawałam jako świadek w sprawie mojej siostrzenicy Madzi, której powrót do zdrowia i sprawności po wypadku, małymi kroczkami, ale do przodu, jest dla mnie oczywistym cudem i świadectwem Bożej miłości do człowieka. Pani sędzina zadała mi pytanie o stosunek do strony. Odpowiedziałam tak, jak dyktowało mi serce: Rodzina. Pani sędzina, dopytawszy o pokrewieństwo, sprostowała: "Według kodeksu i w świetle prawa - obcy." Moje serce jęknęło, a młoda protokólantka zapisała: Obcy. 
Jak skategoryzować i określić bliskość człowieka do człowieka? Jak mogę powiedzieć, że ten człowiek to obcy, jeśli moje serce wyrywa się do niego i otula sobą jak puchową pierzyną? Słowo "obcy" jest zimne i bezosobowe. Nie kryją się za nim żadne emocje, z wyjątkiem obojętności. A przecież Magda nie jest mi obojetna. Jest bliska, nawet nie ze względu na to, że to- dla mnie - rodzina; ale dlatego, że tę bliskość między sobą odkryłyśmy, pielęgnowałyśmy ją i dałyśmy jej szansę, aby rozkwitła. Dzięki temu łatwiej nam odnaleźć się teraz, gdy pobudzany do wysiłku mózg Magdaleny wyszukuje informacje na temat twarzy, które się przy niej pojawiają. Potrafiłyśmy się odnaleźć właśnie dzięki tej bliskości. Magda odnalazła "dane" o mnie i uśmiecha się do wszystkich wspomnień, na które krok po kroku natrafia; a ja potrafię być przy niej bez tego szpitalnego skrępowania, gdy brakuje nam słów bo tak naprawdę nie wiemy co mamy powiedzieć, i bez unikania rozmów na tematy trudne, ale ją w tej chwili nurtujące. Magda wciąż szuka swojej tożsamości i dzień po dniu odnajduje coraz więcej kawałków. Umie się już uśmiechać, potrafi zażartować, a nawet dociąć. Dopytuje i jest ciekawa świata i samej siebie. A przy tym jest w niej ogromny spokój, którego w jej życiu zabrakło po wypadku Pawła i odejściu Ani. 
Ostatnio zadała swojemu tacie pytanie, jak ma liczyć swoje urodziny - czy od dnia, w którym się faktycznie urodziła, czy od momentu, gdy po wypadku narodziła się na nowo? I poprosiła mnie, abym podziękowała wszystkim osobom, które pamiętały o niej w modlitwie i ciepłych myślach. Dziękuję, w imieniu Magdy. I swoim:) 
Bliskość. Zadziwia mnie to, jak blisko potrafimy dopuścić do siebie człowieka, o którego istnieniu jeszcze jakiś czas temu nie mieliśmy pojęcia. Był obcy i nagle staje się bliski. Moje serce troszczy się o niego, moje myśli biegną do niego, pamiętam o nim i co więcej, ubogacam się dzięki tej bliskości, bo ten drugi człowiek wchodzi w moje życie ze swoją bliskością i tym wszystkim, co jest w nim. Dopełnia mnie. Obdarowuje. Zmienia moje postrzeganie świata, który staje się piękny i przyjazny, dlatego, że moje wnętrze pięknieje, a ja zaczynam dostrzegać ludzi, którzy wcale nie są obcy. 
Człowiek potrzebuje bliskości drugiego człowieka. Potrzebuje akceptacji i zrozumienia, bo często sam siebie nie jest w stanie zrozumieć. Często gubimy się na pogmatwanych ścieżkach naszej psychiki, która prowadzi nas bardzo krętymi drogami i sami o sobie niewiele wiemy. Patrząc w lustro widzimy kogoś niewartego uwagi, z licznymi niedociągnięciami. A przecież lustro nie powie nam prawdy, bo jest obce. Bezosobowe. Nawet gdy widzimy w nim siebie. Prawdę o nas możemy zobaczyć w oczach, które patrzą na nas z czułością i miłością, której się nie wstydzę. Nie znajdziemy jej w oczach kochanka, bo tam często nie ma szczerości. Znajdziemy ją w oczach Przyjaciela, który akceptuje nas pomimo i który zatrzymał się przy nas nie dlatego, że możemy mu coś ofiarować, ale dlatego, że chce obdarować nas. Sobą. 
"Tylko na drodze przyjaźni można dobrze poznać człowieka." św. Augustyn.  Ale aby tego doświadczyć, trzeba się na to otworzyć. I wyjść mały krok naprzód, z wyciągniętą ręką, w której jest obietnica bliskości.
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Oleksa
 
 
Moje istnienie 
trwałe-nietrwałe
przypadkowe?
zaplanowane?
powołane
zaskakujące
fabułą, wątkiem
reżyserią
i efektami nie-specjalnymi
scenariusz zdarzeń
pisanych co dnia
zwyczajnych
ludzkich
powtarzalnych;
fascynujące
bogactwem twarzy
zdarzeń
i wątków
splecionych w jedno
zwyczajne życie.
Podarowane
uszanowane
przemijające.
I zatrzymane
w tej jednej chwili
kiedy człowieka 
moje spojrzenie obejmuje
"Dziękuję" szepcząc
za spotkanie
i twoje przy mnie
zachwycenie. 
Moje istnienie... 
Monika A. Oleksa - wszystkim, którzy ofiarowali mi swoją bliskość:) 

Fot. Marcin Oleksa

 

9 komentarzy:

  1. Ludzie potrzebują swojej bliskości i więzi jaka będzie ich łączyć. Oby nigdy w naszym życiu nie zdarzyła się taka sytuacja, że ktoś naprawdę nam bliski - stanie się zupełnie obcy...
    Pozdrawiam
    M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Synku, jestem pod wrażeniem! Niedaleko pada jabłko od jabłoni...
      Cmok!
      Mama

      Usuń
    2. Serce rośnie, cudni jesteście :-)))

      Usuń
    3. Jakże miło mi słyszeć takie słowa :)

      Usuń
  2. Często się zdarza, że osoby obce są nam bliższe niż rodzina, szczególnie ta dalsza, z którą kontakt mamy zwykle tylko na ślubach i pogrzebach. Jednak osobom o otwartym sercu, takim jak Ty Moniko, nigdy nie zabraknie osób bliskich, a do tego z pewnością cały czas będzie ich przybywać, a Twoje serce jakoś poradzi sobie z ogarnięciem tego wszystkiego:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kornelio kochana, dziękuję! Wierzę w to, że sobie to serce poradzi, pomimo tego, że jest tylko jedno. A wiesz, że dla mnie najbardziej niesamowitym i błogosławionym cudem był czas, kiedy miałam dwa serca? Zupełnie tak, jak Ty:) Ściskam Was bardzo mocno!
      M.

      Usuń
  3. Zaskakujący by to był wynik, gdybym teraz zrobiła przegląd "rodziny" i "obcych" -tak formalnie jak tam w sądzie.I właściwie pozostaje mi się tylko podpisać pod słowami Kornelii.
    Parę sytuacji w życiu już pokazało mi , kto tak naprawdę jest moją Rodziną. Bez więzów krwi, za to z więzami pokrewieństwa dusz. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokrewieństwo dusz... to naprawdę niesamowite, prawda Gabrysiu?
      Ściskam mocno!
      M.

      Usuń
  4. Przyjemny wierszyk, miło się czyta. Podoba mi się określenie "efekty nie-specjalne". Ponoć najlepiej wychodzi to, co robimy spontanicznie. Chyba na tym polega piękno naszego istnienia- na nieprzewidywalności i niemożności zaplanowania wszystkiego tak, jak byśmy chcieli. Ale życie jako wielka improwizacja ma swój niepowtarzalny urok. Pozdrawiam. http://zapiski-zojla.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń