Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc. 5

Fot. Marcin Oleksa


Mieszkanie Jadzi pachniało cynamonem, goździkami i pomarańczami. Nadal jeszcze świątecznie przystrojony pokój migotał zmieniającymi się kolorami choinkowych lampek i płomieniem świecy w bożonarodzeniowym stroiku. Stół nakryty bordowym obrusem i udekorowany świerkowymi gałązkami z połyskującymi na nich bombkami, zapraszał do celebrowania jeszcze odświętnych chwil, które miały w sobie radość spotkań i zatrzymaną w nich magię świąt. Dzisiejszy czwartkowy obiad u Jadzi był przedłużeniem świętowania radości zapisanego w sercu Bożego Narodzenia i pierwszych dni Nowego Roku, które cztery bliskie sobie kobiety chciały spędzić razem dzieląc się tym, z czym tu przyszły. Dzisiaj nie licytowały. To był szczególny czas, w którym na pierwszy plan wysuwały się postanowienia i pragnienia, które cztery kobiety chciały zrealizować w tym roku, w jaki wchodziły z nadzieją. 
- Schab ze śliwką! - wykrzyknęła Bogusia, widząc na stole swoje ulubione danie, w wykonaniu Jadzi smakujące po prostu niebiańsko. 
- Schab ze śliwką i ziemniaczki w mundurkach, aby jeszcze trochę poświętować. Częstujcie się dziewczynki, bo we wszystko włożyłam serce, oczekując was z radością.
- Dobrze, że jest jeszcze ktoś, kto z radością na nas czeka - powiedziała Eulalia, napotykając roześmiane spojrzenie Heleny. 
- A co, twój zięć nie przemówił w Wigilię ludzkim głosem? - uszczypliwie spytała Bogusia. 
- Do powiedzenia to on miał wiele, ale nie wszystko było w klimacie świąt i pojednania. 
- Co się dziwisz, podebrałaś mu najcenniejszą jedynaczkę. Też bym się na ciebie wściekła. - Jadzia, która regularnie czytała zapiski na blogu Eulalii, była doskonale wprowadzona w temat. 
- Przepraszam, ja nikogo im nie podbierałam. Marta jest dorosła i taka była jej decyzja. Jej, nie moja - broniła się Eulalia. 
- Jej ojciec widzi to inaczej - wtrąciła Helena. 
- Jej ojciec, Helu, wszystko widział inaczej, a teraz nie potrafi zrozumieć najprostszej rzeczy - że jego córka nie jest już małą dziewczynką, tylko kobietą, która ma swoje zdanie i prawo do własnego życia. 
- Lala, życia nie zmienisz, a schab wystygnie. - Bogusia zaczęła się niecierpliwić. - Nie rozmawiajmy o zięciach, tylko o planach. Jadzia, ty jako gospodyni, mówisz pierwsza - apodyktyczny charakter Bogusi nie przyjmował sprzeciwu, więc Jadzia zaczęła, jednocześnie podając przyjaciółkom półmiski z delikatesami, które przygotowała. 
- Moje marzenie, które chcę w tym roku zrealizować, to podróż do Florencji. Dużo czytałam o tym mieście i chciałabym je na własne oczy zobaczyć. Chcę się rozejrzeć za jakąś wycieczką i tak koło kwietnia polecieć i zobaczyć Florencję, którą tak pięknie opisał Richard Paul Evans w "Kolorach tamtego lata" - oczy Jadzi błyszczały, gdy opowiadała przyjaciółkom o swoim pragnieniu. - A moje postanowienie na ten rok... - Jadzia zawiesiła głos, aby spotęgować napięcie. Trzy pary oczu różnego koloru wpatrywały się w nią z oczekiwaniem. - Chcę być szczęśliwa i chcę się nauczyć włoskiego - dokończyła Jadzia, uśmiechając się promiennie. - A przynajmniej chcę zacząć się uczyć tego śpiewnego języka - sprecyzowała. 
- Piękne to twoje marzenie - westchnęła Helena, wsuwając do ust oliwkę, którą znalazła w sałatce. - Mnie też marzą się Włochy - ciągnęła, przydzielając sobie prawo głosu. - Ale my z Henrykiem chcemy do Rzymu i Watykanu. Chcemy zobaczyć Ojca Świętego i pomodlić się przy grobie naszego Jana Pawła II, prosząc o łaski dla nas i naszych dzieci. Takie mamy z Heniem marzenie. A moje postanowienie to samba! Wciągnęło mnie i mam postanowienie, aby nie dać się zniechęcić!
- A co, Henio jest zazdrosny o te pośladki instruktora? - Bogusia puściła oko do Heleny. 
- Nie wiem co mu w tej sambie nie pasuje, ale skutecznie próbuje mi wytłumaczyć, że takie pląsy nie przystoją pani w moim wieku. 
- A jakiż to wiek! - żachnęła się Bogusia. - Jeśli on ma ochotę przebywac wyłącznie na emeryturze, pozwól mu na to; ale niech nie próbuje ci wmówić, że jedyne do czego masz prawo to swetry na drutach i ciasta wypiekane dla wnuków! - Bogusia zaciekle broniła niezależności przyjaciółki. 
- Zapomniałaś jeszcze, Boguniu, dodać kolejki do lekarzy i do apteki - dodała Eulalia, delektując się swoim kawałkiem schabu. - Do tego my - emeryci, też mamy prawo. 
- Weź mnie, Lala, nie denerwuj na początek roku! - zirytowała się Bogusia. 
- Ależ ja cię nie denerwuję, kochana, tylko mówię jak jest. 
- Jak już tak pleciesz bez sensu, to powiedz lepiej coś mądrego o swoich zamierzeniach. - Bogusia spojrzała na Eulalię gniewnie. 
- Chciałabym w końcu nauczyć się systematyczności - powiedziała Eulalia i zabrzmiało to dość poważnie. - Wciąż wszystko odkładam na później i walczę z bałaganem i zalegającymi sprawami. Chciałabym w końcu robić wszystko systematycznie. Myślę, że wtedy moje życie byłoby choć trochę łatwiejsze i bardziej poukładane. 
- Eee tam! - Machnęła ręką Bogusia. - Nie ma chyba bardziej niepoukładanego życia od mojego. Twój brak systematyczności to przy mnie pikuś - jak mawia ten pan z reklamy. 
- Bogusia, nie dopowiadaj, bo Lala jeszcze nie skończyła. - Helena skarciła przyjaciółkę upomnieniem i spojrzeniem. - A twoje marzenie, Lalu? 
Eulalia zapatrzyła się na płomień świecy migocący na świątecznie ubranym stole. Miała marzenie, ale ukrywała je w głębi serca; tam, gdzie zazwyczaj wrzucamy ciche pragnienia, w które boimy się uwierzyć. Wiedziała, że przyjaciółkom może powiedzieć wszystko bo one zrozumieją, w przeciwieństwie do własnej córki, która taki pomysł, jaki chodził Eulalii po głowie, na pewno by wyśmiała. 
- Moim marzeniem... - zaczęła cicho Eulalia, nie odrywając spojrzenia od migoczącego płomyka - ... moim marzeniem jest choć raz jeszcze wystąpić na scenie - dokończyła jednym tchem i zamilkła. Jej przyjaciółki też milczały. Lala była bardzo zdolną artystką i tańczyła tak, że aż dech zapierało. Ale scena to nie film, gdzie od czasu do czasu znajdzie się rola dla dojrzałości. Na scenie na tę dojrzałość nie było miejsca. Tam rządziła młodość ze wszystkimi swoimi przywilejami. 
- W marzenia trzeba wierzyć, Lala - powiedziała Jadzia, przerywając ciężkie milczenie. 
- Nawet jak są nierealne? - spytała ze smutkiem Eulalia. 
- A co ty opowiadasz! - ofuknęła ją Bogusia, która szybko odzyskała swój animusz. - Od ciebie tylko zależy, czy będziesz chciała je urealnić, czy nie. Nie żądasz przecież lotu w kosmos, tylko jednego przedstawienia. 
- Myślę, że ten lot w kosmos byłby bardziej realny niż to przedstawienie - odpowiedziała Eulalia. 
- A ja myślę, Lalu, że Bogusia i Jadzia mają rację - poparła przyjaciółki Helena. - W marzenia trzeba wierzyć; a wierzyć to nie znaczy usiąść i czekać, aż samo się stanie; ani gonić za nimi bezsensownie; ale kroczek po kroczku próbować znaleźć drzwi lub okno, przez które możesz się do nich dostać. Ty do nich, Lalu, a nie one do ciebie. 
Eulalia spojrzała na przyjaciółki z wdzięcznością. Zawsze takie były - wspierające i budujące. Jedna drugiej malowała kolorami świat i mówiła, że to tęcza. Potrafiły postawić do pionu i przywołać do porządku; ale umiały też milczeć wtedy, gdy słowa były zbędne, i uskrzydlić, gdy brakowało sił. Ich przyjaźń zaczęła się tak dawno i trwała, pomimo przemijających ustrojów. I wciąż miała się dobrze. 
- Dziękuję wam, kochane. Dzięki wam zaczynam wierzyć, że nawet jeśli zapragnę zatańczyć z prezydentem, zrobicie wszystko, żeby mi to ułatwić. 
- Na twoim miejscu mierzyłabym wyżej niż prezydent - uśmiechnęła się Bogusia. - Co byś powiedziała, na przykład, na walca w objęciach Seana Connery?
- Byłabym zachwycona - uśmiechnęła się Eulalia. - Zawsze szalenie mi się podobał. 
- Bogusia, twoja kolej. - Jadzia chciała zakończyć marzeniową rundę przed podaniem deseru. - Masz jakieś postanowienia? 
- Przecież wiesz, że ich nie cierpię! - Bogusia skrzywiła się. - Są tylko niepotrzebnym wyrzutem sumienia, bo i tak wcześniej czy później przestajesz je realizować. Nie mam postanowień i zamierzam w tym roku iść na żywioł - jak będzie, tak będzie. 
- Czyli tak samo, jak zwykle - mruknęła Eulalia. 
- Nie mów tak, bo życie samo szykuje niespodzianki, a ja jestem na te niespodzianki otwarta - uśmiechnęła się Bogusia, ale po chwili spoważniała. - Mam jedno marzenie i bardzo chcę, aby się spełniło; chciałabym umieć dogadać się z własną córką, bo jak na razie, raczej nam nie po drodze... - dokończyła cicho.  cdn...
Monika A. Oleksa     


Fot. Marcin Oleksa

    
  

Komentarze

  1. Co za kwartet! :) Ogromnie je lubię Moniko a jeszcze bardziej podoba mi się to, co je łączy. Akceptacja i zrozumienie - bezcenne.
    Chcę jeszcze!!!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod tym,co Basia napisała wszystkimi rękami :-). Muszę przyznać,że po raz pierwszy "czwartek" mnie zaskoczył...przez to świętowanie całkiem straciłam poczucie rzeczywistości

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dotąd najlepsze Czwartkowe Obiady jakie miałem okazję czytać :)
    Pozdrawiam!
    M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak