Poduszka w żółte słoneczniki

Fot. Marcin Oleksa


Dobre wspomnienia mojego dzieciństwa pachniały walerianą i lawendą. Ten zapach wypełniał warszawskie mieszkanie mojej Babci, która odeszła czternaście lat temu. Byłam już wtedy dorosłą kobietą i mamą dwutygodniowego synka, który urodził się czasie odchodzenia Babci. Zupełnie jakby jedno życie miało zastąpić to drugie, wezwane po trudach ziemskiego pielgrzymowania... 
Dom Babci wypełniony był spokojem i prostą radością dnia codziennego. Zwykłe rzeczy stawały się wielkie i wyjątkowe; pierogi z jagodami smakowały jak królewska uczta, a kuchnia, której okno wychodziło na przedwojenne podwórko zwane "studnią", skupiała przy stole całą rodzinę. Pomimo mrozu za oknem w tym wysokim mieszkaniu z grubymi murami było ciepło i bezpiecznie, a z każdego kąta wyglądała miłość, która bardzo dobrze się tam czuła. 
Jeździłam tam w każde wakacje i ferie, aby ogrzać się w tym cieple i przywieźć trochę ze sobą. Moja poduszka w żółte słoneczniki, która nie miała w sobie kamieni bezsennej nocy, przynosiła zawsze dobry i spokojny sen i radosne oczekiwanie na następny dzień. 
Babcia odeszła wiele lat temu, mieszkanie przy Marszałkowskiej też dawno zmieniło właściciela, ale zapach dobrych wspomnień wciąż odnajduję w Warszawie wśród tych, którzy mieszkali wraz z Babcią. Przyjeżdżając tutaj, gubię bagaż lat i znów czuję się jak dziewczynka, która spędzała tam letnie i zimowe miesiące. I pomimo tego, że waleriany nikt już tu nie używa, nadal czuję jej zapach; zupełnie tak, jakby Babcia wciąż tu była. Widzę ją, siadającą wraz z nami przy stole, z tym uśmiechem, który na zawsze pozostał w mojej pamięci. Przed nią stoi szklanka z mocną herbatą, a ona patrzy na każdego z nas z miłością i słucha naszej radosnej paplaniny z cierpliwością i bez spoglądania na zegarek. 
Potrzebujemy takich powrotów do miejsc, gdzie było nam dobrze i do ludzi, którzy otulają nas swoją miłością. Wracamy i poszukujemy chwil i dobrych wspomnień, aby mieć siłę do nieustannej walki z codziennymi zdarzeniami, życiowymi wyzwaniami i ponurymi myślami, które trzymają się nas kurczowo, szczególnie w czasie długich, zimowych nocy. Potrzebujemy od czasu do czasu poczuć znajomy zapach dzieciństwa i przytulić głowę do takiej poduszki w żółte słoneczniki, aby przypomnieć sobie, że życie ma też radosną stronę, którą kiedyś potrafiliśmy się cieszyć tak spontanicznie i zupełnie naturalnie. Czasami taki dwu lub trzydniowy urlop do miejsca, gdzie odnajdziemy wspomnienia dzieciństwa potrafi dać nam więcej spokoju i odpoczynku niż dwutygodniowy urlop w tropikach. Zamykamy oczy i widzimy kochające twarze tych, którzy mieli do nas cierpliwość i niczego od nas nie oczekiwali. Czujemy na podniebieniu smak szarlotki, drożdżowego ciasta, placków z jabłkami czy pierogów z jagodami, których potrafiłam pochłonąć 16 na raz! Do dziś nie wiem, jak mi się to udało:) 
Chwytamy czas i zatrzymujemy go przez chwilę, mając złudzenie, że się cofnął. Tak działa magia wspomnień i magia dobrych chwil, które mają ogromną moc. Nawet moc uzdrawiania nas samych z siebie samych dzisiaj. 
Pamiętasz ile kolorów miał dzień, który dostarczał długich godzin nieustannych doznań? Zima zawsze była zimą z mrozem i śniegiem, a wiosna była po prostu wiosną, bez szalonych letnich temperatur. Świat, pomimo tego, iż ogromny, wydawał się miejscem przyjaznym i pogodnie do nas nastawionym - tak jak my do niego. Życie smakowało jak najlepszy tort urodzinowy, a każdy wstający poranek miał w sobie zapowiedź Gwiazdki. Fragment bajki, w której graliśmy główne role i do której wchodziliśmy bez zdziwienia, że w ogóle się zdarzyła. 
Odnalazłam tę bajkę kilka dni temu. Na parę dni i wieczorów przeniosłam się w czasie i rozsmakowałam w dobrych wspomnieniach dzieciństwa, które na mnie czekały. Pomimo tego, że minęło tyle lat, one wciąż tam są. Wśród ludzi, którzy potrafią obdarowywać bezinteresowną miłością i dzielić się tym niewiele, które mają, a którego robi się tak wiele... 
Życzę Ci takich chwil zatrzymania i powrotu tam, gdzie wspomnienia mają tylko dobrą moc i gdzie poczujesz zapach tych, którzy patrzyli na Ciebie z miłością, której się nie wstydzili. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Oleksa
  

Komentarze

  1. Chyba w tej samej chwili Moniko, napisałam wiersz o Aniele, który przychodzi do mnie co wieczór i przenosi mnie na chwilę w jakieś magiczne miejsce, w którym zatrzymał się czas.I miałam chyba na myśli właśnie dzieciństwo-teraz mi to uświadomiłaś. Czary? ... czy aż takie pokrewieństwo dusz?...
    Mnie bardziej od waleriany-zapach rozgrzewających maści-przenosi w czasy-gdy u babci w piwnicy wyjadałam tonami kiszoną kapustę (od której potem dostawałam wysypki). Każde zejście do piwnicy powoduje u mnie wzmożone wydzielanie śliny ...:-)
    Taka silna jest "magia wspomnień " :-)
    Przy Tobie Moniko-zima nie jest straszna-tak się cudnie teraz rozgrzałam -dziekuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, myślę, że "składamy się" w równym stopniu z teraźniejszości jak i z przeszłości. To zawsze i ciągle my - ci sami, co wtedy, tylko trochę inaczej wyglądamy, ale to nieistotne, dusza jest ta sama :)
    Spotkania z tym "kącikiem" w sobie zawsze dają siłę, jeśli "kącik" zapełnia miłość.
    A powroty w dawne miejsca otwierają drzwi do tego "kącika".

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam takie wspomnienia dotyczące rodzinnego domu, babci robiącej mi rano herbatę, a dokładniej dwie, bo pierwszą zawsze rozlewałam na ceracie kuchennego stołu. Dziadka, który i kilka razy dziennie wysyłał mnie do apteki... dziadkowie nie żyją od czasów gdy byłam w podstawówce, ale wciąż mam chwile wspomnień. A pobyt w rodzinnym domu wciąż ładuje mnie energią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem dobrze jest wrócić do miejsc z dzieciństwa, ponieważ wspomnienia przypominają człowiekowi o bliskich, dają radość i ciepło.
    Pozdrawiam!
    M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń
  5. To cenne umieć przechowywać wspomnienia w zapachach, smakach... Bardzo wzruszający wpis...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to napisałaś. Każdy ma jakieś zapachy, smaki, które przywołują wspomnienia albo przynajmniej kojarzą się z beztroskim czasem dzieciństwa. Czasami potem przez lata szukamy odpowiednika czegoś, co uwielbialiśmy mając kilka lat. Mi z tego okresu kojarzy się czekolada, produkt trudno dostępny, bardzo upragniony... Pamiętam jak wyglądało opakowanie i ten niepowtarzalny smak. I może dzisiaj niektóre czekolady są lepsze, ale dla mnie tamten smak będzie zawsze najsłodszy:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak