Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc.7

Fot. Marcin Oleksa


Marta stała na progu i skonsternowana zastanawiała się, czy nie pomyliła drzwi. Na progu mieszkania, które Bartek dzielił z kilkoma studentami, stała dziewczyna, zupełnie Marcie nieznajoma. Co więcej, zachowywała się tak swobodnie, jakby była tutaj u siebie, a do tego jej strój zupełnie wytrącił Martę z równowagi, gdyż dziewczyna miała na sobie jedynie czarną, bawełnianą koszulkę na ramiączkach i spodenki tak krótkie, że więcej odsłaniały niż zasłaniały. A miały co odsłaniać, bo długie i bardzo zgrabne nogi zatrzymały nawet wzrok Marty, która mogła tylko westchnąć z żalem, bo jej nie były ani tak długie, ani tak szczupłe.
- Cześć, jestem Natalia - dziewczyna uśmiechnęła się do Marty i wyciągnęła rękę. - Zakładam, że przyszłaś do kogoś z naszych. Do Alka, Bartka czy Dagmary? 
- Do Bartka. - Marta uścisnęła chłodną rękę Natalii i posłała jej coś w rodzaju uśmiechu. - Jestem Marta. Miło cię poznać. 
- Bartka nie ma. - Natalia stała w drzwiach, zastawiając wejście całym swoim pięknym ciałem, a Marta zastanawiała się gorączkowo, czy po prostu ją zignorować i natrzeć na Natalię, zmuszając ją do cofnięcia się, czy po prostu odwrócić na pięcie i odejść. Wybawił ją Alek, który pojawił się w przedpokoju i wyjrzał znad ramienia Natalii. Na widok Marty jego twarz rozświetliła się w szerokim uśmiechu. 
- Marta! Cześć. Wejdź proszę. Bartka chwilowo nie ma, ale niedługo powinien wrócić.
Natalia wydęła usta, wydała z siebie ciche prychnięcie i odkleiła się od framugi, a Marta pewnym krokiem weszła do środka i skierowała się od razu do pokoju Bartka. Tuż za sobą usłyszała kroki Alka. 
- Zrobić ci herbaty? - spytał, biorąc od niej kurtkę, którą próbowała z siebie zdjąć, walcząc z okręconym wokół szyi szalikiem. 
- Najlepiej zaparz mi melisy na uspokojenie - odpowiedziała, wyplątując się z szalika i wpychając go wraz z czapką do rękawa kurtki trzymanej przez Alka. - Skąd wytrzasnęliście to zjawisko? - wskazała wzrokiem na drzwi, za którymi krążyła Natalia, próbując odnaleźć swoje miejsce w nowym otoczeniu.
Alek przewrócił oczami, rozśmieszając tym Martę. 
- Weronika się wyprowadziła, ty nie chciałaś się wprowadzić, więc Dagmara gdzieś ją wynalazła. Studiuje socjologię i jest-po-prostu-urocza - odpowiedział Alek, ostatnie słowa artykułując wysokim, śpiewnym głosem. - Bartek nic ci nie powiedział? 
- No właśnie nie! - Marta założyła ręce przed siebie i stała teraz w pozycji obronnej, z zapaloną w głowie czerwoną lampką. 
- Widocznie stwierdził, że nie ma o czym mówić - zbagatelizował sprawę Alek. - Zobaczę co z tą melisą - puścił oko do Marty i zostawił ją samą w pokoju, w którym od dawna czuła się jak u siebie. 
Marta usiadła po turecku na dużym materacu Bartka i wyjęła z torby skrypt, z którego zamierzała się uczyć. Sesja zbliżała się milowymi krokami, więc Marta wykorzystywała każdą chwilę, aby sprostać postawionym przed nią wyzwaniom. Nie mogła się jednak skupić na czytaniu. Literki skakały jej przed oczami i zamiast zdań układały się w obraz pięknej Natalii, której obecność w tym domu trochę Martę zaniepokoiła. Jeszcze bardziej zaniepokoił ją fakt, że Bartek nie pisnął o niej ani słowa!
Alek zjawił się z herbatą, którą zrobił Marcie w jej ulubionym kubku pozostawionym we wspólnej studenckiej kuchni jakiś czas temu. W ręku trzymał paczkę Delicji, a na twarzy miał ten swój ciepły uśmiech, który Marta tak lubiła. 
- Melisy nie było, zrobiłem ci zieloną z opuncją figową. 
- Też lubię. - Marta uśmiechnęła się z wdzięcznością.
Alek był przyjacielem Bartka z rodzinnego Biłgoraja. Dwa lata starszy, kończył psychologię, która go fascynowała podobnie jak ludzie. Marta lubiła Alka. Spokojny i kulturalny, bardzo inteligentny, ale nie wymądrzający się, był doskonałym partnerem do rozmowy. Jego poczucie humoru i pogodne usposobienie sprawiały, że dobrze spędzało się czas w jego towarzystwie. 
- Jak idzie ci nauka? - spytał, wskazując na otwarty skrypt leżący na kolanach Marty. 
- Myślę, że tak samo, jak tobie zbieranie badań do pracy magisterskiej - odpowiedziała. 
Alek uśmiechnął się i przejechał z zakłopotaniem dłonią po krótkich włosach. 
- I tu mnie masz. Wiesz o mnie więcej niż Bartek - powiedział, patrząc w smutne oczy Marty. 
- Bo umiem słuchać - odpowiedziała i spuściła wzrok, bo spojrzenie Alka krępowało ją. - Od jak dawna ta syrena z wami mieszka? - zmieniła temat, sięgając po kubek z herbatą. Była gorąca i parzyła usta, ale Marta i tak upiła łyk. 
- Od czterech dni - głos Alka był miły i spokojny. Zupełnie jak sam Alek, którego mało co naprawdę wyprowadzało z równowagi. 
- Widzę, że bardzo szybko się zadomowiła - mruknęła z przekąsem. 
- Tak. - Alek wyglądał na rozbawionego. - Natalia nie ma problemu z nawiązywaniem znajomości. Jest bardzo bezpośrednia i... 
- Po-prostu-urocza - dokończyła Marta tonem, którego nie tak dawno użył Alek. 
- Hej, Marta, chyba nie jesteś o nią zazdrosna? 
Marta skrzywiła się. 
- Nie, zupełnie nie. Zważywszy na to, że lata po mieszkaniu w majtkach i to w obecności mojego chłopaka!
- Na mnie to jakoś nie robi wrażenia. - Alek próbował załagodzić wściekłość, która zaczynała się wylewać z Marty. 
- Oj, daj spokój! - Marta spojrzała na niego z niedowierzaniem. - Widziałeś jej nogi? I tyłek? Sylwetka jak u Barbie, długie włosy do pasa i ten słodki głos: "Cześć, jestem Natalia."
- Myślisz, że faceci tak właśnie was oceniają? - głos Alka spoważniał i stał się dużo cichszy niż poprzednio. Marta podniosła głowę i spojrzała mu prosto w piwne oczy. 
- Nie powiesz mi, że nie zwracacie na to uwagi. 
Alek pokręcił głową. 
-  Zwracamy, bo jesteśmy wzrokowcami i to zupełnie naturalne, że patrzymy. Ale to nie jest najważniejsze, Marta. 
Zamilkli, a Marta zawstydziła się nagle swojego ataku. Wylała na Alka, który nie był niczemu winny, całą swoją złość, i wcale nie poczuła się z tym lepiej. 
- Bartek musiałby być ślepy, żeby nie zwrócić na nią uwagi - dodała już ciszej, szukając u Alka zaprzeczenia. 
- Zgadzam się. - Alek przejrzał ją od razu. - Ale musiałby również być idiotą, gdyby wymienił ciebie na nią - dodał ciszej, a Marta poczuła, jak po jej ciele przebiegł dziwny dreszcz. 
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo do pokoju wsunęła się wdzięcznie głowa Natalii, która jak gdyby nigdy nic uśmiechnęła się słodko w stronę Alka i spytała: 
- Nie widziałeś może mojego czarnego, koronkowego stanika? Wydaje mi się, że zostawiłam go w łazience, ale nigdzie nie mogę znaleźć... 


Fot. Marcin Oleksa


- Nie, nie nie! Dziewczyny, te biodra nie mogą się kołysać na boki jak u kaczki! One muszą chodzić płynnie i uwodzić tym ruchem subtelnie! - Roberto Santos wyrywał sobie włosy z głowy, na której i tak niewiele już ich zostało, i za wszelką cenę próbował wytłumaczyć, że sambę trzeba poczuć, aby ja zatańczyć. Niestety, większość dziewczyn, które do niego przychodziły nie miało o niej bladego pojęcia, a czas tutaj traktowały jak spotkanie towarzyskie lub okazję do poznania kogoś ciekawego. Nie miał im tego za złe, on sam jeszcze tak niedawno miał dwadzieścia parę lat, ale sambę kochał jak najwytworniejszą kobietę i wymagał dla niej szacunku. 
- W zasadzie powinienem podziękować wszystkim za dzisiejsze zajęcia i wyprosić was z sali, z wyjątkiem jej - jego palec wskazujący zawisł w powietrzu i wycelował prosto w zdyszaną po wysiłku tanecznym Helenę. Na sali zapadła krępująca cisza, a Helena obejrzała się za siebie w poszukiwaniu tej "jej", która czuje sambę. Nikogo jednak za sobą nie znalazła, co więcej, ciemne oczy Roberto wpatrywały się w nią tak, że poczuła, jak uginają się pod nią kolana. 
- Jak ty się nazywasz? - spytał z tym swoim śmiesznym akcentem, który zdradzał, że jego dość dobra polszczyzna jest jednak językiem dla niego obcym. 
- Helena - wykrztusiła Hela, z trudem przełykając ślinę w ciszy, która zaczynała być nie do zniesienia.
- Zatańczysz ze mną, Helena? - Roberto podszedł do niej i ukłonił się grzecznie.
- Ale ja... - zająknęła się Helena, lecz Roberto nie dał jej dokończyć. Puścił do niej oko, wyprostował się i poprosił o muzykę, a kiedy zaczęli tańczyć, Helena odpłynęła. Była tylko ona, rytm i gorąca samba, która nikomu nie liczyła lat i nie zaglądała w metrykę. Dla samby nie było granicy między szaloną młodością, a dojrzałością; miała jednakowy apetyt na życie bez względu na liczbę dni, jakie upłynęły w życiu człowieka. Była energetyzująca i obiecywała prostą radość życia, po którą Helena sięgnęła. I nie żałowała ani minuty oddanej sambie i pasji, jaką w sobie odkryła. 
A, niech sobie Henryk mówi co chce; niech dzieci się uśmiechają i podkpiwają; ona i tak będzie robiła swoje. Będzie tańczyła sambę, bo po prostu ma na to ochotę. I już.  cdn...
Monika A. Oleksa        

Fot. Marcin Oleksa

 

Komentarze

  1. Witaj,
    bardzo miło u Ciebie, z chęcią będę zaglądała. Ja też kiedyś byłam piszącą nauczycielką. Teraz jestem piszącą redaktorką ;-) Zapraszam w moje skromne progi - może coś Ci się spodoba. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe odwiedziny:) Najlepiej zajrzeć tutaj z kubkiem gorącej herbaty lub filiżanką kawy i odpocząć przez chwilę. Dziękuję za zaproszenie, zajrzę ze swoją herbatką.
      Pozdrawiam, życząc dobrego tygodnia:)
      M.

      Usuń
  2. Miłe te "czwartki" i coraz bardziej wciagające -mimo ,że przeczytane w piątek ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyrabiam się we wcześniejszych godzinach:) Ale Czwartków pilnuję!
      Ściskam Cię mocno, Gabrysiu:)
      M.

      Usuń
  3. Nie wiem co napisać. "Czwartki" z tygodnia na tydzień stają się coraz lepsze i ciekawsze.
    Pozdrawiam!
    M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Mam wymagających Czytelników, więc się staram:)
      Mama

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak