Wtorkowe Spotkania Kulturalne: Janusz Radek koncertowo



Czas karnawału możemy przejść tanecznym krokiem w rytmie energetyzujących i porywających przebojów; możemy również zasłuchać się w brzmienia, które przenoszą nas daleko od miejsca, w którym akurat się znajdujemy, jeśli tylko damy się poprowadzić muzyce i artyście, który ją dla nas wykonuje. Muzyka jest nieodłączną częścią mojej codzienności i odświętności. Cenię ją i podziwiam ludzi, którzy ją tworzą i wykonują. Rozdzielając talenty między ludzi, Pan Bóg obdarował mnie słowem i wrażliwością na piękno. Dźwięki słyszę, ale nie potrafię ich odtworzyć:) Kołysanki moim chłopcom śpiewałam tylko wtedy, gdy nikt oprócz nich mnie nie słyszał. 
Muzykę słucham, chłonę i podziwiam; pod warunkiem, że jest dobra i nie jest papką, od której trzymam się z daleka. Szczególnie cenię sobie żywy kontakt z nią; twarzą w twarz z artystą i instrumentem. Na koncercie odpływam. Nie ma mnie i świata dookoła - jest tylko dźwięk, słowa i muzyka, która potrafi mnie zaczarować. 12 stycznia zrobił to Janusz Radek i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Lubelskiej pod kierownictwem Tomasza Filipczaka; występując z koncertem karnawałowym, który dostarczył lawiny doznań. 
Janusza Radka słuchałam sporadycznie i prawdę mówiąc, idąc na koncert nie bardzo wiedziałam, czego mam oczekiwać. Zaprowadziła mnie tam ciekawość i zaproszenie bardzo przystojnego mężczyzny, któremu nie potrafię się oprzeć:) Już pierwsze moje spojrzenie na scenę i widok takiej ilości instrumentów w jednym miejscu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że to nie będzie zmarnowany wieczór. Pianino, skrzypce, wiolonczele, altówki, kontrabasy, bębny, talerze, perkusja, gitara, trąbki i elegancko ubrani muzycy, dotykający swoich instrumentów najczulej- widok robił wrażenie, ale słyszeć je wszystkie, współgrające ze sobą, przeplatające dźwiękami i wypełniające melodią ciszę, która zapadła na sali gdy pogasły światła; było doznaniem, które zaparło dech i zaczarowało od pierwszej nutki. Gdy w tło tych dźwięków włączył się głos Janusza Radka, odpłynęłam na całe półtorej godziny. Byłam tylko ja, muzyka i ten koncert karnawałowy, na którym czułam się tak, jak Kopciuszek na swoim balu. Radosna. Lekka. Zasłuchana i Zapatrzona. Zaczarowana. 
Janusz Radek zabrał publiczność w nostalgiczną wędrówkę po latach, gdy jeszcze pisało się listy, tańczyło walca i gdzie w przytulnych kawiarenkach można było usłyszeć dźwięki pianina (zupełnie jak w miejscu, do którego lubię powracać, bo czuję się tam jak w swojej epoce - w Dwu Księżycach w Kazimierzu:)). Wybrzmiały Czerwone Gitary i wielkie przeboje Seweryna Krajewskiego i Krzysztofa Klenczona; Wybrzmiał Tuwim, Lutosławski, Zygmunt Konieczny  i Jerzy Wasowski, przeplatani lirycznymi autorskimi piosenkami Janusza Radka. "Niech żyje bal" w jego wykonaniu poruszył całą salę, nie było ani jednej osoby, która pozostałaby obojętna na głos Janusza Radka i niesamowitą oprawę Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Lubelskiej, wśród której zachwyciłam się pierwszymi skrzypcami - Iriną Stukasziną-Gąsior, II koncertmistrzem Filharmonii Lubelskiej. Janusz Radek uwiódł nas tego wieczoru swoją cztero i pół oktawową skalą! i skromną osobowością człowieka, który nie uważa się za Gwiazdę. Ma przy tym fantastyczne poczucie humoru, którym łagodnie, ale chyba skutecznie zawstydził melomana, któremu w czasie koncertu odezwała się komórka.
Wychodziłam z koncertu z wielkim niedosytem pomimo dwukrotnego bisowania i krótkiego spotkania z artystą po wyczerpującym dla niego występie. W dłoniach ściskałam najnowszą, w całości autorską, płytę z autografem, na którą rzuciłam się zachłannie. I chociaż to ten sam Janusz Radek, którego słuchałam bojąc się poruszyć, płyta mnie rozczarowała. W "Gdzieś-Po-Między" zabrakło mi tej zadziwiającej skali, w którą wsłuchiwałam się na koncercie w zachwyceniu. Miałam wrażenie, jakby Janusz chciał przełamać jakiś stereotyp i wyjść poza samego siebie, zostawiając daleko za sobą to, do czego przyzwyczaił swoich odbiorców i fanów. Widać wyraźnie, że ta płyta jest poszukiwaniem. Nie jest zła, bo sam Janusz Radek jest bardzo dobry i wkłada całego siebie w to, co robi. Jest tylko nie dla każdego i nie każdy jest w stanie ją odebrać z takim zachwyceniem, jak poprzednie. Pomimo całego mojego szacunku do Janusza Radka i podziwu dla jego głosu, "Gdzieś-Po-Między", pomimo kilku fajnych kawałków, to zdecydowanie nie moja bajka. Ale posłuchać Janusza Radka polecam! Na innych płytach jest zdecydowanie lepszy.
Monika A. Oleksa 

         

Komentarze

  1. Czytając te "Wtorkowe spotkania kulturalne" poczułem się jakbym naprawdę był na koncercie Janusza Radka i wsłuchiwał się w jego niesamowity głos.
    Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kolejny jego koncert zabieramy Cię ze sobą:)
      CMOK
      Mama

      Usuń
  2. Koncert rzeczywiście był super :-) no i ten utwór "Dziękuje za miłość " na żywo , który uwielbiam śpiewać dla mojej M ;-)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię go słuchać w Twoim wykonaniu...
      Twoja M.

      Usuń
  3. Przepiękne to jest....pierwszy raz słyszę i jestem oczarowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Janusz Radek właśnie tym oczarował:) Gabrysiu, brak mi słów! Jesteś po prostu NIESAMOWITA! Ściskam Cię mocno:)
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak