wtorek, 21 stycznia 2014

Wtorkowe Spotkania Kulturalne: Janusz Radek koncertowo



Czas karnawału możemy przejść tanecznym krokiem w rytmie energetyzujących i porywających przebojów; możemy również zasłuchać się w brzmienia, które przenoszą nas daleko od miejsca, w którym akurat się znajdujemy, jeśli tylko damy się poprowadzić muzyce i artyście, który ją dla nas wykonuje. Muzyka jest nieodłączną częścią mojej codzienności i odświętności. Cenię ją i podziwiam ludzi, którzy ją tworzą i wykonują. Rozdzielając talenty między ludzi, Pan Bóg obdarował mnie słowem i wrażliwością na piękno. Dźwięki słyszę, ale nie potrafię ich odtworzyć:) Kołysanki moim chłopcom śpiewałam tylko wtedy, gdy nikt oprócz nich mnie nie słyszał. 
Muzykę słucham, chłonę i podziwiam; pod warunkiem, że jest dobra i nie jest papką, od której trzymam się z daleka. Szczególnie cenię sobie żywy kontakt z nią; twarzą w twarz z artystą i instrumentem. Na koncercie odpływam. Nie ma mnie i świata dookoła - jest tylko dźwięk, słowa i muzyka, która potrafi mnie zaczarować. 12 stycznia zrobił to Janusz Radek i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Lubelskiej pod kierownictwem Tomasza Filipczaka; występując z koncertem karnawałowym, który dostarczył lawiny doznań. 
Janusza Radka słuchałam sporadycznie i prawdę mówiąc, idąc na koncert nie bardzo wiedziałam, czego mam oczekiwać. Zaprowadziła mnie tam ciekawość i zaproszenie bardzo przystojnego mężczyzny, któremu nie potrafię się oprzeć:) Już pierwsze moje spojrzenie na scenę i widok takiej ilości instrumentów w jednym miejscu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że to nie będzie zmarnowany wieczór. Pianino, skrzypce, wiolonczele, altówki, kontrabasy, bębny, talerze, perkusja, gitara, trąbki i elegancko ubrani muzycy, dotykający swoich instrumentów najczulej- widok robił wrażenie, ale słyszeć je wszystkie, współgrające ze sobą, przeplatające dźwiękami i wypełniające melodią ciszę, która zapadła na sali gdy pogasły światła; było doznaniem, które zaparło dech i zaczarowało od pierwszej nutki. Gdy w tło tych dźwięków włączył się głos Janusza Radka, odpłynęłam na całe półtorej godziny. Byłam tylko ja, muzyka i ten koncert karnawałowy, na którym czułam się tak, jak Kopciuszek na swoim balu. Radosna. Lekka. Zasłuchana i Zapatrzona. Zaczarowana. 
Janusz Radek zabrał publiczność w nostalgiczną wędrówkę po latach, gdy jeszcze pisało się listy, tańczyło walca i gdzie w przytulnych kawiarenkach można było usłyszeć dźwięki pianina (zupełnie jak w miejscu, do którego lubię powracać, bo czuję się tam jak w swojej epoce - w Dwu Księżycach w Kazimierzu:)). Wybrzmiały Czerwone Gitary i wielkie przeboje Seweryna Krajewskiego i Krzysztofa Klenczona; Wybrzmiał Tuwim, Lutosławski, Zygmunt Konieczny  i Jerzy Wasowski, przeplatani lirycznymi autorskimi piosenkami Janusza Radka. "Niech żyje bal" w jego wykonaniu poruszył całą salę, nie było ani jednej osoby, która pozostałaby obojętna na głos Janusza Radka i niesamowitą oprawę Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Lubelskiej, wśród której zachwyciłam się pierwszymi skrzypcami - Iriną Stukasziną-Gąsior, II koncertmistrzem Filharmonii Lubelskiej. Janusz Radek uwiódł nas tego wieczoru swoją cztero i pół oktawową skalą! i skromną osobowością człowieka, który nie uważa się za Gwiazdę. Ma przy tym fantastyczne poczucie humoru, którym łagodnie, ale chyba skutecznie zawstydził melomana, któremu w czasie koncertu odezwała się komórka.
Wychodziłam z koncertu z wielkim niedosytem pomimo dwukrotnego bisowania i krótkiego spotkania z artystą po wyczerpującym dla niego występie. W dłoniach ściskałam najnowszą, w całości autorską, płytę z autografem, na którą rzuciłam się zachłannie. I chociaż to ten sam Janusz Radek, którego słuchałam bojąc się poruszyć, płyta mnie rozczarowała. W "Gdzieś-Po-Między" zabrakło mi tej zadziwiającej skali, w którą wsłuchiwałam się na koncercie w zachwyceniu. Miałam wrażenie, jakby Janusz chciał przełamać jakiś stereotyp i wyjść poza samego siebie, zostawiając daleko za sobą to, do czego przyzwyczaił swoich odbiorców i fanów. Widać wyraźnie, że ta płyta jest poszukiwaniem. Nie jest zła, bo sam Janusz Radek jest bardzo dobry i wkłada całego siebie w to, co robi. Jest tylko nie dla każdego i nie każdy jest w stanie ją odebrać z takim zachwyceniem, jak poprzednie. Pomimo całego mojego szacunku do Janusza Radka i podziwu dla jego głosu, "Gdzieś-Po-Między", pomimo kilku fajnych kawałków, to zdecydowanie nie moja bajka. Ale posłuchać Janusza Radka polecam! Na innych płytach jest zdecydowanie lepszy.
Monika A. Oleksa 

         

6 komentarzy:

  1. Czytając te "Wtorkowe spotkania kulturalne" poczułem się jakbym naprawdę był na koncercie Janusza Radka i wsłuchiwał się w jego niesamowity głos.
    Pozdrawiam Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kolejny jego koncert zabieramy Cię ze sobą:)
      CMOK
      Mama

      Usuń
  2. Koncert rzeczywiście był super :-) no i ten utwór "Dziękuje za miłość " na żywo , który uwielbiam śpiewać dla mojej M ;-)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię go słuchać w Twoim wykonaniu...
      Twoja M.

      Usuń
  3. Przepiękne to jest....pierwszy raz słyszę i jestem oczarowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Janusz Radek właśnie tym oczarował:) Gabrysiu, brak mi słów! Jesteś po prostu NIESAMOWITA! Ściskam Cię mocno:)
      M.

      Usuń