sobota, 13 grudnia 2014

Bajkolandia - Magiczna podróż Wojtka

Autor: Miłosz Oleksa 

Sanie leciały ponad obcymi i nieznanymi Wojtkowi krajami, a chłopiec przyglądał się im z otwartą ze zdziwienia buzią. Z góry ogromne kontynenty wyglądały jak zabawki Wojtka, a morza i oceany były tylko ciemnymi plamami, zupełnie jak na mapie, którą pokazywał mu tata. Na myśl o tacie Wojtek posmutniał. 
- Mikołaju, moi rodzice będą się martwić jak zobaczą, że mnie nie ma. - Chłopiec był naprawdę zaniepokojony. Bardzo chciał zobaczyć tajemniczą krainę Mikołaja, ale nie chciał również, aby mama była smutna i aby płakała. Mama zawsze była smutna, jak Wojtkowi coś się działo. Czasami, nawet jak Wojtka bardzo coś bolało, uśmiechał się dzielnie chcąc pokazać mamie, że wszystko jest w porządku. Nie lubił, gdy mama była smutna. Chyba żadne dziecko tego nie lubi.
Mikołaj podał chłopcu kubek z gorącym kakao i poklepał go uspokajająco po ramieniu. 
- Nie będą się martwić, bo nawet nie zauważą, że cię nie ma. Czas na Biegunie biegnie zupełnie inaczej niż czas ludzi. Wrócisz, zanim skończy się noc. 
Wojtek uśmiechnął się radośnie czując, jak od ciepłego kakao robią mu się kakaowe wąsy. 
Ukołysany łagodnym galopem reniferów i rozgrzany ciepłym kubkiem napoju, Wojtek zasnął. Obudził się na ziemi całej pokrytej śniegiem i lodem. 
- Widzę, że się trochę zdrzemnąłeś. - Mikołaj podał chłopcu rękę i pomógł wysiąść z wysokich sań. - Oto mój Biegun. Witaj w Mikołajowie. 
Wojtek chwycił ciepłą dłoń Mikołaja i poszedł wraz z nim w stronę całkiem dużego miasteczka. W małych piernikowych domkach paliły się kolorowe światełka, na lodowej ślizgawce elfy jeździły na łyżwach, machając w stronę przechodzącego Mikołaja i uśmiechając się do chłopca, a dwa małe polarne niedźwiadki ganiały się dookoła bałwana, któremu króliczek zabrał marchewkowy nos. Było tu wesoło, kolorowo i tak radośnie, że Wojtek miał ochotę przyłączyć się do niedźwiedzich figli i zostać tu na zawsze! 
Ale oto przed nimi pojawiła się wielka budowla, cała w kolorze czerwonym i w kształcie Mikołajowej czapki. 
- Pilnuj się teraz Wojtku, bo tutaj łatwo się zgubić - powiedział Mikołaj, gdy wchodzili po niedużych schodkach, przystosowanych do małych elfich i krasnalowych nóżek.
Mikołaj otworzył duże, ciężki drzwi, a tam... chłopiec zobaczył naprawdę niezwykły widok.  Maszyny, pracujące na pełnych obrotach, bo przecież sezon prezentów już się rozpoczął i trzeba było zdążyć ze wszystkim, aby każda dziecięca buzia rozjaśniła się uśmiechem; mnóstwo zabawek, o jakich Wojtek nawet nie marzył, elfy, krasnoludki i yeti, uwijające się przy pracy, która najwyraźniej sprawiała im przyjemność, bo wszyscy uśmiechali się radośnie, patrząc przyjaźnie na małego, przechodzącego chłopca. Wojtek był tak zafascynowany tym, co zobaczył, że zupełnie nie zauważył, kiedy puścił dłoń Mikołaja i zawędrował za daleko. Stanął i rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu znajomego pana w czerwonym płaszczu, ale Mikołaja nigdzie nie było! 
Najpierw Wojtek chciał się rozpłakać, ale przypomniał sobie, że ma już prawie pięć lat i jest już dużym chłopcem, który poradzi sobie nawet wtedy, gdy się zgubi. Co prawda był w zupełnie obcym miejscu, ale nucąc sobie pod nosem piosenkę, którą śpiewali z mamą, rozpoczął poszukiwania Mikołaja w pracowni i hali z zabawkami. Kiedy nigdzie go nie znalazł, zaczął się lekko niepokoić, i wtedy zobaczył drzwi z napisem: "Gabinet św. Mikołaja". 
- Na pewno tam go znajdę! - Wykrzyknął uradowany, zapukał grzecznie i wszedł do środka. Zaskoczyło go to, co zobaczył. Na bujanym fotelu siedział uśmiechnięty Mikołaj i czekał na Wojtka z założonymi na piersiach rękami. 
- Mikołaju! Szukałem cię wszędzie! - Wykrzyknął chłopiec z wyrzutem. 
- Mówiłem, żebyś się mnie pilnował - odpowiedział Mikołaj. - Ale ty byłeś tak zajęty oglądaniem, że zapomniałeś o moich słowach. Na przyszłość pilnuj się dorosłych, Wojtku, bo świat nie jest takim przyjaznym miejscem jak Mikołajowa Kraina. Myślę, że wyciągnąłeś z tego cenną lekcję. 
- Pewnie tak - odpowiedział zawstydzony chłopiec. 
- Chodź, napijemy się herbaty malinowej - zaproponował Mikołaj i mrugnął porozumiewawczo do Wojtka. - Pani Mikołajowa przygotowała już na pewno pachnące pierniczki. 
Na myśl o pierniczkach chłopiec poczuł, że jest głodny, dlatego podskoczył radośnie i obiecał sobie, że od dziś będzie się pilnował i nie zgubi się więcej. cdn... 
Miłosz Oleksa  (we współpracy z Mamą:D)

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

4 komentarze:

  1. Miłoszku , chyba pod choinkę dostaniesz spooooro zeszytów :) Pięknie piszesz!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor się uśmiechnął i podziękował :) Ma już trzy zeszyty, każdy z inną książką. W takim tempie napisze swoją szybciej niż ja!
      Wracaj do zdrowia, Gabrysiu!
      Przytulamy Cię mocno!
      M.i M.

      Usuń
  2. Hmmm... Akcja się rozkręca, a kolejna część jeszcze bardziej podsyciła mój apetyt na dalszy ciąg :)
    Pozdrawiam autorów!
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorzy dziękują:) Sama jestem ciekawa, gdzie ten Wojtek jeszcze zajrzy... Ale pomysł z Bajkolandią bardzo mi się podoba!
      Buziak od Mamy :)

      Usuń